Ze zmiennym szczęściem
Natalia Maliszewska i Michał Niewiński awansowali do ćwierćfinału, odpowiednio, na 500 i 100 metrów. Sztafeta mieszana udział zakończyła na ćwierćfinale.
Na igrzyskach olimpijskich we wtorek rozpoczęła się rywalizacja w short tracku. Jako pierwsze do walki przystąpiły Gabriela Topolska i Natalia Maliszewska w biegu na 500 m. Awans do ćwierćfinału wywalczyły po dwie najlepsze zawodniczki z każdej serii oraz cztery z trzecich miejsc z najlepszymi czasami.
Maliszewska w swoim biegu była druga (43,313). Wygrała Kanadyjka Kim Boutin (42,692). Nie poszczęściło się natomiast Topolskiej, która była czwarta (43,813) i odpadła z rywalizacji.
W ćwierćfinale jest też Michał Niewiński (1000 m), który wygrał swoją serię z czasem (1.24,135). Polak od początku biegł na końcu stawki. Gdy do końca wyścigu zostały cztery okrążenia, rywale walczący o dwa czołowe miejsca dające bezpośredni awans zderzyli się ze sobą i wytracili rytm. Nasz zawodnik wykorzystał okazję. Wskoczył na pierwsze miejsce i nie oddał go już do mety. W efekcie tego zajścia zdyskwalifikowany został Amerykanin Brandon Kim, a obok drugiego Chińczyka Sun Longa do ćwierćfinału awansowany został też Łotysz Roberts Kruzbergs.
Z rywalizacji odpadł drugi z Polaków, Felix Pigeon, który zajął w swojej serii czwartą pozycję. Rozstrzygnięcie rywalizacji na 500 m i 1000 m w środę. Nie powiodło się też naszej sztafecie mieszanej (Natalia Maliszewska, Kamila Sellier, Michał Niewiński i Felix Pigeon), która odpadł już po pierwszym biegu. A nadzieje były ogromne, sięgały nawet medalu.
W ćwierćfinale Biało-czerwoni zajęli trzecią pozycję, przegrywając zdecydowanie z Holandią i Włochami. Mogli jeszcze awansować do półfinału, ale musieli liczyć, że w pozostałych biegach drużyny z trzecich miejsc będą miały słabszy czas. Nadzieje okazały się płonne. Ostatecznie złoto wywalczyły Włochy przed Chinami i Belgią. Polska została sklasyfikowana na dziewiątej pozycji.
- Short track czasem nas pięknie nagradza, a czasem coś zabiera. Jechałem w ostatnim biegu na 1000 m i w pierwszym sztafety mieszanej, nie było czasu na odpoczynek – powiedział Michał Niewiński. – Trudno jest coś powiedzieć, bo tak naprawdę nie było żadnego błędu, który popełniliśmy. Dziewczyny z Holandii jechały tak, jak chłopaki. Byłem gotowy na te ciężary, które musiałem tego dnia nosić. Wiedziałem, że to będzie trudny dzień, że będzie ból nóg, to będzie ciężki oddech. Byłem na to gotowy, byłem zmobilizowany, żeby to przepchnąć, no ale to po prostu nie wystarczyło – dodał.
- Jest smutek, bo liczyliśmy na dużo więcej w miksie, ponieważ wiele razy już pokazywaliśmy, że medal potrafimy zdobyć, także na największych imprezach. Więc jest smutek i małe rozczarowanie, ale cieszę się z tego, że tu jestem i naprawdę nie chcę marnować czasu na to, żeby się smucić. Co było, to było. Cieszę się z tego, że będę mogła jechać na 1000 i 1500 – oceniła Kamila Sellier.
Natalia Maliszewska również była niepocieszona po występie sztafety, ale i nie odczuwała większego zadowolenia po starcie na 500 m. - Inne drużyny były po prostu za szybkie. Robiłam wszystko, co mogłam, ale było ciężko. Na 500 m też nie mogłam się rozpędzić tak, jak bym chciała. Jedynym plusem jest awans do następnej rundy. Nie trafiłam z dniem, nie trafiłam z dyspozycją. Może w czwartek będzie mi się jechało trochę lepiej. Zobaczymy – powiedziała Maliszewska, ale bez przekonania.
(mic)
