Zachłyśnięci wodą z Bałtyku
Zaraz miną dwa tygodnie od absurdalnego oświadczenia Lechii, po którym nastała w Gdańsku totalna cisza medialna.
Czy król strzelców ekstraklasy, Tomas Bobcek, przeniesie się do Bundesligi? Fot. Tomasz Folta/Press Focusd
LECHIA GDAŃSK
Dokładnie w czwartek 28 maja na oficjalnej stronie klubu pojawiło się oświadczenie, które na pierwszy rzut oka wyglądało, jak niechciane okienko reklamowe, wyskakujące na ekranie laptopa po wejściu na jakąś niekoniecznie sprawdzoną stronkę: „PZPN NIE MÓWI WAM PRAWDY” – zaczynał się komunikat, pod którym podpisał się prezes Lechii Paolo Urfer.
Piętno i ciężar kary
Pierwsza strona oświadczenia to szybka autobiografia gdańskiego włodarza i przypomnienie ostatnich losów klubu – który spadł i który dzięki staraniom jego i nowych udziałowców wrócił do elity. Urfer co prawda nie chwalił się, że awans dokonał się „na kredyt”, że Lechia nie płaciła innym klubom na czas, no ale był. Problemy z płynnością finansową, które kosztowało ją pięć ujemnych punktów w minionym sezonie, zrzucił na... nieprzychylne publikacje medialne, powodujące „trudności w utrzymaniu odpowiedniego poziomu wsparcia sponsorskiego”. Przez długie momenty wydawało się jednak, że nawet bez kilku „oczek” zespół poradzi sobie w ekstraklasie. Pytania nie brzmiały już „czy zabraknie pięciu punktów do utrzymania”, lecz czy nie zabraknie ich... do pucharów. Urfer sam to przyznał, natomiast – co wynika z jego oświadczenia – nagle coś przestawiło się w głowach zawodników i ów punkty... zaczęły ciążyć piłkarzom. „Piętno i ciężar kary punktowej wywarły ogromny wpływ zarówno na klub, jak i na morale naszego młodego zespołu” – stwierdził Szwajcar.
Patrzą Niemcy i Włosi
W Gdańsku – o czym pisaliśmy już kilkukrotnie – ruszyli na drogę sądową, próbując zaskarżyć decyzję Ekstraklasy SA o ujemnych punktach, ale na 99 procent nie ma co się tym ekscytować. Lechia raczej nic już nie ugra i musi się pogodzić ze spadkiem do 1. ligi. Urfer w oświadczeniu pisał – sugerując rzecz jasna nieżyczliwość niektórych działaczy ligowych w stosunku do jego klubu – że relegacja będzie oznaczać katastrofalne skutki finansowe dla Lechii, która miała podobno najwyżej wycenianą kadrę w swojej historii. To możliwe, aczkolwiek w składzie drużyny nadal pozostają piłkarze, na sprzedaży których Gdańszczanie mogą zarobić ogromne pieniądze. Już słychać o zainteresowaniu Iwanem Żelizką (25 lat), Camilo Meną (23 lata) czy przede wszystkim królem strzelców ekstraklasy Tomasem Bobckiem (24 lata). Trójmiejskie media donoszą, że Ukraińca obserwują Włosi z Torino i Bologni, Kolumbijczyka Brazylijczycy z Palmeiras, zaś słowackiego snajpera – Niemcy z Północy, czyli HSV i Werderu Brema. Lechiści mogą „przytulić” dobrą kasę, a takowa na start pierwszoligowych zmagań na pewno się przyda.
Koniec zakazu transferowego
Na razie o żadnych konkretnych ruchach transferowych do największego miasta Trójmiasta nie słychać, natomiast wiadomo... że mogą być już przeprowadzane. Do końca zeszłego tygodnia Lechia widniała bowiem w rejestrach FIFA na liście klubów... objętych zakazem transferowym. Powód? A jakże, zaległości finansowe. Zestawienie jest jednak na bieżąco i bardzo sprawnie aktualizowane, a jako że Lechiści się ze swoich zobowiązań w końcu wywiązali – zniknęli z „czarnej listy”. Tooznacza, że mogą rejestrować nowych zawodników w swojej drużynie.
Obstają przy swoim
Co jednak ciekawe, na ten moment w Gdańsku nie podają żadnych konkretów. Wspomniane oświadczenie – przypomnijmy, 28 maja – to ostatnia aktywność klubu w mediach społecznościowych czy swojej stronie internetowej. Ekstraklasowicze czy pierwszoligowcy na ogół wrzucają codziennie po kilka wpisów, nawet jeśli jest to tylko reklama klubowego sklepiku czy inna pierdoła – tymczasem Lechia nabrała wody w usta, bo absolutnie nic więcej od tamtego czasu się z jej strony nie dowiedzieliśmy. Dało się jedynie usłyszeć, że Gdańszczanie... utrudniają nieco życie Wieczystej.
Jak bowiem wiadomo, każdy klub występujący w najwyższej lidze jest akcjonariuszem spółki Ekstraklasa SA. Gdy więc dany zespół spada, oddaje swoje udziały temu wchodzącemu. Formalnie odbywa się to 1 lipca, z formalnym startem nowego sezonu, jednakże dobrym zwyczajem jest wcześniejsze przekazanie pełnomocnictwa, by beniaminek mógł już uczestniczyć w obradach akcjonariuszy, czyli mówiąc wprost – działać. Tymczasem klub z Gdańska, którego udziały miały przypaść Wieczystej, tego pełnomocnictwa nie przekazał. Wisła Kraków otrzymała je już od Bruk-Betu, Śląsk Wrocław od Arki Gdynia, zaś Wieczysta... nic. Gdańskie szefostwo jak uparte dziecko nadal obstaje przy twierdzeniu, że temat spadku Lechii jeszcze nie został zamknięty – ale wierzą w to tylko sami zainteresowani.
Piotr Tubacki
