Za dużo u nas krystalicznych piłkarzy

Rozmowa z Markiem Koźmińskim, byłym reprezentantem, „srebrnym” z igrzysk w Barcelonie, byłym wiceprezesem PZPN (cz. I)

Trzech stoperów Biało-czerwonych, ale tylko jeden – zdaniem Marka Koźmińskiego - twardziel... Od lewej: Przemysław Wiśniewski, Jan Bednarek, Jakub Kiwior, Fot. Marcin Karczewski / Press Focus

Zacznijmy rozmowę o kadrze od... końca. Polska młodzieżówka zagra na igrzyskach w 2028 roku?

- Mamy szansę. Ale droga jest trudna i daleka, bo sam awans do finałów mistrzostw Europy nie wystarczy. Jesteśmy na dobrej drodze do Los Angeles, ale... pan wie, że u nas, Polaków, od zachwytów do zrzucania w otchłań jest bardzo niedaleko.

To prawda... Zapytałem oczywiście o naszą młodzież, bo za cztery lata to ona powinna stanowić trzon drużyny walczącej o udział w mundialu. Może znów ktoś rzuci hasło: „Zmieniamy szyld i jedziemy dalej”?

- Oby się nie znalazł! Tamto zdanie, 34 lata temu, było wynikiem euforii po naszym olimpijskim sukcesie. Niepotrzebne było. Gdybyśmy dziś rozmawiali o tamtych medalistach olimpijskich, rozmawialibyśmy w zupełnie innym tonie, prawda? Zakładam, że z tej obecnej młodzieżówki, za parę lat w pierwszej reprezentacji zadomowi się może czterech, może pięciu piłkarzy. I będą uzupełnieniem tego, co mamy teraz.

No właśnie: a co mamy teraz?

- Mamy drużynę, która przegrała awans na mundial po naprawdę dobrym meczu. Ja wiem, że jak się przegrywa, to się tak nie powinno mówić. Ale my naprawdę zagraliśmy dobry mecz i przegraliśmy z naprawdę dobrym rywalem. I mamy w tej drużynie najpewniej tylko jedno nazwisko, którego zapewne za te trzy-cztery lata już w niej nie będzie. Nie mam na myśli Grosickiego ani Bereszyńskiego, którzy w tej obecnej ekipie byli jedynie „z potrzeby chwili”. Myślę wyłącznie o Robercie. No bo „Zielek” jeszcze jest w kwiecie wieku i spokojnie kilka lat pograć może.

Jak nie będzie Roberta, będzie kłopot z przodu.

- Owszem, na ten moment brakuje nam kogoś, o kim z czystym sumieniem powiedziałbym, że będzie następcą „Lewego”. Nie mamy też na pewno lewego obrońcy, nie mamy defensywnego pomocnika. Natomiast jeżeli chodzi o boki pomocy i o pomoc ofensywną, to tutaj przyszłość rysuje się w pozytywnym kontekście.

A bramkarza mamy?

- Jestem pewien, że przyszłością naszej reprezentacji jest na tej pozycji Kamil Grabara. Gra w klubie i lidze na solidnym europejskim poziomie. A że wśród potencjalnych konkurentów mamy okres trochę ogórkowy, wyobrażam sobie, że będzie grał od dechy do dechy. Bo dużo udanych interwencji miał w meczach z Albanią i Szwecją. Owszem, w Solnej w końcówce może wprowadził piłkę do gry zbyt pochopnie, zbyt euforycznie. No ale było 2:2, a my chcieliśmy wygrać, atakowaliśmy.

Zabrakło doświadczenia na tym poziomie?

- A gdzie je miał zdobywać? Gdybyśmy z nim robili wcześniej jakieś przyszłościowe ruchy, zabrali może na mistrzostwa świata lub Europy, miałby w tej sytuacji więcej spokoju? No ale nie pojechał na wielki turniej, bo się krzywo uśmiechnął do trenera. Na pewno w tym przypadku straciliśmy dużo czasu w sytuacji, w której następuje zmiana pokoleniowa. Musimy ten stracony czas gonić.

A czy my w tej pokoleniowej zmianie jesteśmy już gotowi sposób myślenia Jana Urbana o piłce? Na grę na wskroś ofensywną: możemy stracić bramkę, bo na pewno strzelimy o jedną więcej?

- Z jednej strony tak, bo mamy więcej zawodników ofensywnych o naprawdę dużej jakości. Z drugiej - gra defensywna zespołu pozostawia bardzo dużo do życzenia. To nie jest tylko kwestia trzech naszych obrońców, którzy występowali w takim czy innym zestawieniu osobowym. Mieliśmy w meczu ze Szwecją prawdziwego wojownika, Przemka Wiśniewskiego. Janek Bednarek to jest krystaliczny obrońca: ładny do oglądania, natomiast to nie jest twardziel. No i jeszcze bardziej krystaliczny, jeszcze mniej twardy jest Kiwior. Dlatego ta drużyna, jeżeli ma być drużyną konkretną, wygrywającą, potrzebuje co najmniej jednego piłkarza – niekoniecznie obrońcy! - który będzie bardziej destrukcyjny, będzie jeszcze twardszym wojownikiem niż Wiśniewski.

Kamil Glik przychodzi na myśl...

