Zapanowało totalne wariactwo
Rozmowa z Jarosławem Klauzo, prezesem Chojniczanki
Prezes Jarosław Klauzo (z lewej) jest już mocno zaprawionym w bojach działaczem. Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
Po raz czwarty Chojniczanka zagra w ćwierćfinale Pucharu Polski. Będzie ten pierwszy półfinał?
– Jeśli pyta pan o takie moje odczucia wewnętrzne, to myślę, że to jest ten moment. Czujemy, że powinno udać się to zrobić.
Emocje przed meczem z Zawiszą już się udzielają?
– Przyznam, że od poniedziałku już to czuć. Wcześniej żyliśmy ligą, a teraz gdzie się człowiek nie poruszy, to każdy już o tym Pucharze Polski mówi. Czuć to już mocno zarówno na mieście, jak i w klubie.
Ale jeszcze prezes śpi spokojnie?
– Po dziewiętnastu latach pracy w klubie już śpię w miarę dobrze przed meczami. To przychodzi z czasem.
Trener Marek Brzozowski w jednym z wywiadów jakiś czas temu mówił, że on logistycznie jest zadowolony z wylosowania Zawiszy. Pan podziela ten pogląd, czy wolałby, żeby jedna z wielkich marek zawitała do Chojnic?
– Podzielam zdanie trenera. Jeżeli mamy zrobić historyczny wynik, którego jeszcze nigdy tu nie było, to jest dobre losowanie, choć rywal jest bardzo trudny i wymagający. Logistyka faktycznie jest dobra, bo mecz odbywa się pomiędzy naszymi dwoma meczami wyjazdowymi. W piątek byliśmy w Bielsku-Białej, a w niedzielę gramy w Kaliszu. Gdybyśmy musieli jechać przykładowo do Świdnika, to byłby duży problem. Z takiego punktu widzenia Zawisza jest idealnym rozwiązaniem, bo wyjedziemy do nich w dniu meczu. Aspekty sportowe również nie są bez znaczenia, szanse oceniam 50 na 50. Na pewno są wyższe niż w meczu z Lechem, Widzewem czy GKS-em Katowice.
Na pewno tak, choć jest to trochę mecz-pułapka: teraz to Chojniczanka jest faworytem.
– Pytanie, jak na to patrzeć. Nie mam takiego przekonania, że jesteśmy faworytem tylko dlatego, że gramy w wyższej lidze. Zawisza już teraz jest zbudowany na awans do II ligi (na razie zajmuje tylko drugie, barażowe miejsce w grupie II Betclic 3. Ligi – przyp. red.), potencjały obu zespołów są bardzo zbliżone. Może to brzmi nieco trywialnie, ale zadecyduje dyspozycja dnia, trochę szczęścia, ewentualnie błędy indywidualne jednego czy drugiego zespołu.
Awans do półfinału to wielki prestiż, ale też wymierne korzyści finansowe.
– Nie da się ukryć, że aspekt finansowy, te środki, które można podnieść z boiska, są ważne, choć na pewno diametralnie nie zmienią naszego budżetu. To jest przyjemny zastrzyk finansowy, ale jeszcze nie tak duży, gdyby udało się awansować do finału. Tam moglibyśmy już mówić o czymś niesamowitym z naszej perspektywy. To są tylko i aż dwa mecze. Takie historie jednak w Pucharze Polski już się zdarzały i chcemy to zrobić. Jesteśmy na ten sukces mocno zdeterminowani. Zawisza już grał w finale Pucharu Polski, wygrywał go, grali w ekstraklasie, więc oni już znają ten smak. My jesteśmy dopiero przed tym.
Nie da się ukryć, że ten PP to taki słodki cukierek na dość gorzką ligę. Jest pan mocno rozczarowany miejscem Chojniczanki w połowie tabeli II ligi?
– Rozczarowanie oczywiście jest, ale cały czas walczymy. Najgorszy moment był tuż po starcie rozgrywek. Po zmianie trenera to wszystko zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Jesteśmy inną drużyną, która prezentuje się zdecydowanie lepiej. Punkty trzeba jednak wydrzeć w każdym meczu, a jest o nie bardzo ciężko. Z Podbeskidziem prowadziliśmy 2:0, a skończyło się remisem. Runda rewanżowa zawsze jest też dużo trudniejsza, bo tu już każdy gra o coś. Musimy być bardzo uważni w każdym meczu, żeby na koniec coś bardzo złego się nie przytrafiło.
