Zbawiciel z Portugalii
Goncalo Feio w ciągu czterech meczów sprawił, że Radomiak znalazł się w walce o europejskie puchary.
Tylko punktu brakuje Radomiakowi do znalezienia się w strefie pucharowej. Fot. Tomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/PressFocus
WYDARZENIE KOLEJKI
Latem pożegnał się z funkcją szkoleniowca Legii Warszawa. W stolicy wzięli pod uwagę to, że zespół zajął piąte miejsce w lidze, dotarł do ćwierćfinału Ligi Konferencji i po raz kolejny weźmie udział w europejskich pucharach dzięki wygranemu Pucharowi Polski i wyszło im, że… Goncalo Feio należy zwolnić. Tak właśnie Portugalczyk opuścił stadion przy Łazienkowskiej, wcześniej podkreślając, że chciałby, aby Legia była jego ostatnim polskim klubem w CV. 35-latek wyruszył w świat. Od razu znalazł nowego pracodawcę – trafił do Dunkierki, na drugi poziom rozgrywkowy we Francji. Tam jednak popracował 13 dni i odszedł z powodu rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami szkoleniowca a realiami panującymi w klubie. Nie poprowadził ani jednego meczu jako trener francuskiej ekipy. Stał się więc bezrobotny i… wrócił do Polski. Skorzystał na tym, że Radomiak zwolnił Joao Henriquesa i wskoczył na miejsce swojego rodaka.
Nagły rozwój
Praca w Radomiaku z założenia wydaje się wymagająca dla każdego szkoleniowca, który tam trafi. W końcu to zespół złożony w dużej mierze z zawodników zagranicznych. Dominują portugalskojęzyczni, ale są przedstawiciele Grecji, Francji, Hiszpanii, Kamerunu, Angoli czy Burkina Faso. Polacy stanowią mniejszość. Feio wszedł do tej specyficznej szatni i od razu potrafił podnieść jakość drużyny. Gdy po 13. kolejce Henriques pożegnał się z posadą, remisując 1:1 z Wisłą Płock, zespół znajdował się na 11. miejscu. Feio rozegrał zaledwie cztery spotkania i Radomiak wskoczył na piątą lokatę. Wygrał z Lechią Gdańsk (2:1), Cracovią (3:0) i w minionej kolejce z Górnikiem Zabrze (4:0). Zaliczył co prawda wpadkę w Poznaniu, 1:4 z Lechem, ale nie zmienia ona faktu, że Feio kompletnie odmienił drużynę, która grała bezbarwnie, często też bez większego pomysłu. Teraz z Radomiakiem muszą liczyć się nawet ci najsilniejsi, a zawodnicy Górnika przekonali się o tym boleśnie.
Sielanka?
- Marzymy o czymś więcej, czyli o grze w europejskich pucharach. Nie mamy związanej z tym żadnej presji, nie jest to też nasz obowiązek. W listopadzie zrobiliśmy jednak krok do przodu, żeby to marzenie spełnić, ale musimy poczynić kolejne – stwierdził Feio po meczu z zabrzanami. Na razie, z zewnątrz, praca Portugalczyka w Radomiu wygląda więc sielankowo. Podkreślmy jednak sformułowanie „na razie”, ponieważ w pewnym momencie atmosfera wokół Feio może się drastycznie zmienić. Wspomnieliśmy o jego osiągnięciach w poprzednim sezonie w Legii, ale przecież zaliczał wpadki pozasportowe. Nie tylko nie gryzł się w język podczas konferencji prasowych, ale także pokazał gest Kozakiewicza i środkowy palec kibicom Broendby po meczu eliminacji Ligi Konferencji. A tak naprawdę takie wpadki zaliczał w każdym polskim klubie, w którym pracował. W Rakowie Częstochowa pobił się podczas treningu z kierownikiem zespołu. W Wiśle Kraków opluł ochroniarza. W Motorze Lublin uderzył prezesa klubu. Na razie więc w Radomiu jest spokój, ale to może się w każdej chwili zmienić. Portugalczyk ma krótki lont – niewiele potrzebuje, żeby wybuchnąć i stracić nad sobą kontrolę.
Kacper Janoszka
