Zielone marynarki rozdane
Konrad Bargenda odjechał z zieloną marynarką PKO Bank Polski Mistrzostw Polski Zawodowców i Amatorów. Mateusz Korzuch w końcu wygrał swój wyśniony longest drive!
Druga edycja turnieju za nami. Zdjęcia: Mirek Mróz/PZG
PKO Bank Polski Mistrzostwa Polski Zawodowców i Amatorów, zgodnie współorganizowane przez Polski Związek Golfa i PGA Polska, na dobre wpisały się do kalendarza najważniejszych wydarzeń w kraju. Formuła, która zastąpiła tradycyjne PZG Masters, udowodniła swój potencjał, w nowatorski sposób łącząc walkę amatorów z profesjonalistami. Na triumfatora i triumfatorkę trzydniowej rywalizacji stroke play tradycyjnie czekały dwie zielone marynarki, „prawie” tak samo cenne jak ta z… Masters. Turniej przyniósł ogromne emocje.
Nowa tradycja
Rywalizacja ta buduje już własną historię. Podczas premierowej edycji rozegranej rok wcześniej w Mazury Golf & Country Club po historyczne zielone marynarki sięgnęli Marcin Bogusz, który triumfował w klasyfikacji generalnej, oraz Martyna Muchajer, bezkonkurencyjna wśród kobiet. Na podium turnieju głównego stanęli wówczas także amator Antoni Hawkins oraz profesjonalista Oskar Zaborowski, tworząc fundamenty pod nową, prestiżową tradycję tych rozgrywek. W tym roku areną zmagań był Kraków Valley Golf & Country Club. Tym razem „męską” marynarkę założył Konrad Bargenda, wielokrotny klubowy mistrz Polski z drużyną Sobieni Królewskich. Pozycję lidera objął już pierwszego dnia, drugiego drastycznie ją powiększył, a trzeciego w pewnym momencie zrobiło się całkiem nerwowo, kiedy to gra trochę mu się nie kleiła, a w szaleńczą pogoń ruszył Zaborowski. Ostatecznie rundy 67, 68 i 78, i wynik -3 zagwarantowały mu upragnione zwycięstwo.
- W Krakowie grało mi się super, pole było przygotowane wyśmienicie, były to jedne z najlepszych greenów, na jakich grałem. Jeżeli chodzi o wynik, to podczas pierwszych dwóch rund udało mi się osiągnąć bardzo dużą przewagę dziewięciu uderzeń, więc wychodząc na ostatnią rundę, miałem duży spokój, bo widziałem, że nie potrzebuję super rundy, żeby to wygrać – opisywał narastającą dramaturgię zwycięzca. - Jednak na trzecim dołku Oskar trafił albatrosa na par 5, co trochę dodało mi stresu, bo nagle straciłem 3 uderzenia na jednym dołku. Tak naprawdę do jedenastego dołka moja przewaga ciągle była wysoka i nie miałem o co się martwić. Ale na dołkach 11–14 zacząłem robić bogeye, co sprawiło, że remisowaliśmy 14:14, jednak to mi udało się zagrać ostatnie dołki lepiej, co dało mi spokojną wygraną dwoma uderzeniami.
Pytany, gdzie teraz rozwija swoją karierę, opisywał: - Jeżeli chodzi o moją karierę golfową, to jestem amatorem, gram dla polskiej kadry, ale też występuję w niemieckiej lidze, która odbywa się co 2 tygodnie. Ta liga to super sprawdzenie się, jak się gra w porównaniu z najlepszymi zawodnikami z Niemiec oraz profesjonalistami, ponieważ w drużynie może grać jeden pro. To również daje okazję zmierzyć się z zawodnikiem z DP World Tour czy Challenge Tour. Moja drużyna występuje w pierwszej lidze.