- Bardzo by nam się przydał! Nie wiem, czy w młodzieżówce, i w młodszych pokoleniach jest taki chłopak – to musi być pomocnik albo obrońca - który, jak to w piłce mówią, „zameldowałby się” w ważnym momencie meczu. Pamięta pan kadrę Nawałki? Glika, Pazdana, Krychowiaka? Gdybyśmy mieli któregoś z nich we wtorek w Solnej, to byśmy remis dowieźli do dogrywki. Tu wybili piłkę, tam sfaulowali... Tego zabrakło. A wracając do pańskiego poprzedniego pytania czy refleksji: wielki futbol to nie jest strzelenie jednej bramki więcej od rywala. To jest stracenie jednej mniej niż przeciwnik. Wielkie imprezy wygrywają drużyny najtwardsze w obronie. A o naszych obrońcach już mówiłem... I to nie jest krytyka Janka Urbana. On dziś nie ma takich ludzi, którzy by mu gwarantowali żelazną obronę i grę czwórką w defensywie – bo wiem, że wolałby to rozwiązanie. Więc gra tym, co ma i postawił na formę przekalibrowania drużyny, wykorzystania naszych atutów w grze do przodu. Zarówno z Albanią, jak i Szwecją my nasze bramki wypracowaliśmy. A z drugiej strony – nie tyle podarowaliśmy gole rywalom, co się do nich przyczyniliśmy. Przez nasz mental, niestety.

To znaczy?

- Nicola Zalewski nie jest obrońcą, nie ma predyspozycji i nawyków obronnych. Odpuścił piłkę w sytuacji poprzedzającej drugą bramkę, choć wystarczyło przebiec 5-7 metrów, być pierwszym przy niej i spokojnie pozwolić jej wyjść na aut. No i druga bolesna sytuacja: zachowanie Kiwiora przed utratą trzeciej bramki. Dał się ograć przeciwnikowi, który na niego „najeżdżał” nie na pełnej szybkości, ale w miejscu. To się może zdarzyć, bo to jest część gry; ale gdy się zdarzy, walczę dalej. A on został ograny i stanął. Mentalność!

W tamtej sytuacji mieliśmy jeszcze nieporozumienie między nim a Oskarem Pietuszewskim. Kiwior nawet w pewnym momencie rozłożył ręce, zaskoczony biernością kolegi.

- Pietuszewski to osobny rozdział, zaraz do niego wrócę. Natomiast zachowanie Kiwiora było dla mnie nieakceptowalne. Nawet jak rywal mnie minie, dalej próbuję walczyć; przeszkadzam mu, jestem w grze, a on stanął. A Pietuszewski – i ten drugi młody, co grał z Albanią...

Filip Rózga...

- Tak jest, Rózga... Zwłaszcza w przypadku Oskara opinia publiczna się pławiła w euforii: „Mamy piłkarza na wieki”. A proszę mi powiedzieć, co oni na tym boisku zrobili? No? To ja panu powiem: wiatru dużo. Kilka ładnych akcji indywidualnych Pietuszewskiego, ale skończonych niczym. Żadnym dośrodkowaniem, które doszło. Miał jedno obiecujące, ale zostało przecięte. I nic więcej. Za to w pierwszym meczu stracił piłkę na 30. metrze i poszła z tego kontra. A w drugim dostał trochę bezsensowną kartkę zaraz po wejściu. Owszem, to jest przyszłość; obydwaj zresztą, ale – wbrew waszej dziennikarskiej ocenie – to jeszcze nie ten rozmiar kapelusza! Ktoś powie: „Podoba mi się, bo podejmuje ryzyko na murawie”. Jakie ryzyko? To jest ryzyko dla naszej drużyny! Brawo, że gra bez kompleksów w Porto. Tylko... z kim to Porto gra na co dzień w lidze? Z drużynami, które są pięć razy słabsze! To samo zastrzeżenie dotyczy wspominanych już Kiwiora i Bednarka.

Co tydzień „clickbaitowo” zbierają „ochy” i „achy” w internecie...

- A czy widział pan w tych dwóch meczach kadry choć jedno wejście w ich wykonaniu takie twarde, faulem? Nie? Więc nie da się tak grać na poziomie reprezentacyjnym. I trzeba szukać innych kandydatów. Takich, którzy dołożą do ich „eleganckiej” gry więcej agresji.

Agresję dokłada wspomniany Wiśniewski.

- Była w jego grze, owszem. On nadawał pewien rytm tej naszej walce. Jakby go nie było w tym meczu, zdecydowanie gorzej byśmy wyglądali wynikowo. Bo ten chłopak z Arsenalu by nas rozjechał. Na dziesięć pojedynków z Gyokeresem dziewięć wygrał „Wiśnia”, choć tę najważniejszą bitwę – bo oni się tam faktycznie wręcz bili, mało w tym było piłki – przegrał. Ale nie można powiedzieć, że to jego bramka. Natomiast oczekuję od Wiśniewskiego stabilizacji, bo na razie jest bardzo chimerycznym zawodnikiem, z ogromnymi wahaniami formy. Jeżeli on ma mi zagrać jeden mecz taki jak teraz, albo ten z Holandią w Rotterdamie, a cztery źle – albo nawet piętnaście, wliczając ekstraklasę – to nie jest to pewniak do reprezentacji.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Druga część rozmowy z Markiem Koźmińskim – w kolejnym wydaniu „Sportu”.

Marek Koźmiński. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się