Zamrożeni

Po 21. kolejce tyszanie ciągle znajdują się w strefie spadkowej.

Tomas Przikryl otworzył wynik meczu. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Jeżeli ktoś myślał, że zmiany dokonane zimą przez GKS Tychy od razu przyniosą owoce, to po dwóch tegorocznych kolejkach może czuć się rozczarowany. Nie dość, że na inaugurację wiosny zespół Łukasza Piszczka – choć prowadził – przegrał z Wisłą w Krakowie 1:3, to jeszcze na rozpoczęcie wiosennej batalii na swoim stadionie nie potrafił „przepłynąć” Odry i nadal jest w strefie spadkowej.

Ostatni mecz 21. kolejki zakończył się remisem 1:1, a trzeba dodać, że więcej strzałów w tym spotkaniu oddali Opolanie. Do 58 minuty, zgodnie z tym, co zapowiadał szkoleniowiec gości, gra była jednak „zamknięta”. Owszem – co jakiś czas, któryś z zespołów dochodził pod bramkę przeciwnika, ale dopiero niemal kwadrans po przerwie zmarznięci kibice doczekali się pierwszego gola.

Zmroził on jednak sympatyków gospodarzy, bo po zagraniu Oliviera Sukiennickiego w polu karnym z piłką przy nodze znalazł się Tomas Przikryl. Kapitan Niebiesko-czerwonych, nie zaatakowany przez Lusia Silvę, miał na tyle dużo miejsca i czasu, będąc 14 metrów przed bramką Jakuba Mądrzyka, że mógł przymierzyć i strzałem w dolny róg bramki otworzył wynik.

Sztab szkoleniowy Trójkolorowych musiał więc szybko zareagować. 66-krotny reprezentant Polski zdecydował się na dwie roszady i trzeba przyznać, że to były trafione zmiany. Zwłaszcza wejście na murawę Bartłomieja Barańskiego okazało się kluczowe. Wypożyczony z Lecha Poznań młodzieżowiec błyskawicznie wywalczył bowiem rzut rożny, po którym GKS Tychy wyrównał. Piłkę z narożnika boiska dośrodkował Marcin Listkowski, a gdy Opolanie wybili futbolówkę spod swojej bramki, 19-latek, który przebywał na boisku zaledwie minutę, znowu zdecydował się na strzał. Wprawdzie nie uderzył czysto, ale dzięki niemu znowu zakotłowało się w polu karnym Odry. Tam Igor Łasicki jako pierwszy próbował sfinalizować akcję, ale ostatecznie z rywalizacji o to, kto okaże się najsprytniejszy w tej sytuacji, zwycięsko wyszedł Daniel Rumin. I to on właśnie sytuacyjnym strzałem z 5. metra ustalił wynik spotkania.

Nie oznacza to jednak, że do końca nic ciekawego się już nie wydarzyło. Owszem, były próby z jednej i drugiej strony na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę, ale gospodarze jeszcze nie są na tyle zgrani, żeby zlepek wysokich indywidualnych umiejętności przekuć w wygrywanie. Natomiast gościom im bliżej było końca spotkania, tym remis podobał się bardziej i dowieźli podział punktów do ostatniego gwizdka. Dlatego choć obydwie drużyny pozostały na swoich miejscach w tabeli, to w zdecydowanie lepszych nastrojach na najbliższą kolejkę czekać będą zawodnicy ze stolicy polskiej piosenki. W Tychach natomiast zaczyna się robić nerwowo.

Jerzy Dusik

OCENA MECZU⭐

◼ GKS Tychy – Odra Opole 1:1 (0:0)

0:1 – Przikryl, 58 min, 1:1 – Rumin, 70 min

GKS: Mądrzyk – Tecław, Łasicki, Luis Silva – Keiblinger, Listkowski, Wuwer (84. Szpakowski), Jankowski (69. Barański) – Kądzior (69. Kubik), Rumin (84. Wełniak), Łysiak (90. Krawczyk). Trener Łukasz PISZCZEK.

ODRA: Wójcik – Kendzia, Piroch, Pochcioł – Milosz (46. Palacz), Purzycki (87. Lucas Ramos), Liber, Przikryl – Tront (81. Perez), Feliks (62. Kobusiński), Sukiennicki (81. Mida). Trener Jarosław SKROBCZ.

Sędziował Filip Kaliszewski (Gdańsk). Widzów 2156. Żółte kartki: Listkowski, Łasicki – Piroch.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się