Za plecami hegemonów
Szczypiorniści Wybrzeża Gdańsk liczyli na pierwszą czwórkę, a sezon zakończyli z brązowym medalem.
Reprezentacyjny rozgrywający Tomasz Gębala (na drugim planie) zrobił różnicę w „małym finale” z Ostrovią. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN
Rekordowa frekwencja 6753 kibiców na meczu Superligi w gdańskiej Ergo Arenie - poprzedni wynosił 5467 widzów - stworzyła niesamowitą atmosferę podczas drugiego i jak się okazało decydującego spotkania o brązowy medal. W walce o najniższy stopień podium miejscowe Wybrzeże okazało się lepsze – gra toczyła się do dwóch wygranych - od Rebudu KPR-u Ostrovii Ostrów Wielkopolski. Tym samym klub znad morza po 25 latach wrócił na „pudło” krajowych rozgrywek; w 2001 roku sięgnął po ostatni z dziesięciu tytułów.
Specjaliści od karnych
Już przed rokiem podopieczni trenera Patryka Rombla byli blisko strefy medalowej. W ćwierćfinale stoczyli trzy bardzo zacięte pojedynki z Ostrovią, ale musieli przełknąć gorycz porażki. Do kolejnego sezonu Gdańszczanie podeszli więc ze zdwojoną energią i już na starcie rozgrywek ograli po rzutach karnych przeciwników z... Ostrowa Wielkopolskiego. W wygrywaniu w ten sposób Wybrzeże zdążyło się wyspecjalizować, o czym Biało-czerwoni przekonali się także w pierwszym meczu „małego finału”. Później przyszła porażka z Industrią Kielce, a następnie seria siedmiu wygranych. Młody zespół z Gdańska zyskał sporo pewności i umacniał się za plecami hegemonów z Płocka i Kielc. Nie bał się mówić o ambicjach, sięgających europejskich pucharów. Dobrze zorganizowana obrona, szybkie skrzydła w osobach bramkostrzelnych Mikołaja Czaplińskiego i Filipa Michałowicza, stanowiły główne atuty dobrze naoliwionej maszyny, a do tego doszedł najgłośniejszy transfer sezonu.
Wartość Gębali
Na grę w Gdańsku dał się bowiem namówić reprezentant Polski Tomasz Gębala, który latem rozstał się z Industrią Kielce. Lewy rozgrywający, specjalizujący się w grze obronnej, tyle co zakończył występy w lidze kuwejckiej i egipskiej. - To dla nas cenny nabytek. Głośne nazwisko na rynku i jeden z najbardziej rozpoznawalnych oraz najlepszych polskich zawodników ostatnich lat. To kolejny sygnał, że się rozwijamy i podążamy w dobrym kierunku. Liczę na jego doświadczenie – zarówno reprezentacyjne, jak i zdobyte na najwyższym poziomie klubowym, m.in. w Lidze Mistrzów. To na pewno duże wzmocnienie – zapowiadał bardzo zadowolony Jacek Pauba, prezes Wybrzeża, które długo utrzymywało 3. lokatę, ale w rundzie rewanżowej przegrało kilka meczów z czołową ósemką, trwoniąc przewagę. Na finiszu sezonu zasadniczego wyprzedziła je - a jakże - Ostrovia.
Pucharowy blask srebra
Ale w 1/8 finału Pucharu Polski podopieczni trenera Rombla odeszli od zasady bardzo zaciętych starć z drużyną z Ostrowa Wielkopolskiego, wygrywając na jej terenie 39:29. W następnej rundzie zdobyli Kwidzyn, a w półfinale ograli Netland MKS Kalisz i w meczu o trofeum zmierzyli się z mistrzem Polski, Orlenem Wisłą Płock. Gdańszczanie zagrali ambitnie. Przez 2/3 meczu trzymali się blisko faworyzowanego rywala. Przegrali 25:31, ale na ich szyjach zawisły srebrne medale. – Myślę, że możemy być bardzo dumni, że nie oddaliśmy tego meczu i przez długi czas mieliśmy realną szansę na zwycięstwo. Nie chcemy kończyć spotkań z faworytami już przed ich rozpoczęciem. Zawsze chcemy się im postawić, bo takimi pojedynkami zyskujemy dużo doświadczenia i uczymy się gry na wysokim poziomie. Dzieli nas duża różnica budżetowa, ale dystans nadrabiamy treningami i pasją. Rywale mają światowej klasy zawodników, więc jest to trudne zadanie, ale krok po kroku pokazujemy, że idziemy w dobrą stronę i może kiedyś ich dogonimy – powiedział Mikołaj Czapliński, najskuteczniejszy gracz Wybrzeża, który w międzyczasie zaliczył świetny występ w reprezentacji, w pierwszym spotkaniu eliminacji mistrzostw świata przeciwko Austrii. Polacy wygrali dwumecz i w styczniu pojadą na mundial do Niemiec. Najpewniej z „Czapą” w składzie.
Stłamszona Ostrovia
Korsarze mocno zaszli za skórę ustępującemu mistrzowi, skoro rozjuszeni Nafciarze sprawili im łomot w półfinale Orlen Superligi, wygrywając 32:21 i 38:18. Różnica między czołową dwójką a resztą stawki dalej jest duża, ale z tej bolesnej lekcji Gdańszczanie wyciągnęli wiele pozytywnych wniosków i odpowiednio nastrojeni przystąpili do walki o medal. W 3mk Arenie w Ostrowie Wielkopolskim prowadzili, potem gonili wynik, by finalnie wygrać wojnę nerwów w rzutach karnych. Do rewanżu u siebie wyszli naładowani pozytywną energią i to było widać od początku, bo Ostrovia została stłamszona. To nie było tak wyrównane spotkanie, jak pierwsze, a od drugiej połowy Gdańszczanie już tylko odskakiwali rywalom. Upragniony medal przypieczętowali na swoich warunkach i marzenie o europejskich pucharach stało się rzeczywistością. - Nie da się opisać naszej radości – cieszył się... odchodzący z klubu MVP finałowego spotkania, Maciej Papina. - Pokazaliśmy wielki charakter i serce do gry, ale super robotę wykonał nasz sztab z trenerem Patrykiem Romblem na czele. Przekazali nam wszystko, co gra drużyna z Ostrowa. Nakreślili najlepszą taktykę, a myśmy po prostu wyszli na boisko i wykonali zalecenia. Liczyliśmy na pierwszą czwórkę, a mamy brąz mistrzostw Polski i srebroPucharu Polski!
Zbigniew Cieńciała
