Zheng, Mertens, kto następny?!
Maja Chwalińska nie zatrzymuje się w Paryżu! Tenisistka z Bielska-Białej pokonała rozstawioną Elise Mertens i powalczy o najlepszą „szesnastkę” w Wielkim Szlemie! Dziś na kortach Rolanda Garrosa polski szlagier.
Maja Chwalińska w końcu zebrała się do lotu do światowego top 100! Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
FRENCH OPEN
Belgijka to już druga tenisistka ze światowej czołówki, która na kortach Rolanda Garrosa padła ofiarą 24-letniej kwalifikantki z Polski. Pierwszą była mistrzyni olimpijska z Paryża Qinwen Zheng. 30-letnia Elise Mertens jest prawie o sto miejsc w rankingu wyżej niż Maja Chwalińska, na 21. miejscu, w karierze zdobyła 10 tytułów, ale poległa równie zaskakująco gładko, jak była światowa „czwórka” z Chin – w identycznych rozmiarach 4:6, 0:6.
- Nie mam dużego doświadczenia w graniu z zawodniczkami wyżej notowanymi. Nie za bardzo wiem, szczerze mówiąc, czego się spodziewać, bo nigdy nie poczułam ich gry na swojej rakiecie. Ale myślę też, że to działa w obie strony. Gram troszkę niekonwencjonalnie, więc dla nich to też coś nowego - analizowała Chwalińska.
W starciu z Mertens zaprezentowała dokładnie ten sam, bardzo nieprzyjemny dla rywalek, styl. Piłki po jej zagraniach precyzyjnie trafiały w głąb kortu i wysoko się odbijały - co bardzo utrudnia atakowanie - lub lądowały tuż za siatką.
Niepokój mógł budzić jedynie stan zdrowia naszej zawodniczki - na mecz wyszła z zabandażowanym lewym udem, a w pierwszej partii korzystała też z przerwy medycznej. W paryskim upale rozegrała już pięć spotkań. - Już przed tym turniejem miałam problemy z przywodzicielami. Nie wydaje mi się, żeby to było coś poważnego, ale już dużo grałam i troszkę się to kumuluje. To jest Wielki Szlem i trzeba zacisnąć zęby i dać z siebie absolutnie wszystko. Cieszę się, że jutro mam dzień wolny – przyznała Polka.
W drugim secie jej przewaga jednak była już olbrzymia, a problemy zdrowotne zaczęła mieć też Mertens, której opatrzono łydkę. Chwalińska grała pewnie, w meczu popełniła 20 niewymuszonych błędów, a Belgijka 41. Po 98 minutach awans stał się faktem.
Trzecia runda Wielkiego Szlema to życiowe osiągnięcie tenisistki z Bielska-Białej. W 2022 roku była w 2. rundzie Wimbledonu, a w 2025 przegrała pierwszy mecz w Australian Open. Od kilku lat bezskutecznie dobijała się do pierwszej setki – za nieco ponad tydzień wreszcie jej się to uda. W rankingu „live” podskoczyła ze 114. na 91. pozycję. Ma już zapewniony start w Wimbledonie (od 29 czerwca) bez kwalifikacji. - To krok w dobrą stronę. Cieszę się, daję sobie chwilkę, żeby to docenić i będę chciała wygrać następny mecz - zapowiedziała.
W sobotę jej rywalką będzie kolejna tenisistka z przeszłością w top 10, Maria Sakkari. Niespełna 31-letnia Greczynka dziś jest 49., ale była już numerem 3., teraz wraca do topowej formy – w 1. rundzie odprawiła rozstawioną z 12. Czeszkę Lindę Noskovą, ale w czwartek dopiero w trzech setach uporała się z jedną ze zwyciężczyń kwalifikacji, Amerykanką Claire Liu (182.).
W czwartej rundzie - czyli 1/8 finału – na pewno będziemy mieć polską tenisistkę, bo dziś w 3. rundzie powalczą o to w bratobójczym pojedynku Iga Świątek i Magda Linette!
(ToM, PAP)
217 000 DOLARÓW – około 787 tys. zł (brutto) - za awans do trzeciej rundy French Open już zarobiła Maja Chwalińska. W całej dotychczasowej karierze 24-latka urodzona w Dąbrowie Górniczej z kortu podjęła 864 tys. USD.