Pogoń
Drugie miejsce zajął zawodowiec Oskar Zaborowski, który po rundach 73, 71, 71 finiszował z dwoma uderzeniami straty do Bargendy. W finałowej rundzie „Zabor” błysnął niesamowitym albatrosem na trzecim dołku. Jako trzeci finiszował Nikolas Tymiński, podobnie jak Oskar, reprezentant PGA Polska – po rundach 75, 69, 72 skończył zawody wynikiem par. Na czwartym miejscu open, występ zakończył 15-letni Antek Fijałkowski z Sobieni, notujący wspaniały sezon. Tym samym był drugi w klasyfikacji najlepszych amatorów – za Bargendą, a przed Janem Pylą. Oskar trochę zmroził swoich rywali albatrosem. - Na turniej jechałem z jasnym celem, żeby go wygrać. Byłem blisko. Po dwóch dniach słyszałem, że „walka będzie o drugie”, mój cel był wciąż ten sam. Wiedziałem, że będę musiał grać bardzo dobrze, żeby dać sobie szansę i wywrzeć presję na Konradzie. Albatros na trzecim dołku ze 160 metrów bardzo mi w tym pomógł. Po 14 dołkach zrównaliśmy wynik, ale skończyłem z wicemistrzostwem Polski. Cieszę się też z podium na MP Longest Drive. Osobiście bardzo lubię tego typu zawody i liczę, że będą one rozwijać się w Polsce, a ich potencjał mogliśmy zobaczyć już na poznańskim lotnisku podczas zawodów PGA Polska – Oskar nawiązywał do już kultowych zawodów, które latem odbyły się na „Ławicy”.
Szok i niedowierzanie
Efekt mrożący genialnego zagrania Oskara podkreślał szczególnie wielokrotny klubowy mistrz Polski, Nikolas Tymiński. - Grało mi się dobrze przez całe 3 dni, ale nie mogłem nic trafić na greenach. To był dobry turniej przygotowawczy do Q-School Pro Golf Tour. Zawsze lubię przyjeżdżać do Polski i konkurować z przyjaciółmi, z którymi się wychowywałem przez całe dzieciństwo. Runda finałowa była spokojna aż do momentu, kiedy Oskar zrobił albatrosa na trzecim dołku. Byłem pod wielkim wrażeniem, jak pole było przygotowane na ten turniej. Bez dwóch zdań to były najlepsze warunki, w jakich kiedykolwiek grałem w Polsce - stwierdził Tymiński.
Jan Pyla, stypendysta Igi Świątek i reprezentant gospodarzy, ostatniego dnia postawił wszystko na jedną kartę: - Mistrzostwa Polski Amatorów i Zawodowców były dla mnie ostatnim turniejem najdłuższego dotąd sezonu. Bardzo się cieszę, że wydarzenie tej rangi było organizowane na moim „domowym” polu. Warunki były idealne, a przygotowanie pola nie odstawało od tego na najważniejszych turniejach w Europie. Cieszę się, że KVG&CC ma taki potencjał i liczę, że pole będzie go wykorzystywać w następnych latach. Turniej był dla mnie wymagający. W dwóch pierwszych rundach nie punktowałem najlepiej. Dużo niewykorzystanych szans i potknięcie na 15. dołku pierwszego dnia sprawiło, że wypadłem z walki o wygraną. Mimo wszystko ostatniego dnia zagrałem solidnego golfa. Jestem zadowolony, że w ostatniej rundzie sezonu poskładałem wszystko w całość i zagrałem -1. Teraz czas na krótką przerwę i dobry offseason, aby wejść w 2027 jeszcze lepszym - powiedział zawodnik.
