Zapomnieli bronić

Wicemistrz Polski zaczyna oddalać się od miejsca dającego grę w eliminacjach Ligi Mistrzów. Brak sukcesów w najbliższych spotkaniach może spowodować dużą nerwowość pod Jasną Górą.

Ivi Lopez (w środku) daje nie tylko piękne gole, ale i wsparcie mentalne. W Poznaniu to jednak nie wystarczyło, bo nawaliła gra defensywna... Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

„Dobry trener, tylko wyników nie ma” - czy to słynne powiedzenie legendarnego trenera Kazimierza Górskiego podsumowujące szkoleniowców, którzy mimo posiadanej wiedzy czy dobrej gry zespołu nie osiągali wymiernych sukcesów, można już stosować w stosunku do Łukasza Tomczyka? Suche liczby są brutalne – wicemistrz Polski w pięciu meczach zdobył pięć punktów. Średnia punktu na mecz jest katastrofalna i nie do zaakceptowania. Jedna, do tego boleśnie wymęczona, wygrana z Bruk-Betem (1:0), bezbramkowe remisy z Radomiakiem oraz Zagłębiem oraz porażki w Płocku (1:2) oraz Poznaniu (3:4) wyglądają sumarycznie bardzo źle i nie da się ich podretuszować fragmentami naprawdę niezłej gry.

Odwrócenie o 180 stopni

W niedzielę w Poznaniu padło dwa razy tyle goli (wliczając nieuznaną bramkę Stratosa Svarnasa), co… w poprzednich czterech meczach Rakowa pod wodzą Łukasza Tomczyka. We wcześniejszych meczach najmocniejszym punktem Częstochowian była właśnie defensywa, narzekać można było na nieskuteczność i brak goli. Z Lechem nastąpiło odwrócenie tego trendu o 180 stopni. Raków zaczął strzelać i grać w ofensywie tak dobrze, jak nigdy wcześniej w tej rundzie. Na niewiele się to jednak zdało, skoro obrona była dziurawa jak szwajcarski ser, a Ariel Mosór zagrał na poziomie, który nie przystoi na poziomie ekstraklasy. To po jego zagraniu ręką sędzia podyktował rzut karny, nie pomógł zespołowi również przy kolejnych dwóch straconych bramkach. Gdy zmienił go Svarnas, poprawa była diametralna i można się tylko zastanawiać, dlaczego szkoleniowiec nie postawił na Greka od pierwszych minut. - Jeśli na wyjeździe strzelasz Lechowi trzy bramki i tracisz cztery, musisz jeszcze bardziej popracować nad defensywą. Przy takiej stracie nie ma szans na zwycięstwo. Musimy być bardziej odpowiedzialni na swojej połowie, nie ponawiać strat – przyznawał po meczu Łukasz Tomczyk.

Z czego wynikała taka postawa zespołu? - Nie przyjechaliśmy się bronić. Jakość przeciwnika powoduje, że w meczu padają bramki, są sytuacje. W poprzednich meczach mieliśmy też dużo strzałów, w tym celnych, ale nie wpadało. Teraz boiska są już troszeczkę lepsze i jest łatwiej wykreować sobie sytuacje – dodaje szkoleniowiec.

Wrócą mocniejsi?

Po meczu pojawiły się głosy, że porażka w takim stylu może Rakowowi przynieść więcej korzyści niż jałowy remis. W znaczeniu mentalnym jest to jak najbardziej możliwe, ale tabela jest bezlitosna. Do Lechitów oraz Jagiellonii Częstochowianie tracą już cztery punkty i szczerze mówiąc obecnie nie ma racjonalnych przesłanek za tym, aby Raków miał finiszować wyżej przynajmniej od jednej z tych drużyn. A w tym sezonie różnica między drugim a trzecim miejscem może mieć nawet większe znaczenie niż pierwszym a drugim. Wszystko przez dodatkowe miejsce dla wicemistrza Polski w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Mówiąc wprost - Raków nie ma obecnie tylu jakościowych piłkarzy, co Lech i Jagiellonia. Różnica najbardziej widoczna jest mimo wszystko w ofensywie. Jasnym jest, że Tomczyk potrzebuje czasu i w Rakowie ma pewność, że go otrzyma. Pierwsze pięć wiosennych spotkań naturalnie będzie nasuwać jednak pytania, czy wybór szkoleniowca wymuszony pod koniec ubiegłego roku odejściem Marka Papszuna był słuszny. Szkoleniowiec zaczyna krytykować decyzje sędziowskie, co może być bardzo wyraźnym sygnałem, że presja w klubie rośnie i coraz ciężej będzie wytrzymać ciśnienie. - Raz kartka po gwizdku jest, potem nie ma kartki. Uważam, że w jednej sytuacji można było porozmawiać o kartce innego koloru. Rzut karny do oceny, musimy to zobaczyć dokładnie, bo w emocjach na ławce różnie się to ocenia. Moim zdaniem ciężko się gra przeciwko trzynastu – nie gryzł się w język na pomeczowej konferencji prasowej, choć akurat w Poznaniu nie sposób zarzucać sędziom wypaczenie wyniku.

Czas leczy urazy

Tak często ostatnio odmieniany w kontekście Rakowa czas powinien działać na korzyść Częstochowian jeszcze z innego powodu. Widać ile wniósł do zespołu powrót po kontuzji Iviego Lopeza, który zdobył decydującego gola w meczu z Niecieczą, w niedzielę strzelił „bramkę kolejki” z rzutu wolnego. W kolejce rekonwalescentów czeka już Władysław Koczergin. Wobec bardzo niechlujnej gry Michaela Ameyawa mocno pożądany byłby również powrót Ericka Otieno.

Przed meczem nastroje w Rakowie były takie, że porażka bardzo mocno ograniczy szanse na zdobycie mistrzostwa Polski. Strata do wspomnianych Lecha i Jagiellonii wynosi już cztery punkty, co sprawia, że margines błędu praktycznie już nie istnieje. – Jest w nas sportowa złość, ale trzeba szukać optymizmu, dobrych momentów. Mamy duży niedosyt, bo remis mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Tworzymy sytuacje, kreujemy szanse, trzeba to nakręcić w taki pozytywny sposób na przyszłość – zakończył Tomczyk.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się