No właśnie, wierzy pan jeszcze w awans poprzez baraże, czy bardziej trzeba się oglądać za siebie, żeby nie zamieszać się w walkę o utrzymanie?
– Wydaje mi się, że te baraże o awans są jeszcze możliwe. Zobaczymy, co przyniosą najbliższe spotkania, ale na pewno nie jest to coś nieosiągalnego. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, żeby nie wpaść do tego kotła na dnie tabeli, a ten ogień lekko już czuć…
Na czele znajduje się Unia Skierniewice, w czołówce są również Podhale Nowy Targ, Warta Poznań czy Świt Szczecin. Może kluczem do sukcesu w tej lidze wcale nie jest najwyższy budżet?
– Na pewno nie można wyciągać tak daleko idącego wniosku. Jest takie powiedzenie, że pieniądze nie grają i jak widać na wspomnianych przypadkach może to znaleźć potwierdzenie, ale patrząc choćby na Unię Skierniewice, to jest ich najtańszy sezon, bo są beniaminkiem. Każdy kolejny będzie już tylko droższy. Czy będą grali w II lidze, czy awansują, to nakłady mocno będą musiały się zwiększyć. Na początku zawsze można zrobić coś fajnego po bardzo niskich kosztach. W kolejnym sezonie piłkarze nie będą tam już jednak grać za takie pieniądze. Chcąc dłużej utrzymać się na niezłym poziomie w lidze centralnej, trzeba ciągle pozyskiwać nowe środki, ja już to przerabiałem. W perspektywie czasu, jeśli brakuje środków, to okazuje się, że bez nich ciężko jednak jest o jakość, a to wcześniej czy później odbija się na wynikach. Piłka stała się też niesamowicie nieprzewidywalna, widzimy to w trzech najwyższych ligach w Polsce, gdzie tabele tak naprawdę postawione są do góry nogami. Kto byłby w stanie przewidzieć, że Zagłębie Lubin po 23 kolejach będzie wiceliderem ekstraklasy? W tej chwili nie ma przepisu na sukces, zapanowało totalne wariactwo.
Chojniczanka przez lata kojarzyła się z bardzo prężnym klubem biznesu, mnóstwem sponsorów na koszulkach. Te relacje sponsorskie udaje się utrzymać?
– Tak, klub biznesu jest fundamentem organizacyjnym i finansowym naszego klubu. Bez niego nie bylibyśmy w tym miejscu i nie moglibyśmy cały czas walczyć i ciągle marzyć. Nie jest jednak też tak, że w Chojnicach jest kraina mlekiem i miodem płynąca. Problemy gospodarcze i zewnętrzne uwarunkowania nas dotykają, bo to są trudne czasy dla sportu. Wciąż zwiększamy budżet, ale siła nabywcza złotówki cały czas spada i jest coraz trudniej. Musimy szukać kolejnych firm, żeby móc utrzymać ten poziom klubu.
Ciężko jest obecnie funkcjonować w realiach II ligi mimo sponsora tytularnego oraz telewizji?
– Nie chciałbym, żeby to źle zabrzmiało, bo każde pieniądze trzeba doceniać, ale te środki, o których pan mówi, to są na przysłowiowe „waciki”. Mówi się, że III liga jest najdroższa i pewnie jest w tym dużo racji, ale w naszej też nie jest łatwo. Wpływy zewnętrzne są na poziomie 10 procent tego, co w I lidze, a koszt utrzymania klubu tam na pewno nie jest 10-krotnie wyższy. To najlepiej pokazuje tę trudność zarządzania klubem w II lidze. Otrzymujemy 250 tysięcy zł wsparcia rocznie z tytułu praw telewizyjnych oraz od firmy Betclic. W I lidze to jest ponad dwa miliony złotych. W systemie Pro Junior System te różnice również są znaczne, odpowiednio 6 i 12 mln zł. Dziś I i II liga to są dwa różne piłkarskie światy. Awans na pewno pomógłby nam lepiej funkcjonować i wykonać kolejny krok do przodu.
Rozmawiał Mariusz Rajek
Puchar Polski - ćwierćfinały
◼ 20.30 : Lech Poznań - Górnik Zabrze (TVP Sport)
