Zdecydowali rezerwowi
DR Konga nie dała rady Algierii. W Rabacie sporo działo się poza boiskiem.
Luca Zidane (nr 23) znowu zachował czyste konto, tym razem nie dał się zaskoczyć piłkarzom DR Konga. Z nr 25 Edo Kayembe. Fot. Jalal Morchidi EPA / PAP
Przed meczem na mogącym pomieścić 22 tysiące widzów Moulay El Hassan Stadium, w którym algierskie Lisy Pustyni zmierzyły się z Demokratyczną Republiką Konga, doszło do gorszących scen.
Policja i żandarmeria na dziennikarzy!
Niewielu dziennikarzy otrzymało wejściówki na to ciekawie zapowiadające się spotkanie. Część z nas bezradnie czekała na możliwość dostania się na obiekt. Nie weszli przedstawiciele choćby takich mediów jak amerykańska CNN czy niemiecka Deutsche Welle. Doszło do kłótni z organizatorami. Wściekali się i krzyczeli przede wszystkim przedstawiciele afrykańskich mediów. To przecież turniej dla nich, a nie dla oficjeli. Niewiele to dało. Doszło do pyskówki, prawie rękoczynów, po czym wezwano policję i żandarmerię, a nas, żurnalistów, wypędzono spod stadionowego ogrodzenia… – Dostaliśmy na ten mecz 800 aplikacji od was, dziennikarzy, a na trybunie prasowej mamy tylko 200 miejsc. Nie możemy wpuścić więcej z powodów bezpieczeństwa – tłumaczył mi przedstawiciel CAF, czyli Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej. Zlitował się 20 minut przed końcem, wpuszczono nas do mieszczącego się na stadionie centrum prasowego, ale już nie na sam stadion. W sumie dobre i to…
Mało celnych strzałów
Sam mecz nie był wielkim widowiskiem, ale też trudno było oczekiwać, że takim będzie. I jedni, i drudzy dobrze bronią. W grupowych występach i Algieria, i Lamparty straciły po ledwie bramce, a ich wcześniejsze bezpośrednie spotkania też były bardzo wyrównane. Dość powiedzieć, że cztery ostatnie gry kończyły się rezultatami nierozstrzygniętymi.
Lisy Pustyni miały może większe posiadanie piłki, ale niewiele z tego wynikało. Ekipie prowadzonej przez doświadczonego bośniackiego szkoleniowca Vladimira Petkovicia przede wszystkim brakowało celnych uderzeń na bramkę strzeżoną przez Lionela Mpasi. Dopiero wejście w końcówce Anisa Hadj Moussy, który w 70 minucie zmienił samego Riyada Mahreza, rozruszało grę ekipy z Afryki Północnej. To skrzydłowy Feyenoordu oddał pierwszy celny strzał na bramkę rywala (była 77 minuta); to on też w końcówce jeszcze raz uderzył groźnie, ale golkiper Lampartów odbił futbolówkę. Końcówka to przewaga Lisów Pustyni, które starały się rozstrzygnąć wszystko w regulaminowym czasie, ale niewiele z tego wyszło.
DR Konga swoją okazję miała w doliczonym czasie, ale dobrą interwencję zaliczył obrońca Zineddine Belaid, który uprzedził wyskakującego do główki i będącego w bardzo dobrej pozycji Fistona Mayele. O wszystkim miała więc zdecydować dogrywka.
Minuty leciały, a konkretów pod jedną i drugą bramką nie było. Zaliczający czwarty mecz w algierskiej reprezentacji Luca Zidane stał praktycznie bezczynnie. Ponownie z trybun wspierał go słynny Zinedine Zidane. Co innego Mpasi. W drugiej połowie dogrywki doświadczony bramkarz świetnie interweniował po strzałach Farasa Chaibi i Baghdada Bounedjah. Lamparty grały na przetrwanie. Tym bardziej że przed końcem regulaminowego czasu ich francuski selekcjoner Sebastien Desabre ściągnął z boiska najlepszego strzelca Cedrica Bakambu.
Akcja w końcówce
Kiedy wszyscy spodziewali się i czekali na serię karnych, Lisy Pustyni wyprowadziły kapitalny atak! Zdecydowali piłkarze wprowadzeni na boisko przez Petkovicia dopiero w 113 minucie. Ramiz Zerrouki fantastycznie zagrał w kierunku wychodzącego na pozycję Adila Boulbina, a 23-latek uderzył pod poprzeczkę tak, że tym razem Mpasi nie miał szans i to Algieria zagra w sobotę w Marrakeszu z Nigerią o półfinał. Zapowiada się pasjonujące starcie!
Michał Zichlarz, Rabat
Tylko rezerwa
Na marokańskim Pucharze Narodów Afryki było dwóch piłkarzy z ekstraklasy – w reprezentacji Gwinei Równikowej Iban Salvador z Wisły Płock i w drużynie DR Konga Steve Kapuadi z Legii Warszawa. Pierwszy grał, natomiast Kapuadi wszystkie cztery mecze, w tym wtorkowy z Algierią, oglądał tylko z ławki rezerwowych.
(zich)
Policja nasłana na dziennikarzy na stadionie w Rabacie… Fot. Michał Zichlarz
