Zapamiętać tę złość i gorycz

Rozmowa z Patrykiem Czubakiem, trenerem Polonii Bytom

Wyraz twarzy Kacpra Michalskiego doskonale wyraża nastrój w Bytomiu po meczu z ŁKS-em. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus

Jeden z klasyków powiedział, że 2:0 to najbardziej niebezpieczny wynik w piłce nożnej. W sobotę Polonia zaznała w praktyce tego bólu, przegrywając 2:3. Co się stało z pana drużyną po 60 minucie?

- To trudne pytanie. Na pewno nie jestem zwolennikiem wytrychów czy przysłów i spłaszczania piłki nożnej do tego poziomu. Natomiast rzeczywiście, nie jest łatwo zaakceptować tę sytuację. Uważam, że byliśmy zespołem, który zasłużył na zdecydowanie więcej. Natomiast w sporcie najważniejszy jest wynik, za styl punkty przyznaje się w skokach narciarskich lub w łyżwiarstwie figurowym, a dla nas rezultat jest niekorzystny. Powiedziałem zawodnikom w szatni, że mam nadzieję, że z perspektywy mentalnej szybko wyrzucimy ten mecz z głowy. Natomiast zapamiętamy w sobie to uczucie, które nam teraz towarzyszy, tej sportowej złości i goryczki - żeby już go nie doświadczyć. Za dużo zdrowia zostawiliśmy, aby z takimi złymi humorami kończyć, ale taki jest sport, musimy to zaakceptować. Jak najszybciej otrzepać się z tego kurzu i pracować dalej.

Między pierwszą straconą bramką a drugą minęło 75 sekund.To był chyba kluczowy moment w tym spotkaniu.

- Nie chyba, a na pewno. Trzeba ten mecz podzielić jakby na dwa - do 60 minuty i po niej. Paradoksalnie w każdym z momentów, kiedy traciliśmy drugą bramkę, byliśmy z przeciwnikiem w pojedynku. Zabrakło mądrego faulu, kiedy przeciwnik zaczął uzyskiwać przewagę, zdołał się odwrócić w pierwsze tempo. Można było to przerwać zdecydowanie wcześniej, bo nasza strata była wysoko, w okolicach 16. metra przeciwnika, przy linii bocznej. Więc powinniśmy lepiej zarządzić tymi pierwszymi minutami po straconym golu, bo te pięć minut po straconej lub zdobytej bramce są kluczowe. Na pewno o tym sobie jeszcze porozmawiamy, bo to bardzo ważne.

Pewnie nie da się zacytować tego, co pana piłkarze powiedzieli sobie w szatni po meczu, ale przypuszczam, że ta złość sportowa, mówiąc eufemistycznie, będzie duża. Nie byliście gorszą drużyną, ale przegraliście frajersko…

- Nie chciałbym używać tego typu słów. Na pewno padło w szatni tych słów kilka mocniejszych, choć nie zawsze one są potrzebne, bo każdy czuje, ile zdrowia zostawił na boisku, jak mocno zaangażował się emocjonalnie w to spotkanie. Dlatego to też kosztuje i tak boli, natomiast nasi kibice docenili to, co zobaczyli na boisku. Uważam, że byliśmy przynajmniej równorzędnym przeciwnikiem dla ŁKS-u. Mieliśmy bardzo dużo dobrych momentów i patrząc długoterminowo, procesowo, mamy na czym budować. Ale w tym przypadku porażka się przytrafiła i trzeba z tego wyciągnąć wnioski. Z drugiej strony mieć to zdenerwowanie w sobie, żeby do takiego momentu już nie dopuścić.

Trzecia bramka stracona to trochę przykład tego, jak niebezpieczny jest czasem moment zmiany piłkarzy. Pierwszy kontakt z piłką Jakuba Łukowskiego był brzemienny w skutkach- widaćjeszcze u niego brak pewności siebie czy ogrania?

- Nie chciałbym tego oceniać z perspektywy indywidualnej, poszedłbym dalej. Pomimo tego, co się wydarzyło w pierwszej fazie tej akcji, mieliśmy pięciu-sześciu zawodników w „szesnastce”, a piłka przecięła całe pole karne, więc to tu raczej doszukiwałbym się problemu. Piłkę się ma, albo się jej nie ma, traci się ją i odzyskuje, więc jeżeli byśmy spłaszczyli to tylko do poziomu, że ktoś stracił, to powinno się grać jeden na jeden. Dlatego raczej szukałbym lepszych zachowań tuż po stracie w finalnej fazie tej akcji. Paradoksalnie ta bramka była najłatwiejszą do wybronienia ze wszystkich.

ŁKS wbił Polonii w obu meczach osiem goli. Coś jest w tym, że to dla was niewygodny rywal?

- Na pewno jakość indywidualna zawodników ŁKS-u jest na wysokim poziomie, ale nie mogę powiedzieć, że trudno się z nimi grało, ponieważ mój zespół zagrał nieźle i pomimo porażki trzeba to racjonalnie ocenić. Fakt faktem, straciliśmy osiem goli, nieważne kto był trenerem, ale wydaje mi się, że to był zupełnie inny mecz niż ten jesienią.

To musiał być dla pana gorzki debiut na ławce Polonii, bo jeszcze do 60 minuty miał pan pełne prawo liczyć, że będzie zwycięski. Jakie wnioski wyciągnie pan dla siebie z tej lekcji?

- Że nie można liczyć w 60 minucie, że mecz się skończył, natomiast ja na to nie liczyłem, bo trochę już tych meczów w życiu przeżyłem. Dla siebie mam ten sam wniosek, który przekazałem zespołowi, czyli wyrzucam to z głowy jak najszybciej. Analiza na chłodno, dobre i złe momenty, właściwe wnioski, ale jednocześnie w środku sportowa złość i jak do tego dojdzie - a wierzę, że będziemy prowadzić jeszcze nieraz 2:0 - to jestem przekonany, że już punktów nie wypuścimy.

Rozmawiał Tomasz Mucha

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się