Żal utraconej szansy

Częstochowianie nie będą zimować jako liderzy tabeli.

Lubinianie potrafili wykorzystać problemy Rakowa, by sięgnąć po trzy punkty. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Po pięciu z rzędu wygranych taki mecz po prostu musiał nastąpić, tym bardziej że już dwie ostatnie wygrane częstochowian z GieKSą i Zrinjskim (po 1:0) były „przepchane kolanem”. Podobnie jak przed tygodniem po meczu Ligi Konferencji Marek Papszun w walce o ligowe punkty zamieszał nieco składem, ale tym razem skończyło się na trzech zmianach. Szansę gry od pierwszych minut otrzymali Peter Barath, Marko Bulat oraz Patryk Makuch.

Miło tylko przed meczem

Dobre informacje fani Czerwono-niebieskich otrzymali przed spotkaniem. Przedłużenie kontraktu do czerwca 2028 roku ogłosił bowiem Bogdan Racovitan. – Jestem szczęśliwy, że zostaję tu na dłużej. Cieszę się, że wróciłem po ciężkiej kontuzji i notuję dobre występy. Po burzy wychodzi słońce i ten sezon jest na razie dla nas świetny. Chcemy zdobyć mistrzostwo, Puchar Polski i zajść jak najdalej w Lidze Konferencji – ambitnie mówił dla klubowych mediów.

Lubinianie nie wspominali dobrze poprzedniej wizyty przy Limanowskiego. We wrześniu polegli aż 1:5. Z piłkarzy, którzy wtedy aplikowali Zagłębiu gole, w niedzielę zagrał jedynie Braut Brunes. Gustava Berggrena nie ma już w Częstochowie, a Władysław Koczergin oraz Erick Otieno leczą urazy. Sezon wcześniej było jeszcze gorzej – 0:5. Trudno się zatem dziwić, że goście byli wyjątkowo zmobilizowani do osiągnięcia dobrego wyniku. Od czasu powrotu Rakowa do ekstraklasy w XXI wieku lubinianie wygrali na wyjeździe tylko raz (w lipcu 2020 2:1, ale Raków w roli gospodarza rozgrywał mecze w Bełchatowie).

Nudy na pudy

O pierwszej połowie niedzielnego spotkania wystarczy w zasadzie napisać, że się odbyła. Obie drużyny wprawdzie całkiem sporo strzelały, ale przede wszystkim niecelnie. Po Rakowie nie było widać zmęczenia ostatnim maratonem spotkań, ale brakowało pomysłu na przedarcie się w pole karne lubinian. Zagłębie, gdy tylko miało taką możliwość, bez pardonu atakowało bramkę Oliwiera Zycha. Aż żal, że na tle byłych kolegów nie można było zobaczyć Leonardo Rochy oraz Jesusa Diaza (zapisy kontraktowe między klubami). Najważniejsze wydarzenie tej części gry miało miejsce w 35 min, gdy skala trudności dla Rakowa podniosła się jeszcze bardziej po czerwonej kartce za niesportowe zachowanie Adriano Amorima (odwinął się Igorowi Orlikowskiemu). W tym momencie Raków chciał przede wszystkim nie przegrać.

Decydujący cios

Tę teorię mógł potwierdzać fakt, że bezbarwny tego dnia Brunes w przerwie został zastąpiony przez Jeana Carlosa. Zagłębie nie rzuciło się jednak na osłabionego rywala, przez co druga połowa wyglądała niewiele lepiej. Winić za to trzeba przede wszystkim gości, którzy długo bali się zaryzykować, choć okoliczności ich na pewno do tego predestynowały. W Rakowie wyjątkowo rozregulowany celownik miał tego dnia Fran Tudor. Gościom udało się jednak zadać decydujący cios. W 81 min Jakub Sypek znalazł się oko w oko z Zychem po świetnym dograniu Jakuba Kolana i z kąta od słupka umieścił piłkę w bramce. Raków nie był już w stanie odpowiedzieć, a goście mogli jeszcze podwyższyć. - Zawsze chce się wygrywać. Musieliśmy liczyć na ten jeden moment, bo to był taki mecz do pierwszej bramki. Na szczęście to nam udało się ją strzelić. Na pewno miałem też trochę szczęścia, bo zawodnik Rakowa (Racovitan - dop. red.) się poślizgnął. Na początku sezonu pewnie wszyscy myśleli, że będzie nam gorzej szło, ale udowadniamy, że się mylili. Nasze piąte miejsce mówi samo za siebie – powiedział strzelec decydującej bramki.

