Zabrakło zimnych głów...

Wypełniona Hala Legionów okazała się twierdzą do zdobycia. Ostatni fragment Kielczanie przegrali 1:5 i dlatego to rywale z Segedynu, a nie oni zmierzą się w 1/4 finału z Magdeburgiem.

Walka na maksa nie zawsze kończy się sukcesem. Przekonali się o tym boleśnie ambitni wicemistrzowie Polski. Fot. Tomasz Fąfara/PressFocus

LIGA MISTRZÓW

Po porażce w Segedynie ( 23:26)  Industria musiała wygrać w rewanżu co najmniej czterema golami. To był warunek sine qua non awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. - Te trzy bramki to dużo i mało, a że stoimy pod ścianą, to nas tylko dodatkowo motywuje. Jesteśmy w przerwie dwumeczu, mamy 60 minut, by odrobić straty - stwierdził trener Tałant Dujszebajew.

Słabiutki początek

Tymczasem po bardzo słabym początku i niespełna 180 sekundach wicemistrzowie Polski mieli już 7 bramek do odrobienia! Klemen Ferlin obronił jednak rzut karny Mario Sostarica, zaliczył też kolejne cenne interwencje, co nieco obudziło jego kolegów. Rozpoczęła się więc właściwa bitwa, choć bramki padały falami. Ponadto - podobnie jak tydzień temu - znakomicie w bramce rywali spisywał się Roland Mikler, broniąc nawet stuprocentowe okazje, co zaniepokoiło trenera Dujszebajewa, który poprosił o minutową przerwę. Niestety, goście lepiej wyglądali do przerwy, za to skuteczność Kielczan wołała o pomstę do nieba. Po dobrej końcówce zbliżyli się na bramkę, ale wtedy Richard Bodo dokonał rzadko spotykanej sztuki - przebił się z rzutem wolnym przez kielecki mur już po czasie. Coś niewiarygodnego! Niestety, jeśli podopieczni Tałanta Dujszebajewa mieli godzinę na odrobienie trzech bramek strat, to teraz zostało im 30 minut na zniwelowanie pięciu goli.

Gonimy, gonimy i nic z tego

Druga połowa rozpoczęła się tak samo niefortunnie jak pierwsza, od bramek gości, którzy jednak nagle zgubili pomysł na mecz, podając wicemistrzom Polski tlen. Na tablicy pojawił się więc pierwszy remis, a za moment - po rzucie karnym Piotra Jarosiewicza - Kielczanie objęli dwubramkowe prowadzenie. Emocje rosły z każdą sekundą, a po rzucie Arstema Karaleka na 14 minut przed końcem straty zostały skasowane i dwumecz zaczynał się od nowa. Ale co tam, po rzucie Theo Monara w 51 minucie wicemistrzowie Polski byli 4 bramki na plusie i w najlepszej ósemce Europy!

Nerwy były jednak do samego końca. Na 2,5 minuty przed końcem na ławkę kar powędrowali razem Karalek i Marin Jelinić. Niestety, Michał Olejniczak oddał piłkę rywalom w ataku i Bodo trafił, a za chwilę Mikler znakomicie zatrzymał Daniela Dujszebajewa, przechylając szalę wygranej na węgierską stronę.

Zbigniew Cieńciała

◼ Industria Kielce – OTP Bank-PICK Szeged 32:32 (17:19)

KIELCE: Ferlin, Morawski - Jędraszczyk, Olejniczak 1, Sićko 8, A. Dujszebajew 2, Kounkoud, Maqueda 3, Moryto 2, D. Dujszebajew 4, Karalek 2, Vlah, Rogulski, Monar 1, Jarosiewicz 3/3, Nahi 6. Kary: 6 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.

SZEGED: Mikler, Thulin - Smarasson 4, Bodo 3, Fazekasz, Jelinić 5, Sostarić 5/4, Banhidi 2, Karalasz (CZK, 52 min - gradacja kar), Toto 2, Nikolić, Kukić 6, Garciandia 3, Mackovsek, Rod 2, Szilagyi. Kary: 10 min. Trener Michael APELGREN.

Sędziowali: Mads Hansen i Jesper Madsen (Dania). Widzów 4200.

Przebieg meczu: 0:4 (3), 3:4 (7), 4:7 (9), 6:8 (10), 8:9 (13), 9:12 (18), 12:14 (22), 13:17 (27), 15:17 (28), 17:19 (30), 17:20 (31), 22:20 (38), 24:22 (42), 26:23 (46), 26:25 (48), 29:25 (51), 30:26 (53), 31:27 (55), 31:28 (57), 31:29 (59), 32:32 (60); pierwszy mecz 23:26; awans - Szeged, który w 1/4 finału zagra z Magdeburgiem (29 kwietnia, 6 maja).

POD SZATNIĄ

Alex DUJSZEBAJEW: - W pierwszych 20 minutach zrobiliśmy to, co musieliśmy zrobić. Odrobiliśmy straty. Niestety, w ostatnich minutach zabrakło nam zimnych głów. Daliśmy z siebie wszystko. Były chęci, ogromne zaangażowanie, nie wytrzymaliśmy jednak ciśnienia. Po sześciu tygodniach przerwy nie grałem najlepiej, ale chciałem pomóc zespołowi.

Artsem KARALEK: - Kiedy mieliśmy piłkę na plus 5, nie trafiliśmy do siatki i zniszczyliśmy końcówkę. Cisną się na usta niecenzuralne słowa... Ciężko się było przebić przez węgierską obronę, gdzie każdy zawodnik miał dwa metry wzrostu. 25 minut drugiej połowy pięknie wyglądało. Nasza obrona działała jak trzeba, bramki rzucaliśmy z głową,ale końcówka nam nie wyszła.

◼ HBC Nantes - GOG Gudme 40:28 (21:20); pierwszy mecz 34:33; awans - Nantes, które w 1/4 finału zagra z Barceloną  (29 kwietnia, 6 maja).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się