Zaliczka do obronienia
Jeśli nie wydarzy się katastrofa, to od niedzielnego wieczora Biało-czerwoni będą mogli myśleć o majowym dwumeczu z Austriakami.
Michał Olejniczak twierdzi, że reprezentację Polski stać na lepszą grę i zamierza to udowodnić w niedzielę. Fot. FB/ZPRP
ELIMINACJE MŚ 2027
Łotysze grają dobrą piłkę ręczną, dzięki czemu dość pewnie wygrali poprzednie mecze w eliminacjach. To nie będą dla nas łatwe spotkania, ale damy z siebie wszystko, aby wygrać i awansować - mówił przed pierwszym starciem z Łotwą trener Jota Gonzalez.
Papierowy tygrys
Trudno powiedzieć, na jakiej podstawie taki osąd wyraził selekcjoner naszej reprezentacji, ale brzmiał cokolwiek dziwnie. Przecież Łotwa to na ten moment 3. liga europejska, drużyna, która na Euro wystąpiła tylko raz i zajęła ostatnie miejsce, a na mistrzostwa świata nie pojechała nigdy. Czy przed starciami 2. rundy eliminacji przyszłorocznego mundialu w Niemczech Hiszpan wolał się zaasekurować? A może był pod wrażeniem występu Łotyszy w spotkaniach 1. rundy z Luksemburgiem (34:33, 28:20) lub 2. rundy eliminacji... mistrzostw Europy 2028 z Wielką Brytanią (35:27, 40:25)? Dziś nie ma to znaczenia, bo czwartkowy przeciwnik Biało-czerwonych okazał się papierowym tygrysem. Już podczas tradycyjnego powitania przed czwartkowym meczem w Jełgawie można było dostrzec przewagę fizyczną naszych zawodników. Owszem, u gospodarzy nie brakowało wielkich chłopów, ale większość, wśród których byli nastolatkowie, nie przekraczało 180 centymetrów.
Mogło być wyżej
Obawy trenera Gonzaleza znalazły potwierdzenie, ale jedynie na początku spotkania, kiedy szybko grający Łotysze bez trudu przebijali się przez środek naszej defensywy, pozbawionej kontuzjowanych braci Gębalów, rzucając gola z golem. Momentami miejscowi byli na prowadzeniu, lecz z biegiem czasu ich zapał i skuteczność malały, sił brakowało, nadzieja na korzystny wynik ulatywała. Było to oczywiście związane z coraz lepszą postawą Polaków; potrzeba było czasu na znalezienie optymalnej siódemki, ale gdy na ławce usiadł m.in. Ariel Pietrasik, do gry naszego zespołu trudno się było przyczepić. Biało-czerwoni mogli rzucić więcej bramek, wypracować pokaźniejszą zaliczkę, ale i tak 9 trafień to sporo (33:24) i - z całym szacunkiem dla rywali - w rewanżu nie do odrobienia.
Kibice zasługują
- Myślę, że wszyscy zawodnicy zagrali całkiem dobrze. Potrzebowaliśmy takiego zwycięstwa. Oczywiście, popełniliśmy pewne błędy, ale najważniejsze jest to, że w drugiej połowie nasza obrona funkcjonowała poprawnie. Mieliśmy problemy z grą w osłabieniu, ale ogólnie jestem zadowolony. Teraz będziemy dalej pracować, bo nic nie zostało rozstrzygnięte. Przed nami drugi mecz, w którym polscy kibice zasługują, żeby obejrzeć dobre spotkanie - podsumował selekcjoner, nawiązując do niedzielnego rewanżu w Ostrowie Wielkopolskim, a jego podopieczni wypowiadali się w podobnym tonie. - Początek był bardzo nerwowy. Było dużo strat, które być może wynikały ze stresu... Mniej więcej po 15 minutach nasza obrona zaczęła lepiej funkcjonować, a i w ataku wykorzystywaliśmy sytuacje. W drugiej połowie znów pojawiły się nerwy, ale szybciej osiągnęliśmy kontrolę nad meczem i najważniejsze jest to, że utrzymaliśmy ją do końca. Nie było nerwowych ruchów, ładnie budowaliśmy akcje i zdobywaliśmy kolejne bramki. Za to brawo dla nas, ale ten mecz trwa 120 minut. Cieszymy się, że teraz będziemy mogli pokazać się przed naszymi kibicami - powiedział Michał Olejniczak, harujący w obronie i ataku rozgrywający Industrii Kielce, który podczas dwumeczu z Łotwą pełni rolę kapitana.
(mha)
◼ Polska - Łotwaniedziela, godzina 15.00; transmisja - Polsat Sport 2