Pochwała dla "Ojrzyna"

Trener Leszek Ojrzyński wykonał w Lubinie naprawdę dobrą robotę. Wyszydzany jako staroświecki i przestarzały, miał przyjść do Lubina tylko na chwilę, gdy Zagłębie było już w tak złym położeniu, że nie miało wiele do stracenia. Utrzymał drużynę, a w tym sezonie, stawiając niemal wyłącznie na polskich zawodników, takich dylematów już nie ma. Lubinianie kończą rok na pozycji, która może im dać udział w europejskich pucharach.

Mariusz Rajek


GŁOS TRENERÓW

Leszek OJRZYŃSKI: - Ktoś mi tu powiedział, że to pierwsze w historii zwycięstwo Zagłębia w Częstochowie. Cieszymy się bardzo, bo wyszliśmy na mecz ośmioma Polakami, a średnia wieku zespołu to 22,4 roku. Nie pękliśmy w tym meczu, a czerwona kartka dla rywali nieco nakreśliła plan. Nie myślimy o jakimś dalekosiężnym planie, funkcjonujemy od meczu do meczu, bo wiemy, że problemy będą się zdarzały. Trzeba być pokornym, pracować i szukać możliwości rozwoju. Mamy sposób na wygrywanie z tymi najmocniejszymi w lidze, bo wygrywamy obroną. Kiedy mamy przejąć inicjatywę i zagrać na swoich warunkach, to mamy problemy. Musimy cały czas poszukiwać jakości piłkarskiej.

Marek PAPSZUN: - Szkoda mi tak po ludzku moich zawodników. Jestem dumny z mentalu jaki pokazali, bo graliśmy godzinę w dziesięciu i niewiele ponad 60 godzin po meczu pucharowym, a nie było tego widać. Taka jednak jest piłka, że jedna akcja może przesądzić o wyniku. Podejście drużyny było jednak kapitalne. Bardzo mi zależało, żeby skończyć tę misję na pierwszym miejscu. Wszystkiego jednak mieć nie można. Ja, mimo tej sytuacji na końcu, mam tu do większości ludzi szacunek. Fajne chwile tu spędziłem, wracając z celem odbudowania drużyny. Co do zejścia Brunesa w przerwie, to zdecydowałem się go zmienić, bo jego markery zmęczeniowe były tak duże, że groziły urazem.


OCENA MECZU⭐ 

◼ Raków Częstochowa – Zagłębie Lubin 0:1 (0:0)

0:1 – Sypek, 81 min (asysta Kolan)

RAKÓW: Zych 6 – Tudor 4, Racovitan 5, Svarnas 5 – Ameyaw 5 (85. Pieńko niesklas.), Struski 6, Barath 5 (85. Diaby-Fadiga niesklas.), Amorim 0 – Makuch 4 (75. Rondić niesklas.), Bulat 4 (75. Repka niesklas.) - Brunes 4 (46. Silva 5). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Trelowski, Mądrzyk, Ivi Lopez, Mircetić, Seck.

ZAGŁĘBIE: Burić 6 – Kolan 6 (88. Nalepa niesklas.), Orlikowski 6, Michalski 6, Ławniczak 6, Yakuba 6 – Dziewiatowski 5 (46. Szmyt 7), Makowski 6 (51. Radwański 6), Kocaba 5, Reguła 5 (78. Sypek niesklas.) – Kosidis 5 (88. Woźniak niesklas.). Trener Leszek OJRZYŃSKI. Rezerwowi: Gikiewicz, Sochań, Corluka, Wdowiak, Lucić, Nowogoński.

Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa) – 5. Asystenci: Dawid Golis (Kraków) i Filip Sierant (Warszawa). Czas gry 100 min (50+50). Widzów 5358. Żółte kartki: Tudor (61. faul taktyczny), Rondić (90+5. faul) - Dziewiatowski (29. nadmierna agresja w grze), Radwański (77. nadmierna agresja), Michalski (85. faul), Sypek (90+5. faul); czerwona Amorim (35. uderzenie przeciwnika).


MÓWIĄ LICZBY
RAKÓW  ZAGŁĘBIE
56  posiadanie piłki  44
3 strzały celne  5
10  strzały niecelne  10
1  rzuty rożne 1
1  spalone 0
11  faule 21
2  żółte kartki  4
1  czerwone kartki 0

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się