Zaryzykował i nie żałuje

Po awansie do Betclic 1. Ligi pod Klimczokiem nie ma czasu na świętowanie. Trener Marcin Włodarski już myśli o nowych wyzwaniach.

Marcin Włodarski ma zaufanie do swoich podopiecznych, więc po ostatnim gwizdku finału z Sandecją pofrunął na ich ramionach. Fot. Krzysztof Dzierżawa/PressFocus

PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA

Od poniedziałku w klubowych gabinetach przy Rychlińskiego trwają rozmowy o najbliższej przyszłości. Zapowiadał je zaraz po wygranym (3:1) meczu z Sandecją Nowy Sącz trener Marcin Włodarski, którego kontrakt prolongował się automatycznie o kolejny rok i będzie obowiązywał do końca sezonu 2027/28.

Stali w rozkroku

- Dopiero teraz siadamy do transferów, bo wcześniej prowadzenie rozmów było utrudnione - mówił szkoleniowiec, mając na myśli „zawieszenie”, w jakim w ostatnich dniach znalazło się Podbeskidzie. - Chcieliśmy kontraktować zawodników, ale staliśmy niejako w rozkroku - nie wiedzieliśmy przecież, czy od nowego sezonu będziemy grali w 1., czy w 2. lidze. Jakiekolwiek kontakty z potencjalnymi nowymi zawodnikami kończyły się zdaniem „OK, przyjdę do was, ale jak awansujecie”. Szanowalibyśmy, gdyby ktoś powiedział, że jest gotowy grać zarówno w 1., jak i w 2. lidze. Teraz już wiemy, na czym stoimy i w jakim kierunku będziemy szli - uśmiechał się tajemniczo Włodarski, ale nie zdradził, jakie pozycje chciałby wzmocnić.

Kamień z serca

Dopytywany o budowę kadry na 1. ligę nie ukrywał, że dzięki wywalczeniu awansu dział sportowy w najbliższych dniach będzie miał znacznie mniej pracy. - Graliśmy trochę va banque, bo wielu piłkarzom wygasały umowy na etapie 2. ligi. Większość z nich po tak dobrej rundzie wiosennej miałaby propozycje z zaplecza ekstraklasy, ale wielu przedłużą się one automatycznie, dzięki wywalczeniu awansu. Spadł nam kamień z serca, bo tworzą świetny zespół - zapewniał trener Włodarski. Czasu na finalizację rozmów z kandydatami na wzmocnienie zespołu jest niewiele, bo już za dwa tygodnie rozpocznie on przygotowania do występów na wyższym niż 2. liga poziomie.

Marcin Włodarski zwracał uwagę, że początek sezonu na zapleczu ekstraklasy będzie ciężki. - Na dziesięć spotkań czeka nas dziewięć wyjazdów. Jak łatwo policzyć, tylko raz zagramy na naszym stadionie, który stanie się jedną z aren mistrzostw świata kobiet do lat 20 (turniej odbędzie się w dniach 5-27 września - przyp. red.). Nie będzie łatwo, ale cieszymy się z tego, co jest. Już myślimy o nowym sezonie - dodawał.

Opłacalny „zjazd”

Szkoleniowiec podkreślił, że w trakcie baraży pomogło mu doświadczenie wyniesione z pracy z młodzieżową reprezentacją Polski. - Graliśmy co trzy dni i widać było, że byliśmy przygotowani fizycznie, mentalnie oraz taktycznie. W reprezentacji podczas turnieju każdy mecz grasz o coś; przegrywasz, to odpadasz. Te emocje znam bardzo dobrze, trzeba tonować i uspokajać piłkarzy, bo sami się nakręcają i nie ma potrzeby, by ich dodatkowo mobilizować - dodał główny architekt sukcesu Górali, który na koniec zwrócił uwagę, że po nieudanej przygodzie z Zagłębiem Lubin, w którym spędził zaledwie kilka miesięcy i odszedł z klubu po 11 spotkaniach, postanowił zaryzykować. - Z ekstraklasy mało kto „zjeżdża” na poziom 2. ligi. Większość czeka na kolejną szansę w klubie z elity lub na ofertę z jej zaplecza. Ja uwierzyłem w bielski projekt i bardzo szybko chciałem udowodnić, że jestem przyzwoitym trenerem - zakończył i dziś nie żałuje decyzji. Biorąc pod uwagę oba spotkania barażowe, to wyniki osiągnięte przez Górali pod wodzą Włodarskiego są naprawdę imponujące. 44-latek prowadził zespół w 21 spotkaniach z których wygrał aż 14 i zanotował tylko 3 porażki; średnia wyniosła 2,19.

(gru, m)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się