Dobre wspomnienia
W gronie kobiet pierwsze miejsce klasyfikacji stroke play brutto objęła Zuzanna Mordaka ze Śląskiego Klubu Golfowego, wygrywając tym samym swoją pierwszą zieloną marynarkę. Za nią uplasowały się Maja Fiedorowicz z Kalinowych Pól i Natalia Pędrys z PGA Polska. W klasyfikacji najlepszych amatorek również wygrała Mordaka, przed Fiedorowicz i Olgą Walo ze Śląskiego Klubu Golfowego. Najlepszym seniorem w klasyfikacji stroke play brutto okazał się Johann Wasserman z Lisiej Polany, a seniorką Iwona Sławińska-Zamirowska, reprezentująca Gradi GC. Zwycięzcą klasyfikacji stroke play netto, obejmującej kobiety i mężczyzn z HCP 10 i powyżej, został Łukasz Mróz z Kraków Valley. W konkursach dodatkowych longest drive wygrali Maja Fiedorowicz i Maciej Mateja, a nearest to the pin – Olga Walo i słynny hokeista Mariusz Czerkawski. Iwona Zamirowska, mimo zmagań na greenach, sięgnęła po kolejne dwa trofea w swoim niezwykle udanym sezonie. - To były ostatnie w tym sezonie zawody mistrzowskie PZG, zorganizowane wspólnie z PGA Polska na znakomicie przygotowanym polu Kraków Valley. Do tego dopisała nam wymarzona pogoda, więc warunki do gry były naprawdę świetne. Organizatorzy zadbali jednak o to, żeby nie było zbyt łatwo, przygotowując wyjątkowo szybkie greeny. Muszę przyznać, że dały mi nieźle popalić i momentami zupełnie nie mogłam znaleźć na nie sposobu. Tym bardziej mnie to frustrowało, że z długiej gry byłam całkiem zadowolona, a wymagające odległości na poszczególnych dołkach nie sprawiały mi większych problemów. Z turnieju wracam z bardzo dobrymi wspomnieniami, choć nie ukrywam, że pozostał pewien niedosyt, bo wiem, że mogłam zagrać lepiej. Ale może właśnie na tym polega urok golfa – nawet po trudnym turnieju pozostaje ogromna chęć, żeby znów stanąć na pierwszym tee, podjąć kolejne wyzwanie i powalczyć o jeszcze lepszy wynik - dzieliła się wrażeniami Zamirowska.
Pokaz nieokiełznanej mocy
Równolegle do turnieju głównego odbyły się Mistrzostwa Polski Longest Drive. Na driving range’u zawodnicy walczyli o uzyskanie najdłuższego uderzenia w Polsce, a odległości mierzone były przy użyciu trackmana. Zgodnie z zasadami, każdy uczestnik dysponował sześcioma piłkami, z których do wyniku zaliczano najdalsze prawidłowe uderzenie w wyznaczonym sektorze. Po eliminacjach odbyła się finałowa rywalizacja, która wyłoniła mistrzów we wszystkich kategoriach. W kategorii OPEN Mężczyzn tytuł wywalczył Mateusz Korzuch, niegdyś wyczynowy pływak, człowiek, którego ogromne nadwyżki mocy mogłyby spokojnie zasilić w prąd cały Manhattan na przynajmniej tydzień. Mateusz, który jest trenerem PGA Polska w bytomskiej Armadzie, po zeszłorocznym niepowodzeniu i niedostaniu się do finału na poznańskiej „Ławicy”, tym razem posłał piłkę na imponującą odległość 322 metrów i wygrał zawody w cuglach. Powszechnie uważany jest on za największego mocarza w polskim golfie, który czasami potrafi zagotować się w kluczowych momentach. Tym razem prawie wszystko poszło po jego myśli i pokazał, na co go stać. Drugie miejsce - z 314 metrami - zajął David Shinto, a na trzeciej pozycji uplasował się Oskar Zaborowski, posyłając piłkę na 288 metrów.
- W trakcie eliminacji i finału mieliśmy piękną, słoneczną pogodę. Podczas startu przede wszystkim walczyłem sam ze sobą, żeby pokonać demony po ostatnim nieudanym konkursie LD. W eliminacjach pierwsze 3 piłki były bardzo średnie i niestety się nie liczyły, ale po ogarnięciu samego siebie czwarta piłka znalazła środek lica, a co najważniejsze środek sektora, i eliminacje skończyłem z wynikiem 330 metrów, awansując do finału z pierwszego miejsca. Na finał zostałem zaproszony jako pierwszy. Dwie pierwsze próby również nie należały do najlepszych i niestety wypadły z fairwaya. Trzecia była piękna – 331 metrów, ale niestety minimalnie obok sektora. Czwartą piłkę zmieściłem, gdzie należy, ale wynik wynosił tylko 322, dlatego do ostatnich dwóch prób podszedłem z nastawieniem na odpalenie pełnej mocy, aby poprawić finałowy wynik. Niestety… wypadły z sektora. Skończyłem wszystko z wynikiem 322. Wiem, że nie jest to moja życiówka i stać mnie na więcej, ale bardzo cieszę się z wywalczonego tytułu - opisywał długo wyczekiwane zwycięstwo Mateusz.
