Zaczynają w Chinach
Siedmioro polskich reprezentantów wystąpi podczas inauguracji snowboardowego Pucharu Świata w Mylin.
Poprzedni sezon był bardzo udany dla Aleksandry Król-Walas. Fot. Facebook Aleksandry Król-Walas
SNOWBOARD
W sobotę i niedzielę (6 i 7 grudnia) w chińskim Mylin uczestnicy Pucharu Świata dwukrotnie będą rywalizować w slalomie gigancie równoległym. Wśród nich będzie siódemka Polaków: Aleksandra Król-Walas, Maria Bukowska-Chyc, Weronika Dawidek i Olimpia Kwiatkowska oraz Oskar Kwiatkowski, Andrzej Gąsienica-Daniel i Michał Nowaczyk. Najbardziej liczymy na Olę Król-Walas i Oskara Kwiatkowskiego, którzy osiągnęli już wiele sukcesów, głównie właśnie w slalomie gigancie. Ta pierwsza, dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata, w ubiegłym sezonie w znakomitym stylu wróciła po urlopie macierzyńskim. Wygrała slalom gigant w Scuol, trzykrotnie była druga i raz trzecia. Niewiele brakowało, żeby była w pierwszej trójce klasyfikacji PŚ w tej specjalności. Ostatecznie zajęła 4. miejsce, a w „generalce” zajęła wysokie 6. oraz 14. w slalomie równoległym. Triumfatorką została bezkonkurencyjna Japonka Tsubaki Miki, która wygrała wszystkie klasyfikacje – generalną, w slalomie gigancie równoległym i slalomie równoległym.
Oskar Kwiatkowski miał znakomity sezon 2022/23, kiedy został mistrzem świata w slalomie gigancie równoległym. Poprzedni był zdecydowanie słabszy, ale złożyło się na to wiele przyczyn. Zaczęło się dobrze, bo właśnie w Mylin zajął 5. miejsce. - Wtedy fotofinisz pokazał, że przegrałem rywalizację o półfinał z Koreańczykiem Sangkyum Kimem dosłownie o długość dłoni. Tam jednak przydarzyła mi się kontuzja stawu skokowego, więc do rywalizacji wróciłem dopiero po nowym roku. Potem na treningu zaliczyłem uraz kolana i ledwo go podleczyłem, a zdarzył się wypadek na motocyklu. Tym samym sezon praktycznie przepadł – powiedział Oskar Kwiatkowski.
I tak był najlepszy z Polaków w Pucharze Świata, bo w slalomie gigancie był 24., w klasyfikacji generalnej 29., a w slalomie równoległym 36. Triumfował Włoch Maurizio Bormolini, najlepszy w „generalce” i slalomie gigancie, tylko w slalomie równoległym pierwsze miejsce zajął Austriak Arvid Auner.
Według Kwiatkowskiego w tym sezonie ma być lepiej. - Na śniegu pojeżdżone dużo, bo byliśmy dwa tygodnie w Zermatt, kolejne cztery w Passo Stelvio i następne tygodnie w Kaunertal. Mimo wszystko jednak tak naprawdę nie wiem czego oczekiwać, a więc to z jednej strony lekka niepewność, ale i dodatkowy dreszczyk emocji - ocenił były mistrz świata.
W tym sezonie główny cel to oczywiście igrzyska olimpijskie, ale żeby wystartować 8 lutego we włoskim Livigno, trzeba najpierw uzyskać kwalifikację. - Mamy na to czas mniej więcej do połowy stycznia, ostatnia szansa będzie podczas PŚ w bułgarskim Bansko, 17-18 stycznia. W snowboardzie alpejskim paszporty może dostać 32 zawodników, a na poprzednie igrzyska zakwalifikowałem się z Michałem Nowaczykiem na 19. i 20. miejscu. W Pekinie ja byłem siódmy, Ola Król ósma, a Michał dziewiąty. We Włoszech chcemy powalczyć o zdecydowanie więcej - zapowiada Kwiatkowski.
Z Chin polska ekipa wróci do Europy, do Lublany. - Stamtąd busami pojedziemy na krótki obóz we włoskie Dolomity, potem kolejne starty, czyli Włochy i Cortina d’Ampezzo (13 grudnia) oraz Carezza (18 grudnia), a 20 grudnia w szwajcarskim Davos - zakończył Oskar Kwiatkowski.
(awa)
