Zabrakło sił

Legia świetnie zaczęła rywalizację z AEK Larnaka, ale z czasem zaczęła zwalniać.

Mileta Rajović zdobył premierowego gola, ale Legia i tak odpadła z walki o Ligę Europy. Fot. PAP/Leszek Szymański

LIGA EUROPY

Po nieco ponad kwadransie meczu z AEK-iem kibice Legii mogli być niemal pewni, że ich ulubieńcy odrobią trzybramkową stratę przywiezioną z Cypru. Gdy na listę strzelców wpisali się Jean-Pierre Nsame, a następnie Mileta Rajović, wydawało się, że Wojskowi zmierzają w kierunku awansu do Ligi Europy. Byli rozpędzeni, zmotywowani, dominowali nad przeciwnikami. Kolejny strzelony gol miał być właściwie tylko kwestią czasu, jednak podopieczni Edwarda Iordanescu już bramkarza rywali nie pokonali. Po zmianie stron sami stracili gola i przyjezdni z Cypru mogli zacząć świętować. W rywalizacji nic nie zmieniła nawet czerwona kartka, którą Jeremie Gnali zobaczył w 72 minucie. Legia po zmianie stron wyglądała zupełnie inaczej niż przed przerwą. I to pokrywało się z tym, co widzieliśmy w Larnace. Na wyjeździe Wojskowi nieźle zagrali w pierwszej połowie, a w drugiej zostali wypunktowani przez rywali.

- W drugiej połowie straciliśmy energię. Rozegraliśmy dwa razy więcej meczów niż przeciwnicy. Oni mieli cały tydzień na przygotowania, my tylko dwa dni. Statystyki z drugiej połowy pokazują, że brakowało nam sił – tłumaczył Edward Iordanescu.

- Jesteśmy nieszczęśliwi, bo wierzyliśmy w ten cud. Musieliśmy zdobyć cztery bramki, żeby awansować. Wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie to zrobić. Zmieniliśmy strukturę i formację. Nie jestem fanem takich zmian, a mieliśmy tylko 1,5 dnia na przygotowania. Mimo to zawodnicy zrozumieli założenia. W środku pola wystąpili zawodnicy, którzy ostatnio tam nie grali. Chcieliśmy zacząć intensywnie, z dwoma napastnikami. Wszystko szło zgodnie z planem – zdobyliśmy dwie bramki i mieliśmy szansę na 3:0. Gdyby udało się ją wykorzystać, wszystko mogło potoczyć się inaczej. Moglibyśmy wprowadzić zamieszanie w szeregi rywala – powiedział po ostatnim gwizdku szkoleniowiec Legii, który zadowolony może być jedynie z tego, że wciąż w bardzo dobrej formie jest Nsame, a dodatkowo pierwszego gola po przeprowadzce do Warszawy zdobył Rajović. Teraz napastnicy będą musieli wykazać się w rywalizacji w Lidze Konferencji ze szkockim Hibernianem, który w dwumeczu pokonał Partizan Belgrad.

Kacper Janoszka

◼ Legia Warszawa – AEK Larnaka 2:1 (2:0). Pierwszy mecz 1:4. Awans AEK.

1:0 – Nsame (11), 2:0 – Rajović (16), 2:1 – Ivanović (52)

LEGIA: Tobiasz – Ziółkowski, Jędrzejczyk (79. Szkurin), Kapuadi – Wszołek, Biczachczjan (71. Stojanović), Augustyniak, Morishita (71. Urbański), Vinagre (79. Reca) – Nsame, Rajović (61. Alfarela). Trener Edward IORDANESCU.

AEK: Alomerović – Ekpolo, Roberge, A. Garcia (90+7. D. Henriques), Gnali – Pons, Milicević, Gustavo – Ivanović (86. J. Suarez), Angielski (71. Cabrera), Chacon (86. Miramon). Trener Imano IDIAKEZ.

Sędziował Andris Treimanis (Łotwa). Widzów 23673. Żółte kartki: Jędrzejczyk, Vinagre, Tobiasz, Augustyniak – Roberge, Gnali, Milicević, Chacon, Ivanović. Czerwona kartka Gnali (72. druga żółta).


Dwa wzmocnienia

Legia Warszawa wciąż jest aktywna na rynku transferowym. Kilka godzin przed meczem z AEK ogłosiła transfer 18-krotnego reprezentanta Polski, Damiana Szymańskiego. 30-letni środkowy pomocnik po ponad sześciu latach przerwy wraca do Polski. Zimą 2019 roku przeniósł się z Wisły Płock do Achmatu Grozny. Następnie trafił do AEK Ateny i po pięciu latach z powrotem trafił na Mazowsze, tym razem do Wojskowych. 

Dzień po meczu z Larnaką Legia potwierdziła zaś  sprowadzenie Henrique Arreiola. To 20-letni Portugalczyk występujący na pozycji defensywnego pomocnika, który przechodził przez kolejne szczeble akademii lizbońskiego Sportingu. W poprzednim sezonie grał głównie w rezerwach, reprezentował zespół w młodzieżowej Lidze Mistrzów, a w pierwszej drużynie zagrał trzy mecze w lidze. Na przełomie 2024 i 2025 roku grał w reprezentacji U-20 swojego kraju, w której wystąpił sześciokrotnie. Legia podpisała z nim czteroletni kontrakt.