Zagrać jak... Bayern
Dla Harry'ego Kane'a amerykańskie stadiony, na których odbywają się mecze NFL to obiekty mityczne, równie ważne jak Wembley czy Maracana. Gra na nich to spełnienie jego marzeń.
To nie jest radość Henry'ego Kane'a. To jego rozpacz po setce zmarnowanej w meczu z Ghaną. Fot. PAP/EPA
Kazimierz Mochlinski z Londynu
Anglicy chcieli postrzegać amerykańskie finały mistrzostw świata jako mundial Harry'ego Kane'a. Harry uwielbia Amerykę, uwielbia amerykańskie sporty, a do tego jest w życiowej formie: 61 goli w 51 meczach Bayernu. Nic dziwnego, że w Anglii była – jest! - nie tylko nadzieja, ale wręcz wiara granicząca z pewnością, że tym razem dumni Synowie Albionu – za sprawą Kane'a oczywiście – odegrają za oceanem jedną z wiodących ról. Tym bardziej, że przecież właśnie mija 60. rocznica jedynego w dziejach triumfu Wyspiarzy w World Cup. Od lat wydawane są w Wielkiej Brytanii kolejne książki z serii „40 lat smutku”, „50 lat smutku” itp., odliczające w ten sposób okres od owego wiekopomnego zwycięstwa. Z publikacją kolejnego tomu – pod hasłem „60 lat smutku” - na razie się jednak wstrzymano. Jego autorzy – i miliony czytelników – tym razem mają bowiem pewność, że skoro ich rodacy mają w swych szeregach jednego z najlepszych piłkarzy świata, murowanego kandydata do tegorocznej nagrody „Ballon d'Or”, pechowa seria wreszcie dobiegnie końca.
Chór wujów (i piłkarzy)
Lionel Messi, Cristiano Ronaldo, Kylian Mpappe, Erling Haaland – jednym tchem kibice na świecie wymieniają nazwiska największych ulubieńców tłumów. Kane na tym tle jest szczególny: nie kryje swego uwielbienia dla NFL, czyli zawodowej ligi futbolu amerykańskiego. Możliwość gry na stadionach, na których na co dzień występują tacy giganci tej dyscypliny, jak New York Giants, New York Mets, Dallas Cowboys czy New England Patriots, jest spełnieniem jego marzeń. To dla niego mityczne obiekty, równie ważne jak Wembley czy Maracana dla piłkarzy. Ma więc dodatkową motywację, by jego forma reprezentacyjna dorównywała tej z meczów Bayernu.
Zaczęło się znakomicie – dwiema bramkami przeciwko Chorwacji na stadionie w Dallas. Przyznał potem, że gdy w towarzystwie kolegów z drużyny z kilkunastoma tysiącami angielskich kibiców odśpiewywał na stadionie piosenkę „Wonderwall” grupy Oasis, była to jedna z najwspanialszych chwil w jego życiu! Wynik 4:2 z rywalem, z którym Anglicy często przegrywali, spowodował wzrost wiary fanów w angielskie cuda w Ameryce.
Kto im da skrzydła?
W Dallas grano na obiekcie klimatyzowanym, przy dobrze kontrolowanej temperaturze, na dodatek przeciwko Chorwacji tak naprawdę starzejącej się w oczach. Plan Thomasa Tuchela – biegać jak... Bayern – wypalił więc idealnie. Nie dlatego, że sam kiedyś zasiadał na ławce Bawarczyków. Naśladownictwo sprowadzać się miało do sposobu wykorzystania Kane'a właśnie. Jak się ma łowcę goli w tak wielkiej formie, trzeba zrobić wszystko, by jego atuty i potencjał spożytkować na maksa.
Sęk w tym, że trzeba mieć na skrzydłach graczy takich jak Michael Olise i Luis Diaz, obsługujących perfekcyjnie Kane'a. Tuchel wierzył – i pewnie wciąż wierzy – że jego brytyjscy podopieczni nie są gorsi. Przecież Anthony Gordon właśnie został kupiony przez Barcelonę za 80 mln euro! Bukayo Saka, jeden z kapitanów Arsenalu, zakończył zaś sezon, w którym poprowadził „Kanonierów” do pierwszego od 22 lat tytułu mistrzowskiego. Cóż więc mogłoby pójść źle?
