Zapaliło się czerwone światło

Rozmowa z Jerzym Engelem, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski

Nastroje Biało-czerwonych mówią wszystko o wyniku meczu z Finami... Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus

Rozmawiamy po wydaniu komunikatu przez prezesa Cezarego Kuleszę dotyczącym Michała Probierza. Przekaz jest taki, że selekcjoner na razie zostaje, ale ostateczna decyzja ma zapaść w ciągu kilku dni. Po drodze ma dojść do rozmowy prezesa z Robertem Lewandowskim, a jeśli będzie taka możliwość, to nawet w tercecie: Probierz - Kulesza - Lewandowski. Jak stwierdził prezes, mamy bezpieczny bufor czasowy, bo nie gramy kolejnego meczu za tydzień...

- Nie wiem, czy w ogóle jest jakiś konflikt. W eter poszły różne sprzeczne wieści i musimy poczekać na ich weryfikację. Na razie jesteśmy „karmieni” różnymi informacjami, które nie do końca są spójne.

Mamy wieści dwóch stron, będę się upierał przy określeniu, konfliktu. Tych informacji nie wypuszczają na świat dziennikarze.

- To wszystko od początku jest złe. Drużyna reprezentuje Polskę, ale sporne kwestie powinno rozwiązywać się w zaciszu gabinetu lub szatni z zawodnikami. Nie na zewnątrz, przy otwartej kurtynie, bo to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi.

Dlaczego trener Probierz postanowił zabrać Robertowi kapitańską opaskę dwie godziny przed północą, gdy większość Polaków kładła się spać? Niecałą dobę przed najważniejszym meczem w tym roku. Przecież oficjalnie zaakceptował już nieobecność „Lewego” na zgrupowaniu i podczas meczów z Mołdawią i Finlandią, a potem widział się z nim jeszcze na pożegnaniu Kamila Grosickiego...

- Jeśli są emocje i one biorą górę, to niestety wszystkiego się można spodziewać. Czasem oczywiście trafi się w punkt, ale bardzo rzadko. Częściej w takich sytuacjach się przegrywa niż wygrywa. A tu przegrała reprezentacja, przegrał Probierz i w jakimś sensie poległ Lewandowski. Tutaj nie ma wygranych... Nagle wszyscy zajmujemy się jakimiś mało istotnymi sprawami wokół, a przecież najważniejsza jest drużyna narodowa i jej wyniki. Chcemy wygrywać z Finami, Holendrami po to, żeby awansować na mistrzostwa świata, a każe nam się stawać po jednej ze stron. Wybierać, czy rację ma trener, czy może jednak zawodnik.

Co zatem powodowało Michałem Probierzem? Emocje? Czego jeszcze nie wiemy o tej aferze, jak nazwała tę sytuację zagraniczna prasa?

- Każdy z nas selekcjonerów przed ważnymi meczami starał się wyciszać emocje. Koncentrować wyłącznie na zadaniu. To musiało być zrobione w sposób absolutnie aptekarski, żeby nie wytwarzać dodatkowej presji na zawodnikach i unikać negatywnych bodźców. Tu zadziało się odwrotnie, a efekty widzieliśmy w Finlandii.

Takie historie, jak pozbawienie opaski kapitana, konsultuje się z prezesem PZPN?

- Nie sądzę, by Kaziu Górski, Jacek Gmoch, Paweł Janas, Antek Piechniczek czy ja konsultowalibyśmy tego rodzaju problemy. Dlatego selekcjoner jest tak ważną postacią w tej układance, że odpowiada za całość. Za to, co dzieje się wewnątrz i wokół zespołu, no i naturalnie za wyniki drużyny.

Skoro prezes Kulesza nie został poinformowany „o podpaleniu Rzymu”, to dlaczego musi gasić ten pożar?

 - Ponieważ prezes odpowiada za reprezentację, za selekcjonera i za to, co się wokół niej dzieje. Też pewnie po tym wszystkim, co się wydarzyło ma własne pytania. Będzie chciał poznać na nie odpowiedź zarówno trenera Probierza, jak i zawodników.

Po drugiej stronie barykady jest dzisiaj Robert Lewandowski. Poniosły go również niezdrowe emocje, w efekcie których zrezygnował z gry w reprezentacji pod wodzą Michała Probierza?

- Myślę, że obaj popełnili błędy nie czując, że nadrzędnym celem jest reprezentacja, a nie ich ego. I mamy tego efekty, niestety.

Po wtorkowej porażce prawie wszyscy żądają głowy selekcjonera. Michał Probierz powinien podać się do dymisji lub oddać się do dyspozycji prezesa PZPN?

- Porażka zawsze jest wliczona w walkę o coś. Jednocześnie nie zapominajmy, że cel, czyli awans do finałów mistrzostw świata wciąż jest możliwy, jest w zasięgu tej reprezentacji. A to jest najważniejsza kwestia. Oczywiście selekcjonera zawsze bronią wyniki i odwrotnie. Jeśli ich nie ma, to pojawia się kłopot.

Czyli nie używamy skalpela, a smarujemy rany maściami?

- Powtórzę - najważniejsza jest reprezentacja. Wszystko, co dzieje się wokół, nie może mieć wpływu na jej wyniki. A ma, niestety! Przegraliśmy z Finami, słabej klasy zespołem. Stało się więc coś bardzo złego i z tej porażki trzeba natychmiast wyciągnąć wnioski.

