Zbyt wysoki mur

Trener Wisły chwali zawodnika rywali, który strzelił jej gola. Wskazuje też, dlaczego jego piłkarze ułatwili mu zadanie.

Prowadzenie z Wisłą dało piłkarzom Pogoni nieskrywaną satysfakcję. Fot. Radosław Makuch/PressFocus

WISŁA KRAKÓW

Biała Gwiazda w trzecim meczu z rzędu pierwsza straciła gola, ale w każdym zdołała co najmniej wyrównać. W niedzielę pokonał ją były zawodnik. 

Lubią główkować

Kiedy Kacper Duda sfaulował przeciwnika około 25 metrów przed bramką, można było zakładać, że gospodarze zagrożą Patrykowi Letkiewiczowi. W końcu są drugą - po Wiśle - najlepiej grającą drużyną w 1. lidze. Kacper Łoś mógł strzelać, ale podopieczni Piotra Stokowca tym razem wybrali przećwiczony wariant. Asystent posłał mięciutką piłkę między linię obrony a bramkarza, a Jakub Niewiadomski popracował w polu karnym i przeciął jej lot, uprzedzając próbującego interweniować bramkarza. Mariusz Jop, trener gości, uważa, że jego drużyna mogła się lepiej zachować. Wskazał na mur, a dokładnie na zawodników, którzy go tworzyli. Byli w nim Raoul Giger, Wiktor Biedrzycki i Angel Rodado. – Dla mnie był tam trochę błąd. Niepotrzebnie daliśmy trzech wysokich piłkarzy do muru. To była zbyt duża odległość, żeby zabierać ze strefy najlepszych zawodników w pojedynkach główkowych. To już sobie wyjaśniliśmy i myślę, że w przyszłości takich błędów robić nie będziemy – twierdzi. Najwyższy z całej trójki Biedrzycki mierzy 189 cm, a dwaj pozostali około 180. Może nie są dryblasami, ale w krakowskim zespole jest wielu niższych. 

Starzy znajomi

Wisłę zaskoczył jej były zawodnik. 23-latek spędził pod Wawelem sezony 2022/23 i 2023/24, przechodząc z rezerw Lecha Poznań. Nie był to dla niego udany okres. Były reprezentant Polski do lat 20 miał dużo większe oczekiwania, a wystąpił tylko w trzech meczach 1. ligi i jednym Pucharu Polski. Więcej grał w drugim zespole. Tak się składa, że latem 2023 roku w 4. lidze objął go właśnie Jop. Jak wskazał po spotkaniu w Pruszkowie, gdzie Pogoń podejmuje rywali, Niewiadomskiemu w rozwinięciu skrzydeł przeszkadzały różne czynniki. W niedzielę obrońca wybiegł na boisko dopiero po raz drugi w tej kampanii. W październiku musiał zawitać do szpitala, by przejść operację pachwiny. – Cieszę się, że Kuba wrócił po wielu perypetiach i kontuzjach. Grał drugi mecz od początku, zdobył bramkę. Wiem, że potrafi to robić, bo nawet na poziomie rezerw miał pięć czy sześć – przypomina opiekun wiślaków. 

Jest dobrze

Jop docenił punkt wywalczony na trudnym terenie, z bardzo dobrym przeciwnikiem. Do przerwy Krakowianie kontrolowali grę, ale zabrakło im zimnej krwi w wykończeniu akcji. Chodziło głównie o szansę Rodado. W drugiej połowie stracili gola i dali się zepchnąć do defensywy. Młodzi zawodnicy beniaminka poczuli, że lider nie taki straszny, jak go malują. Z czego wynikał okres dużo słabszej postawy? – Było kilka prostych, niewymuszonych strat w budowaniu, właśnie poprzez to, że próbowaliśmy rozgrywać piłkę na tym trudnym boisku. To pewnie jeden czynnik. Były też momenty, gdy rywal był bardziej agresywny, skracał dystans do zawodnika z piłką i to czasami był też efekt naszych błędów – uważa trener Wisły.

Michał Knura


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się