Zawierciański kop

Po prostu wykonaliśmy swoją robotę, począwszy od serwisu, ustawiając bardzo dobry, szczelny i podwójny blok – podkreślił Jurij Gładyr, środkowy Jurajskich Rycerzy.

Nawet Aleksandar Nikołow, jeden z najlepszych siatkarzy na świecie, nie pomógł Cucine Lube w powstrzymaniu Zawiercian. Fot. cev.eu

LIGA MISTRZÓW

Za nami pierwsze mecze ćwierćfinałowe. Kapitalnie spisał się Aluron CMC Warta Zawiercie, pokonując na wyjeździe, i to bez straty seta, bardzo silne Cucine Lube Civitanova. Włoska drużyna słynie z silnej i precyzyjnej zagrywki, tymczasem to Zawiercianie lepiej serwowali. - Było widać, że mimo gry u siebie rywalom kompletnie nie siedziała zagrywka. To zespół, który potrafi bardzo mocno „kopnąć” zza linii 9. metra i nikt się nie spodziewał, że będzie miał takie kłopoty z tym elementem. Wiemy, jak gra, jak strzela serwisem, ale może być różnie z tym, co pokazał mecz.  Bardzo cieszymy się z tego, że utrzymaliśmy koncentrację i z tego, że zagrywka nam leżała, a gospodarzom nie. Nie będziemy się skupiać na ich problemach. Po prostu graliśmy bardzo dobrą siatkówkę – stwierdził Jurij Gładyr.

Zawiercianie jedynie w trzeciej odsłonie mieli problemy i to na własne życzenie. Prowadzili już czterema punktami, ale stracili koncentrację i roztrwonili przewagę. W grze na przewagi pokazali jednak swoją wyższość. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego zwycięstwa osiągniętego dzięki bardzo solidnemu występowi w obronie i ataku. Ale to jeszcze nie koniec. W przyszłym tygodniu Civitanova będzie bardzo mocno walczyć w rewanżu –ocenił na stronie Europejskiej Konfederacji Siatkówki, CEV, Miguel Tavares Rodrigues, rozgrywający Jurajskich Rycerzy i MVP spotkania.

Rozczarowanie za to panuje w Rzeszowie. Wydawało się, że Ziraat Bankkart Ankara jest w zasięgu Asseco Resovii. Tymczasem turecki zespół wygrał nadspodziewanie łatwo, co przed rewanżem w Ankarze stawia go w roli zdecydowanego faworyta. - Nie graliśmy wzorowo i mogliśmy w niektórych elementach wyglądać lepiej, ale wygrywamy w trzech setach i to jest najważniejsze – mówił Tomasz Fornal, jeden z liderów Ziraatu. - Mam nadzieję, że załatwimy sprawę w pierwszych dwóch setach. Oczywiście Rzeszowianie nie odpuszczą, bo to też są profesjonaliści, którzy przyjadą i będą chcieli walczyć. To nie jest tak, że się położą, ale my całkiem dobrze u siebie gramy. Mamy dosyć duży handicap i będziemy starali się go wykorzystać – dodał.

Dla Fornala był to pierwszy mecz w karierze, kiedy grając w zagranicznym klubie zmierzył się z polskim zespołem. Jak przyznał, nie wywoływało to u niego żadnych dodatkowych emocji. – W klubowej siatkówce nie ma to większego znaczenia, jesteś otoczony obcokrajowcami. Fajnie było znów zagrać w Polsce przy takiej atmosferze. Przyjemny powrót – stwierdził.

Rzeszowianie mimo porażki nie tracą nadziei na odwrócenie losów rywalizacji. - Momentami graliśmy znakomicie i to nie był jednostronny mecz, mimo że skończył się wynikiem 0:3. Musimy po prostu jechać do Ankary i starać się wygrać. To jest trudna sytuacja, sami sobie w pewnym stopniu ją stworzyliśmy, ale naprawdę to jest dwumecz. Jesteśmy w połowie. Chcąc grać w czwórce najlepszych drużyn w Europie to musimy być taką drużyną, która jest w stanie odwrócić takie sytuacje, a jeśli nie, to będziemy w ósemce i lekki niedosyt będzie na pewno – przyznał Marcin Janusz, kapitan zespołu z Rzeszowa.

W „polskiej” rywalizacji bliżej gry w Final Four jest PGE Projekt Warszawa, który pokonał Bogdankę LUK Lublin 3:1. To jego pierwsze zwycięstwo nad aktualnym mistrzem Polski w tym sezonie. Dwa mecze w ekstraklasie za trzy punkty wygrali Lublinianie. - Wiedzieliśmy, że jak gramy z zespołem z Lublina, to dostarczanie mu piłki na drugą stronę nie ma sensu. Wiedzieliśmy, że musimy ryzykować, wiedzieliśmy, że musimy szukać poszczególnych graczy w przyjęciu po drugiej stronie i bardzo się cieszę z tego, jak taktycznie zrealizowaliśmy zadania, bo to nam dało końcowy sukces – podkreślił trener Warszawian Kamil Nalepka.

Do awansu do półfinału stołecznej ekipie wystarczą dwa wygrane sety w rewanżu w Lublinie. Bogdanka LUK musi zwyciężyć 3:0 lub 3:1, a następnie także w "złotym secie", by znaleźć się w najlepszej czwórce. - Nie spuszczamy głów, zrobimy wszystko, żeby rywali dopaść u siebie w hali. Jeszcze nic nie przegraliśmy, przegraliśmy pierwszy mecz, a jeszcze możemy tę rywalizację wygrać  – zapewnił Marcin Komenda, rozgrywający mistrzów Polski.

Gospodarzem Final Four (16-17 maja) będzie Turyn.

(mic)

WYNIKI

◼ Asseco Resovia - Ziraat Bankkart Ankara 0:3 (21:25, 23:25, 20:25)
◼ Cucine Lube Civitanova - Aluron CMC Warta Zawiercie 0:3 (22:25, 16:25, 29:31)
◼ PGE Projekt Warszawa - Bogdanka LUK Lublin 3:1 (25:14, 23:25, 26:24, 25:20)
◼ Guaguas Las Palmas - Sir Sicoma Monini Perugia  2:3 (23:25, 19:25, 25:21, 25:23, 13:15)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się