Zapomina się o podstawowej sprawie
Rozmowa z Mariuszem Jopem, trenerem Wisły Kraków
Mariusz Jop niedawno rozpoczął trzeci rok pracy jako pierwszy szkoleniowiec Wisły. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
Jesteście w trakcie pierwszej tak długiej, trwającej aż trzy tygodnie przerwy w środku rundy. Wcześniej mówił pan, że przyda się chwila na odpoczynek i spokojniejszą pracę. Jak to wyszło w praktyce?
– Sytuacja jest nietypowa, ale nie mamy na nią wpływu i musimy się do niej dostosować. Zespół grał dobrze, lecz czekaliśmy na powrót kontuzjowanych zawodników. Widziałem też, że po dziewięciu intensywnych kolejkach drużyna potrzebowała oddechu fizycznego, jak i mentalnego. Pierwszy tydzień poświęciliśmy na regenerację i reset emocjonalny, w drugim popracowaliśmy mocniej, a teraz wchodzimy w bezpośrednie przygotowania do meczu ligowego z Legią Warszawa.
Co sobie pan pomyślał, gdy Warszawianie ogłosili zamknięcie sektora gości z powodu remontu akurat przed meczem z wami? Że już to kiedyś grali?
– Przerabialiśmy ten scenariusz w zeszłym sezonie, dwa lata temu i jeszcze wcześniej. Kluby szukają różnorakich tłumaczeń – jedne są bardziej wyrafinowane, inne mniej, ale fakt pozostaje jednak faktem. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapomina się o podstawowej sprawie: gramy przecież dla kibiców. Cały ten wysiłek i nakłady finansowe mijałyby się z celem, gdyby na trybunach brakowało widzów. Wisła i jej kibice są zawsze licznie obecni u siebie i na wyjazdach. Nasz klub zrobił i zrobi wszystko, by spróbować tę sytuację zmienić.
W piątkowym sparingu z Piastem Gliwice (4:3) Angel Rodado nie trafił do siatki, za to miał trzy asysty ze stojącej piłki przy golach Wiktora Biedrzyckiego i Frederica Duarte. Więcej niż godnie zastąpił kontuzjowanego Juliusa Ertlthalera i powołanego do kadry młodzieżowej Kacpra Dudy.
– Zgadza się. Już wcześniej próbowaliśmy go w meczach ligowych w roli wykonawcy stałych fragmentów gry. W ostatnim meczu potwierdził duże umiejętności. Jakość jego dośrodkowań i uderzenia są na bardzo wysokim poziomie. Daje nam kolejną opcję w ekstraklasie.
Można powiedzieć, że kiedy Wisła gra z Piastem, na boisku musi się dziać dużo, a gole sypią się jak z rogu obfitości.
– Istotnie, podobieństwo jest takie, że bramek znów padło sporo. Tym razem jednak szala przechyliła się na naszą korzyść. To był bardzo pożyteczny sparing z zespołem nastawionym na pojedynki. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze zrealizowanej pracy, szczególnie pod kątem motorycznym. Poza piątką zawodników, którzy zagrali 30 minut i byli przewidziani na niedzielny mecz rezerw, reszta zaliczyła wysiłek zbliżony do pełnego spotkania. Z kolei gracze, którzy nie wystąpili w wymiarze 90 minut, wykonali dodatkowy trening biegowy bez piłki. Zachowaliśmy dzięki temu odpowiedni rytm po tygodniu mocniejszej pracy niż w tradycyjnym mikrocyklu. Cały ten okres oceniam pozytywnie – najważniejsze, że obeszło się bez urazów, a do kadry wracają kolejni piłkarze.
Biedrzycki zdobył dwie bramki. Czy ma pan pozytywny ból głowy z obsadą środka obrony? Alan Uryga do świetnej postawy w defensywie też dokłada gole. Widać, że Wiktor kapitalnie czuje się w ofensywie, ale gra mało.
– Doskonale wiemy, że to ogromny atut Wiktora. Potwierdzał to w I lidze nie tylko w poprzednim sezonie, ale i we wcześniejszych występach w Bruk-Becie Termalice Nieciecza. Świetnie gra w powietrzu i potrafi odnaleźć się w polu karnym, a przy tym jest na tyle zaawansowany technicznie, że kieruje piłkę dokładnie tam, gdzie chce. Alan również zdobywa bramki i stwarza duże zagrożenie przy stałych fragmentach, więc pod kątem skuteczności w polu karnym obaj prezentują bardzo wysoki poziom.
Mariusz Kutwa po raz kolejny zagrał na prawej obronie. Widzi pan u niego progres, mimo pewnych braków w ustawieniu? Rywalizacja o miejsce na środku defensywy jest zażarta i bok może być dla niego szansą?
– Pamiętajmy, że to nie jest jego nominalna pozycja. Przy naszym sposobie budowania akcji pełni rolę jednego ze stoperów rozpoczynających atak. W defensywie zachowuje się podobnie – gdy boczny obrońca wychodzi wyżej, stoper przesuwa się do linii i wchodzi w pojedynki. Pojedynek biegowy czy asekuracja pleców wyglądają tak samo niezależnie od przypisanej pozycji. Mariusz występuje na prawej obronie, bo z grona naszych stoperów ma do tego najlepsze predyspozycje. Traktujemy to jako element procesu rywalizacji. Zależy nam, by zbierał minuty, stąd występ w sparingu czy mecze w drugim zespole. Sam zawodnik jest nastawiony bardzo pozytywnie, ciężko pracuje i chce się rozwijać. Nie mamy do niego żadnych zastrzeżeń, choć na pozycji środkowego obrońcy dysponujemy obecnie piłkarzami na nieco wyższym poziomie.
Rozmawiał Michał Knura
