Że też piłki nie pękły z oburzenia!

CZADOBLOG - Paweł Czado

To jest mocno obrzydliwe. Prezydent USA Donald Trump stwierdził właśnie, że irańska reprezentacja piłkarska jest „mile widziana” na tegorocznych mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych, ale jednocześnie doradził tej drużynie, aby nie brała udziału w turnieju „ze względu na własne życie i bezpieczeństwo”. Trump napisał w mediach społecznościowych tak: „Irańska reprezentacja piłkarska jest mile widziana na mistrzostwach świata, ale naprawdę nie uważam, że ich obecność tam jest właściwa, ze względu na ich własne życie i bezpieczeństwo. Dziękuję za uwagę!”.

Mierzi mnie to niemożebnie. Iran w uczciwy przecież sposób wywalczył awans na mundial. O tym, czy w zaistniałej sytuacji wyruszy grać do kraju agresora, może decydować tylko on sam. Dlatego wszystkie tego rodzaju paskudne, niegodne uwagi są zwyczajnie nie na miejscu. To prawdziwe nieszczęście, że z okazji święta piłki nożnej człowiek pokroju Trumpa ma tak wiele do powiedzenia. Na co dzień nie zwracam uwagi na jego kuglarskie występy, do szczęścia mi to niepotrzebne, jednak teraz z impetem wtranżala się w świat futbolu. Zresztą wkroczył do niego wcześniej w kuriozalnym stylu za przyzwoleniem węszącego wszędzie monetyzację Gianniego Infantino. „Szczerze dziękuję prezydentowi Stanów Zjednoczonych za wsparcie, ponieważ po raz kolejny pokazuje ono, że piłka nożna jednoczy świat” – wypowiedział się prezydent FIFA, a po tych słowach powietrze w piłkach wcale nie eksplodowało z szyderczego śmiechu. O oburzeniu już nawet nie wspominam. 

Hipokryzja zaprezentowana przez Trumpa wręcz obezwładnia: „Jesteście mile widziani, ale nie przyjeżdżajcie, bo może stać się wam krzywda”. Żeby było jasne: to nie jest wpis polityczny, uwierzcie. Nie podnoszę tutaj dyskusji na temat moralnych ocen irańskiego reżimu ani o awanturach rozpalanych w różnych częściach świata przez Trumpa. Od tego są znawcy polityki. Piszę przecież o czymś innym: otóż żaden kraj, nie powinien – po awansie na światową imprezę – być straszony przez organizatora tejże. 

Irański minister sportu Ahmad Donyamali zapowiedział już, że jego kraj nie weźmie udziału w tym wydarzeniu, które zacznie się już za niespełna 100 dni. Irańczycy w czerwcu mieli zagrać w Los Angeles z Belgią i Nową Zelandią, a w Seattle, mieście grunge'u, z Egiptem. Nic z tego: według agencji Reutera Donyamali stwierdził w telewizji państwowej, że o udziale nie ma mowy. „Biorąc pod uwagę fakt, że ten reżim zamordował naszego przywódcę, pod żadnym pozorem nie możemy uczestniczyć w mistrzostwach świata” – miał stwierdzić minister. Bardzo ciekawi mnie w takim razie, co z tym vacatem. FIFA i organizatorzy z pewnością będą chcieli Iran kimś zastąpić. 

I tu kolejny moralny aspekt całej tej historii: który kraj, który wcześniej awansu nie wywalczył, zgodzi wskoczyć się na miejsce Iranu – kraju, który awans wywalczył. Kto będzie szują?

Rys. Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się