„Zatrucie” Miedzią

Legniczanie już do przerwy strzelili cztery gole Warcie Poznań i już nic nie mogło pozbawić ich kompletu punktów.

Kanonadę „Miedzianki” w Grodzisku Wielkopolskim rozpoczął Kamil Antonik. Fot. miedzlegnica.eu

Przed wyjazdem na mecz z Wartą trener „Miedzianki” Ireneusz Mamrot nie miał wątpliwości, że mimo niskiej lokaty przeciwnika nie będzie to bułka z masłem. - Czeka nas ciężki mecz - zaznaczył na wstępie szkoleniowiec drużyny znad Kaczawy. - Jedziemy do zespołu, który po zmianie trenera mocno postawił na zmianę organizacji gry. Jeżeli dobrze kojarzę, to w czterech ostatnich spotkaniach stracił tylko trzy bramki. Pewnie chciałby punktować lepiej, bo patrząc na jego grę, zasługuje na to. Warta to drużyna mająca wielu zawodników z przeszłością w ekstraklasie. Myślę, że jej aktualne miejsce nie odpowiada potencjałowi i zespół ten będzie się przesuwał w górę. Patrzymy jednak na siebie i naszym celem są trzy punkty. Najważniejsze, że mieliśmy trochę czasu na regenerację. W siedem dni rozegraliśmy trzy mecze, w tym jeden z dogrywką. Pojawiło się trochę mikrourazów, więc pewnie nie uda się wszystkim wrócić na spotkanie z Wartą. Zagramy znowu w zmienionym składzie. Musimy dbać o zdrowie zawodników, bo czasami piłkarz zagra w jednym meczu, a później wypada na kilka kolejnych. Dlatego cieszę się, że mamy szeroką kadrę. 

Lepszego początku szkoleniowiec Miedzi i jego podopieczni nie mogli sobie wymarzyć. Już w 4 min po akcji na lewej stronie boiska Kamil Antonik zszedł w pole karne, minął kilku obrońców i strzałem w „długi” róg otworzył wynik. A potem poszło już gładko... W 17 min Marcel Mansfeld zdecydował się na strzał z ponad 20 m, po rykoszecie zmylony został Jędrzej Grobelny i piłka wpadła do siatki. Trzeci gol dla przyjezdnych padł przed upływem dwóch kwadransów. W 26 min po akcji na prawej stronie Jacek Podgórski wbiegł w pole karne rywali i odegrał piłkę do Iwo Kaczmarskiego, a ten po raz trzeci zmusił Grobelnego do kapitulacji. W 39 min było już definitywnie „posprzątane” - Benedik Miocz trafił wprawdzie w słupek, ale z dobitką pospieszył Michał Kostka. Piłka odbiła się od Wiktora Pleśnierowicza i wpadła do bramki.

W przerwie trener poznańskiej drużyny Piotr Klepczarek dokonał aż czterech zmian, by ratować twarz, swoją i zespołu. Po części mu się to udało, bo w drugiej połowie już nie było kanonady „Zielono-niebiesko-czerwonych”. Przeciwnie - w 72 min gospodarze uratowali honor. Po dośrodkowaniu z prawej strony Shuna Shibaty Rafał Adamski silnym strzałem skorygował wynik. Ale marna to pociecha dla spadkowicza z ekstraklasy, bo cały czas balansuje na krawędzi.

Bogdan Nather