Zabrakło tylko gola
Borussii Dortmund udało się zremisować z Fluminense, które na boisku wyglądało lepiej od niemieckiej drużyny.
Dortmundczycy nie stanowili wielkiego zagrożenia pod brazylijską bramką. Fot. PAP / EPA
Do wtorku trzy brazylijskie zespoły nie przegrały meczu w Klubowych Mistrzostwach Świata. Palmeiras bezbramkowo zremisowało z FC Porto, Botafogo pokonało 2:1 Seattle Sounders, a Flamengo wygrało 2:0 z Esperance Tunis. Fluminense z całą pewnością nie chciało być gorsze od rodaków. Nie da się jednak ukryć, że przed zespołem trenera Renato Gaucho, który pracuje w klubie od kwietnia, stało bardzo trudne zadanie. Mierzył się bowiem z Borussią Dortmund, czwartym zespołem Bundesligi poprzedniego sezonu, który w 2024 roku grał w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt (przegrał 0:2). Faworyt wydawał się więc oczywisty.
Fluminense to jednak bardzo doświadczony zespół. W wyjściowej jedenastce szkoleniowiec nie postawił na żadną wschodzącą gwiazdę południowoamerykańskiego futbolu. Wystarczy wspomnieć, że w środku obrony zagrał 40-letni Thiago Silva, który przed laty był fenomenalnym defensorem w Milanie, PSG czy Chelsea, gdzie grał do 2024 roku. Ponadto między słupkami stanął 44-letni Fabio. Najmłodszy w zespole był pomocnik Martinelli, który skończy w październiku 24 lata. Był on nielicznym wyjątkiem pośród piłkarzy po trzydziestce lub zbliżających się do trójki z przodu. Renato Gaucho chciał czerpać z doświadczenia swoich podopiecznych i ten plan przynosił korzyści.
Przede wszystkim Fluminense nie dało się zdominować przyjezdnym z Niemiec. Borussia może utrzymywała się częściej przy piłce, ale to zawodnicy z Brazylii mieli więcej okazji na gola. To oni nie bali się wchodzić w pojedynki, dryblować i strzelać. Tak było w pierwszej, ale też w drugiej połowie. Ekipie zwycięzców Copa Libertadores z 2023 roku brakowało jedynie gola. Nie można było przyczepić się do sposobu gry, bo jej styl był widowiskowy, nie można było odmówić jej również zaangażowania. Piłkarze Fluminense nie byli jednak skuteczni. Przeszkadzał im też w tym bramkarz Gregor Kobel, który momentami bronił jak natchniony. Pomimo że na początku drugiej części spotkania narzekał na ból po starciu rywalem, i tak z obowiązków wywiązywał się perfekcyjnie. Tylko dzięki niemu BVB utrzymało czyste konto. A jako że podopieczni Niko Kovaca nie byli w stanie strzelić gola, spotkanie zakończyło się remisem.
W barwach Borussii zadebiutował Jobe Bellingham. 19-latek oficjalnie tydzień temu zamienił Sunderland na Dortmund. Bellingham to nazwisko dobrze znane w środowisku BVB. Do 2023 roku Jude, brat Jobe’a, grał w drużynie z Zagłębia Ruhry. To właśnie tam się rozwinął i wyruszył w świat. Teraz jest jedną z najważniejszych postaci w Realu Madryt. Z kolei młodszy z braci zagrał w starciu z Fluminense od 59 minuty. Zastąpił na boisku Pascala Grossa, ale nie miał jednak zbyt wielu okazji do zaprezentowania umiejętności.
Kacper Janoszka
◼ Fluminense – Borussia Dortmund 0:0
