Zdecydował jeden błąd

Legia Warszawa jest nieco bliżej tytułu mistrza Polski. W sobotę w meczu numer 3 wielkiego finału pokonała Start Lublin.

Trzeci mecz wielkiego finału dla Legii, ale emocje były do samego końca. Fot. PAP/Piotr Nowak

ORLEN BASKET LIGA

Kibice w Warszawie są mocno spragnieni dobrego basketu. Na trybunach Hali OSiR Bemowo pojawiło się blisko 2 tysiące fanów. Większość założyła okolicznościowe zielone koszulki z napisem „O mistrzostwo walcz!”, które przygotował jeden ze sponsorów miejscowego klubu. Atmosfera na trybunach była fantastyczna. To udzieliło się obu drużynom, bo od pierwszego gwizdka oglądaliśmy mecz godny wielkiego finału. 

W pierwszej kwarcie nieco lepsza była Legia, ale na długą przerwę z zapasem schodził Start (56:52). Pierwsza połowa stała na bardzo wysokim poziomie, oba zespoły miały niesamowity procent trafionych rzutów z dystansu - Legia 64, a Start 63! Gospodarze byli nieco lepsi w zbiórkach, z kolei goście mieli mniej strat.

Po przerwie procent skuteczności rzutów nieco się pogorszył, ale wzrosły emocje. Dwie minuty przed końcem na tablicy wyników widniał remis (83:83) i jeszcze wszystko było możliwe. Kibiców rozpalała rywalizacja rozgrywających - Manu Lecomte i Andrzeja Pluty. Obaj rozgrywali wybitne spotkania i zdawało się, że przesądzą o wyniku. I tak się stało, ale nie tak jak Belg mógł oczekiwać. Nieco ponad minutę przed końcowym gwizdkiem Lecomte, próbując powstrzymać Plutę, złapał go delikatnie za spodenki, a sędziowie po wideoweryfikacji uznali to za przewinienie niesportowe, przyznając dwa osobiste plus piłkę z boku. Pluta pewnie wykorzystał oba rzuty, a po chwili popisał się asystą przy „trójce” Ojarsa Silinsa. Legia odskoczyła więc na 5 punktów i tej straty rywale już nie odrobili. 

- Wszystkie mecze finału takie będą - bez dominacji, bez żadnej różnicy, rozstrzygające w czwartej kwarcie. Niezależnie od dyspozycji dnia, zdrowia i innych rzeczy na końcu będzie się liczył zawsze charakter, fizyczność i to, kto popełni mniej błędów. Tym razem my popełniliśmy ich mniej, byliśmy skuteczniejsi w końcówce, daliśmy z siebie wszystko - mówił kapitan Legii, Michał Kolenda.

Wojciech Kamiński, trener Startu, już myśli o kolejnym spotkaniu. - Dziękuję kibicom za stworzenie wspaniałej atmosfery i gratuluję zwycięstwa Legii. To był mecz godny finału. Pierwsza połowa była bardzo ofensywna, oba zespoły zagrały na bardzo wysokim poziomie. O naszej porażce przesądziły błędy w ostatnich minutach. Nie możemy sobie na nie pozwolić w kolejnych starciach - komentował szkoleniowiec lublinian. 

Legia po trzech spotkaniach prowadzi 2-1. Mecz numer 4 w poniedziałek o 20.00 w Warszawie. Gra toczy się do czterech wygranych. 


◼  Legia Warszawa - PGE Start Lublin 90:86 (29:27, 23:29, 17:17, 21:13)

stan rywalizacji: 2-1 dla Legii

WARSZAWA: McGusty 22 (1x3), Pluta 20 (3x3), Vucić 11, Silins 11 (3x3), Kolenda 9 (1x3) - Radanov 7 (1x3), Sykes 6 (2x3), Grudziński 2, Onu 2, Wilczek. Trener Heiko RANNULA.

LUBLIN: Williams 20 (4x3), Lecomte 18, De Lattibeaudiere 12 (1x3), Drame 10 (2x3), Krasuski 4 - Put 12 (3x3), Ramey 5 (1x3), B. Pelczar 3 (1x3), Brown 2. Trener Wojciech KAMIŃSKI.

(p)