Zaklęte rewiry

Stołeczna drużyna latem sprowadziła dwóch napastników; obu... dramatycznie nieskutecznych.

Chyba tylko interwencja z niebios może pomóc Milecie Rajoviciowi w zdobywaniu bramek. Fot. Pawel Bejnarowicz / Press Focus

LEGIA WARSZAWA

Remisując w piątek z GKS-em Katowice, Legia przedłużyła serię ekstraklasowych meczów bez wygranej do 12. To fatalna statystyka, na którą zapracowało trzech trenerów: zwolniony wraz z końcem października Edward Iordanescu, jego chwilowy następca Inaki Astiz oraz aktualny opiekun Marek Papszun.

Infantylizm defensywny

Nie ma przypadku w tym, że ekipa ze stolicy znajduje się w strefie spadkowej. Po starciu na Górnym Śląsku Marek Papszun zwrócił uwagę na grę w defensywie. – Tracimy bramki po stałych fragmentach. Popełniamy infantylne błędy. Był koniec pierwszej połowy. Wybroniliśmy się po rzucie rożnym, ale sfaulowaliśmy w banalnej sytuacji i po rzucie wolnym straciliśmy gola. Piłkarze nie mogą zachowywać się w taki sposób – stwierdził szkoleniowiec. 

My natomiast skupimy się na grze ofensywnej Wojskowych, która również nie funkcjonuje najlepiej.

Bezsilność wyładowana na... koszulce

W letnim oknie transferowym do Legii dołączył Mileta Rajović. Miał być gwiazdą ligi. Zapłacono za niego 3 miliony euro, co wówczas było rekordem transferowym ekstraklasy. Przychodził z Watfordu. Miał zjeść ekstraklasę, a na razie to ona zjada jego. W 20 meczach zdobył trzy gole. Jest kompletnie nieskuteczny, czym tylko irytuje kibiców. W grudniu Legia grała z Motorem (1:1) i Piastem (0:2). W obu meczach Rajović znalazł się w sytuacjach sam na sam, w których fatalnie przestrzelił. Z kolei po przerwie zimowej w meczu z Koroną (1:2) podszedł do wykonania rzutu karnego i uderzył beznadziejnie, po czym oddał jeszcze gorszą dobitkę. W skrócie – jest jednym z największych niewypałów transferowych ostatnich lat w lidze. Nie ma w nim ani jednej cechy, nad którą moglibyśmy się zachwycać. Wydane na niego pieniądze równie dobrze można było spalić w piecu.

Marek Papszun zauważył problem Duńczyka. Już podczas obozu zimowego Rajović pokazywał irytację z powodu fatalnej formy, gdy podczas sparingu po niewykorzystanej świetnej okazji, rozerwał koszulkę z wściekłości.

Anomalia, nie norma

W Katowicach w pierwszym składzie zagrał Antonio Colak, który tydzień wcześniej ustrzelił dublet w meczu z Arką, wchodząc z ławki. Problem polegał jednak na tym, że były to dwa pierwszego gole Chorwata w tym sezonie ekstraklasy i raczej jego trafienia można traktować jako anomalię, a nie normę. W każdym razie w Katowicach Colak rozegrał bardzo słaby mecz, nie potwierdzając formy z Gdyni. Jedynego gola zdobył Wahan Biczachczjan, który wypełnił rolę napastnika w polu karnym, ale przecież nie jest klasyczną „dziewiątką”.

Tęsknota za Kameruńczykiem

Niezależnie od powyższych spostrzeżeń, Rajović jest... najlepszym strzelcem Legii w tym sezonie. A narzekają na niego – słusznie! – wszyscy. Sytuacja jest fatalna. Dlatego przy Łazienkowskiej ze zniecierpliwieniem czekają na powrót do pełni sprawności Jeana-Pierre’a Nsame. Kameruńczyk fenomenalnie rozpoczął sezon. W kwalifikacjach do Ligi Europy zdobył cztery gole w pięciu meczach. Trafił też do siatki w kwalifikacjach do Ligi Konferencji. Zagrał dwa mecze od pierwszej minuty w ekstraklasie i trafił do siatki raz. 

W sierpniu zerwał jednak ścięgno Achillesa. Niedawno Legia pochwaliła się, że Nsame powrócił do treningów na murawie. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że jego powrót się wydłuży. Trudno przewidzieć, kiedy będzie gotowy do gry. Co więcej, nie da się wywróżyć, czy po powrocie będzie przydatny, czy będzie potrzebował więcej czasu, żeby powrócić do formy przed pół roku.

Na ratunek... pierwszoligowiec

Tym samym siła ofensywna Legii jest w rękach przypadku lub… Rafała Adamskiego, 24-latka, którego Warszawianie sprowadzili tydzień temu z Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Do tej pory zagrał 27 meczów w ekstraklasie, trafiając do siatki dwa razy… Cóż, tonący chwyci się nawet brzytwy.

Kacper Janoszka

LICZBA WSTYDLIWA

3  BRAMKI zdobył w tym sezonie w ekstraklasie najskuteczniejszy zawodnik Legii. W żadnym innym zespole lider klubowych strzelców nie ma tak mizernego dorobku.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się