Zasuwaj na trening i nie marudź!
Rozmowa z Małgorzatą Wiśniewską-Wilk, prezesem GKS Czarni Bytom
Utalentowana Martyna Glubiak w bytomskim klubie udziela także korepetycji młodszym koleżankom i kolegom. Fot. GKS Czarni Bytom
Bytomski klub zaproponował rodzicom dzieci, które trenują w Czarnych, że ich pociechy mogą korzystać z korepetycji, które pomogą im w szkole. Skąd taki pomysł i jakie jest nim zainteresowanie?
- Pomysł zrodził się latem. Zastanawiałam się, jak ściągnąć dzieci do klubu z tzw. trudniejszych dzielnic, dzieci, które nie mają szans korzystania z prywatnych korepetycji. Ale również pomyślałam o naszych zawodnikach, którzy niemalże codziennie trenują w klubie i czasami potrzebują korepetycji czy wsparcia przy rozwiązywaniu zadań. Żeby rodzice oszczędzili i czas, i pieniądze, postanowiłam, że będziemy to robić u nas w klubie. To na razie kilkanaścioro dzieci, które raz w tygodniu zbierają się w sali konferencyjnej. Bardzo się cieszę, że przychodzą z podręcznikami, z zadaniami, bo mamy co robić.
Z jakich przedmiotów odbywają się korepetycje?
- Matematyka, angielski i niemiecki. Matematyki uczy młody pan inżynier. Niemiecki to ja i jeszcze jedna mama, której dziecko w tym samym czasie trenuje. A angielski - to też jest piękne! - to nasza zawodniczka Martyna Glubiak.
Jest pani prezesem Czarnych już prawie trzy lata i - dodajmy - kontynuuje dzieło legendarnego prezesa klubu i swojego ojca, Józefa Wiśniewskiego. Czarni zawsze słynęli z tego, że z Bytomia i okolicznych miejscowości przyjeżdżało tu trenować bardzo dużo dzieci i młodzieży.Ile osób aktualnie szkoli się w Czarnych?
- Kiedy tu przyszłam, było to 400 osób i bardzo mnie to zasmuciło. Za czasów taty trenowało tutaj powyżej 800. I postanowiłam sobie, że muszę osiągnąć też taką liczbę dzieciaków i młodzieży. I udało mi się! Teraz jest nas już ponad 1000, więc zwiększyłam stan faktyczny trenujących o prawie 700 osób. To dla mnie powód do dumy, radości, ale najważniejsze, że udało mi się wprowadzić w klubie rodzinną atmosferę, taką kobiecą… Mnie to strasznie cieszy! Wychodzę z gośćmi na korytarz, a dzieci biegną i wołają „pani prezes, pani prezes, zrobimy zdjęcia?”. Albo przytulają się, pokazują mi swoje misie lub inne zabawki. Każdy wie, że może przyjść też po pomoc. U nas zawodnicy, zawodniczki i trenerzy sędziują, uczą dzieci, wypisują dyplomy, a nawet pocieszają, kiedy po przegranej poleją się łzy. To właśnie dzięki nim panuje wyjątkowa atmosfera, o której często mówią rodzice. Bardzo mi na tym zależało, bo ja się wychowałam w tym klubie i właśnie tak tutaj było, jak byłam mała. Dlatego tak go kocham i chciałam, żeby było tak znowu.
W ostatnich mistrzostwach Polski Czarni zdobyli osiem medali, w tym jeden złoty.To sporo, ale były też czasy, kiedy medali z najcenniejszego kruszcu bywało więcej…
- To jest naprawdę bardzo dobry wynik, jesteśmy nawet zaskoczeni, że poszło nam tak dobrze, ponieważ część zawodników miała kontuzje, inni szykowali się do wyjazdów, więc nie wszyscy startowali. Patrzymy na to bardzo realistycznie, bo jeżeli zawodnik ma wyższe cele i nie może startować, boi się kontuzji lub jeszcze nie czuje się dobrze, nie wystawiamy nikogo na siłę. Bo nie chodzi o to, żeby liczyć medale, ale o to, żeby zawodnicy byli zdrowi, sprawni i odnosili kolejne sukcesy. Najbardziej kieruję się na kolejne sukcesy i na to, żeby było ich jak najwięcej. Mamy ogromną kadrę młodych zawodników, o których naprawdę jeszcze będzie głośno. Zawodnicy jeżdżą trenować na kampy w kraju i za granicą, zaraz będziemy mieli nasz świąteczny kamp na bardzo wysokim poziomie, i poświąteczny też.
Czarni słynęli ze wspaniałych sportowców, na czele z dwukrotnym mistrzem olimpijskim Waldemarem Legieniem, w XX wieku medalistami mistrzostw świata i Europy byli Robert Krawczyk i Przemysław Matyjaszek, olimpijką jest Beata Pacut-Kłoczko. Ale polskie dżudo od ponad 30 lat nie jest w stanie zdobyć medalu olimpijskiego. Czy jest szansa, że już w Los Angeles za 2,5 roku albo na kolejnych igrzyskach jakiś dżudoka bądź dżudoczka z Bytomia stanie na olimpijskim podium?
