Zgodnie z planem

Miedź dzielnie stawiła czoło faworyzowanej Legii, lecz nie dała rady wyrzucić jej za burtę PP.

Juliusz Letniowski (z lewej) strzelił kapitalną bramkę dla Miedzi, lecz z awansu cieszył się Paweł Wszołek (z prawej) i jego koledzy. Fot. Maciej Kulczyński/PAP

Statystyki przed meczem pucharowym z Legią Warszawa nie były korzystne dla Miedzi. Co tam niekorzystne, były dramatyczne! W sześciu potyczkach drużyna z Łazienkowskiej odniosła pięć zwycięstw i raz zadowoliła się remisem, bilans bramowy 17:6 dla zespołu ze stolicy. Na boisku wicelider Betclic 1. Ligi postawił jednak faworytowi twarde warunki i do końca walczył o korzystny wynik. Legniczanom nie udało się pokrzyżować szyków drużynie Goncalo Feio, ale napsuli przedstawicielowi ekstraklasy mnóstwo krwi.

W I połowie więcej groźnych sytuacji stworzyli goście. Ilustracją tego były okazje, które mieli: Ryoya Morishita (21 min, strzał w boczną siatkę), Marc Gual (34 min, strzał w słupek), czy Ruben Vinagre (42 min, kapitalna interwencja Mateusza Abramowicza). Legniczanie odpowiedzieli groźną „główką” w boczną siatkę Adnana Kovaczevicia (27 min).

W 49 min stadion w Legnicy oniemiał, bo to pierwszoligowiec strzelił gola! Najpierw Maxi Oyedele - jakkolwiek spojrzeć reprezentant Polski - stracił piłkę na rzecz Benedika Miocza, a gdy ją odzyskał, to odebrał mu ją Juliusz Letniowski i strzałem zza pola karnego zmusił do kapitulacji Gabriela Kobylaka. Pomocną dłoń podał legionistom w 56 min Florian Hartherz, który odbił piłkę ręką we własnej „16”. Arbiter po analizie VAR-u podyktował rzut karny dla gości, którego na wyrównującego gola zamienił najlepszy na boisku Bartosz Kapustka.

W tym momencie Legia nabrała wiatru w żagle i stało się jasne, że kolejny gol dla niej jest tylko kwestią czasu. W 58 min Gual - po podaniu Kapustki - przegrał pojedynek z Abramowiczem, potem Morishita, mając przed sobą tylko bramkarza trafił go w głowę! W końcu mleko się rozlało - po akcji Kapustki w polu karnym piłkę dostał Paweł Wszołek, zagrał przed bramkę do niepilnowanego Luquinhasa (zaspał Wiktor Bogacz) i Brazylijczyk z najbliższej odległości trafił do siatki, zapewniając Legii zwycięstwo. Statystyki dowodzą, że wygrana stołecznej drużyny była zasłużona: posiadanie piłki 49-51, strzały celne 3:8, strzały niecelne 7:10, rzuty rożne 3:4, spalone 2:1, faule 6:9.

- Obie drużyny starały się dać z siebie wszystko i dzięki temu mogliśmy obejrzeć piłkarskie święto w środku tygodnia w Legnicy – przyznał trener Legii, Goncalo Feio. - Doceniam postawę przeciwnika, bo choć osiągnęliśmy cel, drużyna z Legnicy postawiła trudne warunki do samego końca i walczyła o awans. Większość meczu była pod naszą kontrolą, z dość dużą łatwością przenosiliśmy ciężar gry na połowę przeciwnika. Zależało nam na tym, aby nie dać Miedzi zbyt wielu stałych fragmentów, bo w tym elemencie była groźna.

- Poza wynikiem jestem bardzo zadowolony z postawy swojego zespołu - stwierdził trener Miedzi, Ireneusz Mamrot. - Nie baliśmy się grać wysokim pressingiem. Przełomowym momentem była bramka na 1:1 z rzutu karnego. Gdybyśmy dłużej utrzymali prowadzenie, mogłaby się pojawić szansa na jakąś kontrę. Reakcja drużyny była fantastyczna, dążyliśmy do zmiany rezultatu. Stworzyliśmy dwie bardzo dobre sytuacje i było blisko, by doprowadzić do dogrywki.

Bogdan Nather