Dariusz Szpakowski i wszyscy eksperci pracujący przy meczu w telewizji po porażce z Suomi otwarcie stwierdzili, że Michał Probierz musi odejść, że bez tej gilotyny nie będzie postępu reprezentacji.

- Każdy ma swój punkt widzenia. Ja patrzę od strony szkoleniowej i uważam, że ten zespół stać na więcej niż pokazał w Helsinkach. Ma olbrzymie rezerwy, które w meczu z Finlandią nie były wykorzystane.

Czyli mamy umiejętności, a nie mamy zespołu? Nie ma kolektywu, synergii, to nie jest jedna rodzina?

- Trafił pan w sedno. Gdyby zespół się zebrał, był kolektywem, reprezentacja miałaby lepsze wyniki.

Dwa lata selekcjonera Probierza to za krótko na stworzenie chociażby namiastki team spiritu?

- To długi proces, a przed meczem z Finlandią stało się coś, co miało wpływ na to, że zagraliśmy tak słabo i nerwowo. Efekt jest, jaki jest. Porażka na własne życzenie.

Szkoda, bo Finowie nie zagrali meczu stulecia, nie zagrali nawet dobrego meczu... To nasze koszmarne pomyłki podały im na tacy trzy punkty.

- Dokładnie jest tak, jak pan to ujął. Popełniliśmy błędy, jakie na tym poziomie się nie powinny zdarzyć. A wpływ na nie miała nerwowość zawodników, której z pewnością by nie było, gdyby nie gęsta atmosfera wokół reprezentacji.

Kolejna fatalna historia z Helsinek: po meczu nasi piłkarze całkowicie zlekceważyli dziennikarzy. Żaden nie pojawił się w mix zonie, co jest nie tylko obowiązkiem, ale i dobrym zwyczajem. Nie ma wytłumaczenia, że było późno, że spieszyli się na samolot, bo trener Probierz był w tym czasie na konferencji prasowej.

- To tylko świadczy o tym, jak wiele w tej reprezentacji jest do poprawy. Z mediami rozmawiamy po zwycięstwie i po porażce. Trzeba umieć wziąć na klatę porażki.

To pokolenie Orłów widać tego nie potrafi.

- To nie jest kwestia pokoleniowa. Źle się stało i tym bardziej prezes Kulesza będzie musiał wiele kwestii poruszyć podczas rozmów z trenerem i zawodnikami.

Widział pan w Helsinkach pomysł na Finów? Odpowiednią taktykę, reakcję na ewentualne błędy,  realizację scenariusza w razie niekorzystnego wyniku, dobrze dobrane zmiany?

- Zaskoczyły mnie bardzo proste błędy, jakie popełnialiśmy zwłaszcza jeśli chodzi o bramkarza i obrońców. Ta trójka przy straconych bramkach bardzo źle reagowała. Zawiodła asekuracja, wyszliśmy za wysoko, by skutecznie zabezpieczyć się przed stratą drugiej bramki, która przypieczętowała naszą porażkę. Dlatego wciąż twierdzę, że gra trzema obrońcami nie jest wpisana w polskie DNA. Ale tak gra Michał Probierz, a skoro wierzy w to, co robi, to... dobrze, że wierzy.

Kiedyś istniało grono wybitnych szkoleniowców skupionych w radzie trenerów. Dzisiaj polskiej piłce przydałoby się wsparcie autorytetów?

- Nie istnieje rada trenerów. Nie wiem, czy istnieje wydział szkolenia. A jeśli tak, to czy zajmuje się ekstraklasą, czy reprezentacją... Dlatego prezes zostaje sam z takimi problemami. Nie ma się kim wesprzeć, jeśli chodzi o autorytety, jakie dawniej tworzyły radę trenerów. A byli tam najlepsi polscy szkoleniowcy, m.in. Antoni Piechniczek, Henryk Apostel, Leszek Jezierski, Orest Lenczyk, czyli bardzo doświadczeni ludzie, którzy w trudnych momentach potrafili usiąść z trenerami i długimi godzinami rozmawiać na tematy szkoleniowe, piłkarskie i... wszystkie inne. Oczywiście selekcjoner mógł je wziąć pod uwagę lub nie, ale przynajmniej miał z kim porozmawiać na czysto zawodowe tematy. Podobnie prezesi klubowi. Spotykali się z nami i wiedzieli, w jakim kierunku dalej mają działać.

Dlaczego to się zmieniło?

- Była i nadal jest grupa działaczy, która nie chce się konsultować z doświadczonymi trenerami, którzy mogliby im coś podpowiedzieć. Dziś każdy uważa się za autorytet i sam dla siebie jest autorytetem. No i mamy tego widoczne efekty.

Nawiązując do początku naszej rozmowy - nie uważa pan, że trener Probierz obecnie selekcjonerem jest i jednocześnie... nie jest, ponieważ nie wiemy, co za kilka dni się wydarzy? Jaką decyzję może podjąć prezes Kulesza? Polacy, nic się nie stało?

- Jak to się nic nie stało? Stało się! Przegraliśmy prosty mecz. Spotkanie, które było absolutnie do wygrania. I nie był to mecz klubowy, ekstraklasowy, lecz międzypaństwowy, w eliminacjach mistrzostw świata! Oczywiście on nie przesądza, że już nam uciekły te eliminacje, ale zapaliło się mocne czerwone światło, czy na pewno ta reprezentacja zmierza w dobrym kierunku.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała

Jerzy Engel