Zaufanie to podstawa

Po trzech latach Rafał Ulatowski wrócił na trenerską ławkę. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus


Zaufanie to podstawa

Rozmowa z Rafałem Ulatowskim, nowym trenerem Resovii


Po rozstaniu z Lechem Poznań wziął pan sobie długi urlop, czy szybko znalazł nowe zajęcie?

- Naprawdę nie narzekałem na nudę. Współpracowałem z telewizją, byłem zaangażowany przez dział analiz podczas meczów reprezentacji Polski seniorów. Poza tym komentowałem mecze podczas mistrzostw Europy U-18, mistrzostw świata U-20 i mistrzostw świata U-17, które zakończyły się przed kilkoma dniami. Komentowałem (w dwuosobowym zespole) również mecze Rakowa i Legii w europejskich pucharach oraz mecze 2. ligi.


Z udziałem drugiej drużyny Lecha Poznań również?

- Z wiadomych względów nie chciałem tego robić, w końcu kilka ładnych lat w tym klubie pracowałem i odchodziłem z niego w dobrej atmosferze. 


Długo pan się zastanawiał, gdy pojawiła się oferta z Resovii? Nie miał pan żadnych wątpliwości podejmując się prowadzenia drużyny, która jest przecież w strefie spadkowej?

- Tego się akurat nie bałem. Znam bowiem swoje umiejętności, wiem, jak zachować się w trudnych momentach. Przyznaję jednak uczciwie, że kiedy zadzwonił prezes Leszek Bartnicki, byłem zaskoczony, że chodzi o poprowadzenie zespołu seniorów. Potrzebowałem dwóch dni, by wszystko przemyśleć i podjąłem decyzję na „tak”.


Kontrakt to kwestia umowna, ale na jak długo związał się pan z pierwszoligowcem z Rzeszowa?

- Umowa obowiązuje do końca bieżącego sezonu i nie zawiera żadnych opcji. Celem jest oczywiście utrzymanie w I lidze. Dostałem zadanie do wykonania, a tyle lat pracy w klubach i na różnych stanowiskach powoduje, że mam poczucie i pewność, że będę miał co robić.


Brakowało panu adrenaliny z przebywania na ławce, bo przecież trenerem rezerw Lecha był pan do 30 grudnia 2020 roku...

- Oj, brakowało, ale nie poczułem tego, dopóki nie poprowadziłem pierwszego treningu z piłkarzami Resovii. Żeby jednak nie było niedomówień, cały czas „byłem w dresie”. W akademii Lecha prowadziłem indywidualne treningi, dbałem o rozwój zawodników. Uczestniczyłem w zajęciach drużyn w różnych grupach wiekowych, rozwijałem system szkolenia i metodologię. 


Miał pan okazję porozmawiać ze swoim poprzednikiem, Mirosławem Hajdo?

- Znamy się bardzo dobrze i bardzo długo, ale będę z nim rozmawiał dopiero po rozmowie z panem. Generalnie jednak nie chcę być pod wpływem opinii innych trenerów, ekspertów czy byłych piłkarzy. Muszę wyrobić sobie opinię na temat zespołu, obserwując poszczególnych zawodników w trakcie treningów. Zapytałem tylko prezesa Bartnickiego czy moi zawodnicy chcą pracować i są ambitni? Uzyskałem twierdzącą odpowiedź i to mi w zupełności wystarczyło. Zaufanie to podstawa relacji trenera ze zwierzchnikiem.


W składzie sztabu szkoleniowego pozostali asystent Jakub Żukowski, trener bramkarzy Łukasz Sapela oraz trener przygotowania motorycznego, Piotr Kotlarczyk. Nie prosił pan prezesa o zatrudnienie „swojego człowieka”, który byłby drugim asystentem?

- Nie było podstaw, by coś zmieniać. Nie widziałem takiej konieczności, bo zauważyłem „ciepło” wewnątrz zespołu. Myślę o piłkarzach, sztabie trenerskim, kierowniku drużyny Stanisławie Mandeli, fizjoterapeutach Wojciechu Bałucie i Bartłomieju Chwaszczu.


Ile punktów pana zadowoli w najbliższych potyczkach ze Zniczem Pruszków i Odrą Opole?

- Przede wszystkim chcemy dobrze przepracować ten tydzień. Straciliśmy do tej pory 30 bramek, czyli najwięcej w I lidze. Musimy głównie zabezpieczyć własną bramkę, „uszczelnić” obronę, ale nie poprzez zwiększenie liczby zawodników. Musimy to poprawić poprzez rozumne ustawienie, odpowiednią asekurację i szybkie podejmowanie decyzji. A ile punktów mnie zadowoli? Możemy zdobyć 5, 3, 2 i 1. Niczego jednak w tej chwili nie obiecuję.


We wtorek poprowadził pan pierwszy trening z piłkarzami Resovii i tego dnia powiedział pan: „Chciałbym, żeby każdy z zawodników wyniósł z naszej współpracy coś, co go rozwinie. Jeżeli wszyscy indywidualnie będziemy się rozwijali w dobrą stronę, to zyska na tym zespół. To natomiast pozwoli nam osiągnąć postawiony cel, czyli utrzymanie w I lidze”. To bardzo chwalebna dewiza, ale pana i piłkarzy zwierzchnicy będą rozliczali z wyników, nie ze stylu gry.

- Jeżeli nie da się pogodzić obu tych rzeczy, to wybieram wynik. Korzystny rezultat jest ponad wszystko, estetyka jest na drugim planie. Po dwóch dniach wrażenie artystyczne się ulotni, zostanie tylko wynik. Rozmawiał Bogdan Nather