Saka, prócz problemów z udem, ma jednak również naciągnięte ścięgno Achillesa, co mocno ogranicza czas jego przebywania na murawie. Gordon rozpoczął mundial bez formy, kontuzję ma jego potencjalny następca Marcus Rashford. Brakuje więc i fizyczności, i szybkości, by grać jak Bayern...
Drugi plan Tuchela opiera się więc na tym, by do Bayernu dodać trochę Arsenalu. Londyńczycy świetnie wykonują stałe fragmenty: wolne i rożne. Ale i to na razie niespecjalnie wychodzi Anglii – stąd niespodziewane 0:0 z Ghaną! I to Ghaną grającą bez swego najlepszego zawodnika, Mohameda Kudusa z Tottenhamu, również kontuzjowanego! Na marginesie: bezbramkowe remisy nigdy nie były mundialowymi specjalnościami. Pierwszy taki wynik padł dopiero w... szóstym turnieju mistrzowskim, w 1958 roku w Szwecji, w meczu... Anglii z Brazylią, na dodatek grającą w tym spotkaniu bez Pelego. Canarinhos owo 0:0 nie przeszkodziło jednak wówczas w zdobyciu Złotej Nike.
Browary nie dowiozły
Anglików martwi jednak nie tylko sam bezbramkowy wynik, ale i fakt, że to czwarty z rzędu wielki turniej, w którym ich reprezentacja drugi mecz grupowy remisuje. Nie umieją tego fatum przełamać, choć w starciu z Ghaną byli w posiadaniu piłki przez 78,2 procent czasu gry! Oddali jednak tylko trzy celne strzały, a Kane zmarnował okazję, którą – jak mówi Tuchel – wykorzystałby 99 razy na 100 prób.
Po wygranej 4:2 z Chorwacją media w Dallas raportowały, że miejscowe bary... nie wytrzymały zapotrzebowania szczęśliwych kibiców angielskich na piwo, i w większości z nich złotego trunku zabrakło wcześniej, niż chcieli kończyć zabawę Brytyjczycy. Po drugim, frustrującym i zwyczajnie nudnym meczu, w cenie były głównie napoje wysokoprocentowe: gin z tonikiem i whisky z colą...
Saka i Rashford to nie jedyni pechowcy w kadrze. Urazy ma paru innych reprezentantów. Nie w pełni sił (udo i kolano) jest Reece James, Declan Rice ma kłopoty z plecami i przyznaje, że z bólem gra od... Bożego Narodzenia. On i Saka nie chcieli jednak brać wolnego w trakcie sezonu, w którym potrzebni byli Arsenalowi. A po sezonie ligowym walczą dalej: tym razem dla reprezentacji. Rice zresztą żartuje, że od dolegliwości bólowych gorsze jest... amerykańskie słońce. Faktem jest, że jego delikatna irlandzka skóra o bardzo jasnym odcieniu źle znosi wystawienie na słoneczne promienie.
Oddajcie nam pluszaki!
Ale najgorsze zdarzyło się Anglikom jeszcze przed pierwszym meczem. Zabrali ze sobą za ocean trzy pluszowe lwy widniejące w angielskim godle, mające im przynieść szczęście. Kiedy więc w okresie przedmundialowym ich ośrodek treningowy na Florydzie „odwiedzili” rabusie, mniej płakano za utraconym sprzętem, a bardziej – za tymi szczęśliwymi lwami! To one – zgodnie z zaleceniami obrabowanych – miały być głównym celem poszukiwań policji. A oddech ulgi związany z ich odnalezieniem był większy niż ten towarzyszący odzyskaniu zagrabionych strojów!
Jannik, jak tam rodacy?
I jeszcze na koniec trochę przekory. Na kortach Hurlingham Club rozgrywany jest przedwimbledonowy turniej Giorgio Armani Tennis Classic, w którym – po raz pierwszy od Roland Garros – oglądać można Jannika Sinnera. Gospodarze przy tej okazji zrobili ankietę wśród uczestników, dotyczącą wyników mundialu. Sinner w turnieju ograł brytyjskiego tenisistę nr 1, Camerona Norrie. Ale to Norrie w owej ankiecie mógł wskazać swych rodaków jako tych, których typuje do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Włoskiego lidera ATP litościwie pominięto przy rozdawaniu ankiet...