- Oczywiście, że są szanse i wierzymy, że tak będzie. Natomiast musimy też czasami powiedzieć prawdę - w innych krajach przywiązuje się do dżudo o wiele większą wagę. To sport uznany przez UNESCO jako najlepszy dla dzieci i młodzieży od lat 4 do 21 lar. Gdy więc na przykład w Limie są ważne zawody, to zawodnicy z Azerbejdżanu czy z Japonii przyjeżdżają dwa tygodnie wcześniej, żeby się zaaklimatyzować. Jeżeli my natomiast przyjedziemy tylko dwa dni wcześniej, a zawodnik nie zdąży przyzwyczaić się do czasu i klimatu, to od razu ma gorszy start. Są kraje, również europejskie, które przeznaczają na dżudo ogromne pieniądze. U nas zaś dyscyplina, która rozwija się w niesamowitym tempie, która jest najlepszą ogólnorozwojówką i fundamentem dla innych dyscyplin, w mentalności cały czas jest traktowana jako sport niszowy. To jest jakaś totalna bzdura! Brakuje mi promocji naszego sportu. Proszę zobaczyć naszych zawodników, jak oni wyglądają, jak są zbudowani. To są niezwykle sprawni ludzie, którzy potem sprawni idą też przez życie. Nie możemy więc traktować tego sportu jako niszowy i oczekiwać, że będziemy mieli złote medale olimpijskie, bo ci zawodnicy powinni się kształcić na najwyższym poziomie. Gdy rozmawiamy, dwójka moich zawodników i trener są w Japonii. To są kosztowne wyjazdy, ale bez tego nie będzie sukcesów.
Rozmawiamy w południe, w porze, w której na obiekcie jest cicho, ale domyślam się, że za kilka godzin tutaj ten obiekt zacznie tętnić życiem i będą setki dzieciaków, które będą się tutaj przemieszczać, trenować, biegać…
- To jest godzina, w której najczęściej się umawiam na takie spotkania, gdy dzieci ze szkół już nie trenują, a popołudniowe zajęcia się jeszcze nie rozpoczęły. Wtedy jest tu niesamowicie głośno, bo jest mnóstwo dzieci, rodziców; korytarze są pełne. Obiekt żyje od godziny 6.00, bo zawodnicy przychodzą na treningi już przed lekcjami, do 22.00, a nawet i później, gdy trenują mastersi.
Gdzie pani widzi Czarnych Bytom za 5 lat? Czy to jest związane z jakimś pani celem, który jeszcze nie osiągnęła?
- Cel mój jest taki, żeby Czarni Bytom byli jeszcze bardziej znani, jeszcze bardziej doceniani, bo ja nie zgadzam się na to, żeby nas nie doceniać. Moim zadaniem jest propagowanie naszego klubu. I dziwi mnie, że jeszcze się nikt nie zainteresował tak naprawdę na poważnie, nie zrobił programów w telewizji o tym, jak nasz klub funkcjonuje. Że jest właścicielem firmy budowlanej, spółki Sponsor Plus, której jestem też prezesem, że zatrudniamy 300 osób. Te 300 osób wypracowuje co roku zyski, które idą na cele statutowe klubu w całości, nie ma żadnych udziałowców, z którymi musiałby się dzielić. W związku z tym, myślę, jest to fascynujące, że dzięki temu istniejemy. Mamy też wsparcie z miasta i z Urzędu Marszałkowskiego, ale to jest w granicach 15-18 procent, reszta to składki członkowskie i zyski firmy, której 300 osób ciężko pracuje na to, żeby dzieci mogły tu trenować. I chciałabym, żeby cała Polska o tym wiedziała, to jest moje marzenie.
Najważniejsze chyba, że dzięki Czarnym setki dzieciaków nie wysiaduje przed komputerami i smartfonami, tylko spędza czas aktywnie, z korzyścią dla swojego zdrowia, samopoczucia, komfortu psychicznego…
- Oczywiście, to jest niesamowicie ważne, dlatego przekonuję rodziców, żeby jak najszybciej przysłali dzieci na dżudo, bo - zawsze to podkreślam - dziecko może potem pokochać inny sport i tam pójść, ale nawet trenerzy z innych klubów są nam wdzięczni, że dostają po nas sprawne dzieci, które się nauczyły dyscypliny. I nie ma co czekać, bo młodzi ludzie przejmują dzisiaj bardzo złe nawyki. Na koniec opowiem taką zabawną historię. Udzielając niedawno korepetycji, jeden chłopczyk powiedział, że jemu nie chce się iść na trening. To ja mu na to, "a czy ty widzisz jak wyglądają seniorzy, jak są zbudowani, jakie mają sylwetki - chciałbyś tak wyglądać w przyszłości, czy wolisz siedzieć przed komputerem, objadać się chipsami, mieć duży brzuch i kompleksy z powodu wyglądu?" I on mówi: "no nie, ja chcę tak wyglądać jak zawodnicy, jak Paweł Drzymał" (mistrz Polski w kat. 81 kg - przyp. red.)! "No to zasuwaj na trening i nie marudź!" I poleciał na trening (śmiech).
Rozmawiał: Tomasz Mucha
Małgorzata Wiśniewska-Wilk.