W krótkim rękawku
David Shinto, który kilka miesięcy temu wygrywał słynne zawody na poznańskiej „Ławicy”, tak opisywał swoje wrażenia z Paczółtowic: - Pierwsze Mistrzostwa Polski Zawodowców i Amatorów w Naterkach zapamiętałem jako ponad pięciogodzinną rundę w zimnie i silnym wietrze. W tym roku pogoda w Paczółtowicach pozytywnie nas zaskoczyła i poza chłodnymi porankami od pierwszego dołka grałem już w krótkim rękawku. Jeśli chodzi o sam konkurs longest drive, to fajnie, że coś takiego ma miejsce. Zawsze miło jest uderzyć kilka razy w większym gronie, jak najdalej się potrafi. W tym roku większy nacisk położyłem jednak na turniej główny. Mimo to przed zawodami spędziłem dwie sesje na symulatorze, pracując nad maksymalnym dystansem, żeby móc powalczyć o zwycięstwo. Dużym plusem konkursu był komentator i muzyka w tle, co tworzyło świetną atmosferę. Minusem finału było natomiast wykorzystanie piłek z driving range. Używane dane co prawda były z uwzględnioną normalizacją, jednak mam wrażenie, że żaden z nas nawet po uderzeniu driverem w sam środek wyznaczonego celu nie był pewny, że piłka będzie zaliczona.
W kategorii OPEN Kobiet zwyciężyła wspomniana Iwona Zamirowska z wynikiem 194,6 metra, która w swoim komentarzu odniosła się także do tej części rywalizacji. - Sporo satysfakcji przyniosło mi zwycięstwo w konkursie longest drive w kategorii Open Kobiet, które było świetnym akcentem na zakończenie sezonu. To trochę przewrotne, że potrafię posłać piłkę naprawdę daleko, a później mam problem, żeby trafić do dołka z kilku metrów! Ale taki właśnie jest golf – potrafi dać mnóstwo radości, a chwilę później solidnie wystawić cierpliwość na próbę - zauważyła. Po zaciętej walce wyprzedziła ona Tatianę Osiecką (194,1) oraz Agnieszkę Bicz (168,9). Wśród juniorów najlepszy okazał się Adam Głodek, osiągając znakomity wynik 293,8 metra. Drugi był Szymon Otrocki – 278,9 metra, a trzeci Szymon Mil – 277,1. W gronie seniorów triumfował Rafał Jaros z wynikiem 234 metrów, wyprzedzając Grzegorza Gawrońskiego z rezultatem 228. Za rok kolejne emocje!
Meronk zagra w Delhi
Od czwartku do rywalizacji powraca Adrian Meronk, który weźmie udział w prestiżowym turnieju DP World India Championship. Pięciokrotny zwycięzca na DP World Tour spróbuje odnaleźć swój rytm w Indiach po niezwykle intensywnym i pełnym skrajnych emocji maratonie. Zaledwie dwa tygodnie temu świętował spektakularne zwycięstwo w legendarnym Alfred Dunhill Links Championship w Szkocji, by zaledwie tydzień później – wyraźnie zmęczony morderczym tempem startów – nie przejść cuta podczas Open de Espana w Madrycie. Hiszpański turniej był dla niego siódmym z rzędu występem na DPWT, a biorąc pod uwagę wcześniejszy start w LIV Golf Indianapolis, rozegrał wtedy ósmy (!) turniejowy tydzień z rzędu bez chwili wytchnienia. Start w Delhi będzie więc dla niego kolejną próbą sił w tym niezwykle wymagającym okresie sezonu. Obsada turnieju zapowiada się imponująco. Wystąpią chociażby: Rory McIlroy, Tommy Fleetwood, Patrick Reed, Justin Rose, Shane Lowry, Ryan Fox, Aaron Rai, Robert MacIntyre, Luke Donald, Anirban Lahiri czy Shubhankar Sharma. Transmisje w Polsacie Sport, z niedzielnym komentarzem Jacka Persona.
Kasia Nieciak
Konrad Bargenda w zielonej marynarce
Najmocarniejsi z mocarnych – pośrodku mistrz Mateusz Korzuch.
Zuzia Mordaka – w zielonym jej do twarzy
Olga Walo i Mariusz Czerkawski popisali się celnością
