Zapomnieć o najgorszym sezonie
Po raz pierwszy od momentu awansu do Bundesligi RB Lipsk nie zagra w europejskich pucharach. To sugeruje szeroko zakrojone zmiany.
Xavi Simons to gwiazda Byków, choć w poprzednim sezonie – jak prawie wszyscy – zawiódł oczekiwania. Fot. Imago/Press Focus
NIEMCY
Odkąd Julian Nagelsmann opuścił Lipsk, RasenBallsport przechodzi raz za razem większe czy mniejsze perturbacje. Na dobrą sprawę nie znalazł się jeszcze żaden trener, który w pełni nawiązałby do udanego okresu pracy aktualnego selekcjonera reprezentacji Niemiec. Amerykanin Jesse Marsch nie wytrwał nawet rundy, słabo wyglądał zespół pod wodzą Domenico Tedesco, a nadzieje odżyły, gdy drużynę objął Marco Rose – a więc trener urodzony w Lipsku. Owe nadzieje zgasły jednak w marcu.
Tak źle jeszcze nie było
Nikt nie poprowadził RB w większej liczbie meczów niż właśnie Rose (124). Pierwszy sezon – ten, gdy zwolniono Tedesco – skończył na najniższym stopniu podium. Potem, mimo bardzo podobnych wyników, zajął czwartą lokatę, wciąż niezłą, choć było już coś oczywiste. Po pierwsze, w grze widoczne były pewne mankamenty. Po drugie, po takim zespole jak Lipsk oczekuje się czegoś więcej.
Wyniki nie dorównały jednak oczekiwaniom. Miniony sezon był dla Byków najgorszym, odkąd awansowali do Bundesligi w 2016 roku. Po raz pierwszy nie załapali się do europejskich pucharów, zajęli najniższe w historii 7. miejsce, zdobyli najmniej punktów (51), strzelili najmniej goli (53), a stracili prawie najwięcej (48, drugi najgorszy wynik). Do tego doszła kompromitująca kampania w Lidze Mistrzów, gdzie RasenBallsport pokonał Sporting 2:1, ale poza tym przegrał wszystkie spotkania! Zespół odpadł też w półfinale Pucharu Niemiec – to już po marcowym zwolnieniu Rosego, którego tymczasowo zastąpił Zsolt Löw, wieloletni asystent trenera Thomasa Tuchela. Lato stanęło więc w Saksonii pod znakiem przebudowy, za którą odpowiada teraz trener Ole Werner, wypromowany ostatnio w Werderze Brema.
Jak ze Skandynawii
Dla Wernera praca w Lipsku to oczywisty awans. Szkoleniowiec także stanowi znak zapytania, bo nie miał jeszcze okazji pracować w klubie z takiej półki, w którym będzie musiał radzić sobie z charakterkami piłkarskich gwiazd. Na tym aspekcie skupiono się w Niemczech dlatego, że mowa o trenerze ledwie 37-letnim, który w dodatku pochodzi z dalekiej północy kraju (spod Kilonii, najbardziej na północ wysuniętego niemieckiego miasta), a więc jest trochę jak stereotypowy... mieszkaniec pobliskiej Skandynawii, czyli raczej spokojny i wycofany. Futbol jednak preferuje odmienny, już znacznie bliższy myśli dynamicznego RB. To pod jego okiem przebudowywany jest zespół, który aktualnie liczy sobie formalnie... prawie 40 piłkarzy. – To na pewno się zmieni. Grupa do odejścia jest dość duża. Staram się być bezpośredni w stosunku do zawodników i komunikować się z nimi otwarcie. Nie każdemu podobają się decyzje, to jasne, niemniej muszą się do nich dostosować. Przyjmują je jednak bardzo profesjonalnie – mówił Werner, mając na myśli takich zawodników, jak doskonale znani Andre Silva czy Timo Werner (zbieżność nazwisk, w Polsce mogliby się pewnie nazywać Kowalski albo Nowak).
Dużo pod kreską
Bez pieniędzy z Ligi Mistrzów (czy chociaż Ligi Europy) RB ma ograniczone pole manewru, ale sponsor główny klubu, Red Bull, nie pozwoli mu biedować. Już teraz Byki wydały ponad 90 mln euro, zarabiając tylko 7. Prócz wykupienia z Atletico pomocnika Arthura Vermeerena za 20 mln zapłacili drugie tyle za skrzydłowego Yana Diomande z Leganes, 18 mln za innego skrzydłowego Johana Bakayoko z PSV, 16 mln za pomocnika Ezechiela Banzuziego z Leuven, 14 mln za ofensywnego Andriję Maksimovicia z Crvenej zvezdy (nie ma za co, Lechu) i 4 mln za lewego obrońcę Kolonii Maxa Finkgräfego. Każdy z nich ma maksymalnie 21 lat! Jasne, zaraz ten bilans się wyrówna, bo do Manchesteru United odchodzi Benjamin Sesko za 85 mln, a za ok. 50-60 mln do Chelsea może trafić chyba największa gwiazda RB, czyli Xavi Simons, ale to nie zmienia faktu, że Lipsk działa z rozmachem. Kolejny tak słaby sezon nie wchodzi bowiem w grę.
Piotr Tubacki
