Zbliżają się do baraży
Tytułowe słowa nie są naszego autorstwa. Wypowiedział je trener Waldemar Fornalik, a skoro już on zdecydował się na taką otwartość – to o czymś świadczy.
Wielka „ERka” coraz mocniej mieni się na ekstraklasowym horyzoncie. Ale czy pod koniec maja ukaże się tam w pełni? Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Ruch rośnie w końcówce sezonu. Wygrał trzecie kolejne spotkanie i prezentuje się bardzo przekonująco. Gra jak pewniak. Oglądasz Niebieskich i wiesz, że wykonają swoją robotę. Gołym okiem można dostrzec, że na murawie każdy doskonale wie, co ma robić, gdzie biegać, gdzie ustawiać, jak pressować. Nawet mimo dość częstych zmian w linii defensywnej ta zyskała na jakości i dziś nie ma większego znaczenia, kto akurat tworzy czwórkę – i tak ustanowi mur. Oczywiście Miedź w niedzielę zdobyła bramkę, jednak z perspektywy 90 minut chorzowską obronę można było pochwalić. Ruch na papierze nie ma najsilniejszej kadry w I lidze, ale dzięki ciężkiej pracy, zespołowości i myśli taktycznej trenera Waldemara Fornalika funkcjonuje jak jeden, dobrze naoliwiony mechanizm.
Rzetelna praca
– Mieliśmy decydujące akcje – mówił o meczu z Miedzią trener Fornalik, chwalący konsekwencję swojej drużyny. – Najpierw w pierwszej połowie Patryk Szwedzik przy stanie 2:0 trafił w słupek. Gdyby było 3:0, to grałoby się spokojniej, ale później do głosu znowu doszła Miedź. Zdobyła bramkę kontaktową. Często bywa tak, że wyniki 2:0 są złudne. Piłka zna mnóstwo historii, gdy drużyna takie mecze remisowała czy wręcz przegrywała. Pojawiły się pewne obawy, natomiast zespół pokazał charakter. W końcówce sami wyprowadziliśmy kilka groźnych akcji i szkoda, że nie udało się zakończyć ich bramką. Cieszymy się z tego meczu, bo jego ciężar gatunkowy był duży. Zbliżamy się do tych baraży. Nie chcę mówić, że już w nich jesteśmy, ale się do nich zbliżamy. Byłoby to podsumowaniem rzetelnej pracy w tym sezonie – powiedział „King”, a Fornalika z koroną na głowie – wygenerowanego co prawda przez AI, ale jednak – wrzucił na swoje social media prezydent Chorzowa Szymon Michałek. „Waldek King make Ruch Chorzów great again” – napisał, dodając do tego niebieskie serce.
Nadzieje Znicza
Sytuacja 14-krotnych mistrzów Polski jest znakomita. By zagwarantować sobie baraże, muszą co najmniej zremisować w ostatniej kolejce w Pruszkowie, ze zdegradowanym Zniczem. Z jednej strony ekipa z Mazowsza może chcieć pożegnać się z klasą, by ewentualnie powalczyć o podmiankę z Górnikiem Łęczna w ramach strefy spadkowej – wierząc, że gdyby jednak Wieczysta się wycofała, to 16. lokata też da utrzymanie. Scenariusz to jednak wątły, ale nadzieja umiera ostatnia (bądź matką głupich). Pokonując z kolei Miedź, korzystając z porażki Polonii, Ruch odsunął się od Warszawiaków na trzy punkty. Jeśli więc zremisuje w Pruszkowie, Czarne Koszule już ich nie wyprzedzą. Pozostanie tylko pytanie, na którym miejscu skończą Niebiescy i czy... stadion w Bielsku-Białej jednak się im przyda.
Przeskoczyć Chrobrego
Sytuacja jeszcze bardziej poprawiła się bowiem po niespodziewanej porażce ŁKS-u w Niepołomicach. Ruch samodzielnie zajmuje 5. miejsce i ma realne szanse, by podskoczyć o jeszcze jedną lokatę (przy okazji ma większy luz – bo może też swobodnie o jedną się zsunąć). Przed nim są bowiem Chrobry (punkt więcej) i Wieczysta (dwa pkt) – i obie te drużyny zmierzą się w ostatniej kolejce! Krakowian Niebiescy nie przeskoczą (przegrali z nimi dwa razy), ale jeśli Głogowianie się potkną, a Ruch wygra – wyprzedzi ich. Wtedy Bielsko będzie potrzebne, a taki scenariusz ma jeszcze jedną zaletę. Jeśli bowiem uda się awansować do finału, zespół Fornalika na pewno zagra „u siebie”. Bo albo pod Beskidami, albo... w Krakowie na Wiśle. Tam gospodarzem będzie formalnie Wieczysta, ale nie trzeba chyba tłumaczyć, dlaczego Ruch będzie się tam czuł jak w domu.
Piotr Tubacki
