Z przyjemnością zapraszamy

Rozmowa Ivo Vavrą, trenerem Ruchu Chorzów

Anastazja Bondarenko to bardzo ważne ogniwo chorzowskiego beniaminka. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

W sobotę (18.00) do Chorzowa zawita mistrz Polski, a także liderujący bez straty punktu zdobywca Pucharu i Superpucharu Polski. Jakie są nastroje u beniaminka przed starciem z Zagłębiem Lubin?

- Czeka nas starcie z bardzo mocnym przeciwnikiem. To w końcu mistrz Polski, jednak do każdego meczu podchodzimy tak samo. Na pewno nie jesteśmy faworytem, lecz jesteśmy zespołem, który może sprawić niespodziankę. Jeżeli będziemy odpowiednio zmotywowani i przygotowani, to możemy zagrać niezły mecz.

Tak naprawdę jeszcze w żadnym meczu tego sezonu nie byliście faworytem...

- Zgadza się, ale jak wygraliśmy z Piotrkowem i Koszalinem, to nastawienie mediów oraz kibiców do nas diametralnie się zmieniło. Jesteśmy postrzegani nie jako beniaminek, tylko ograny ligowiec. Uczulam dziewczęta, by się nie dały wciągnąć w takie dywagacje. Nadal jesteśmy beniaminkiem, wiemy z kim będziemy grać w sobotę. Podejdziemy do meczu z podniesionymi głowami, bez strachu, nastawiając się na walkę o jak najlepszy wynik.

Co wiecie o rywalkach?

- To bardzo fajnie poukładany zespół. Na każdej pozycji ma po dwie bardzo dobre zawodniczki, ale każda z nich gra inaczej, więc analiza takiej ekipy jest bardzo ciężka. Moje dziewczęta dopiero się uczą takiej analizy. Będzie to jednak dla nas duża satysfakcja zmierzyć się z drużyną, która od kilku sezonów dominuje w kraju, rywalizuje w europejskich pucharach. Jeżeli dziewczyny zaufają mojej pracy, to będzie OK.

W jakiej formie jest Anastazja Bondarenko, która otrzymała zaskakujące powołanie i pod koniec zeszłego tygodnia zagrała w reprezentacji Ukrainy przeciwko Polsce B?

- Jest oczywiście zmęczona. Powiem szczerze, że powołanie dostała bardzo późno, w niedobrym dla nas terminie. Ale jest dobrze przygotowana do sezonu, jest silna, więc wytrzyma natłok meczów. Pozytywne natomiast jest to, że teraz jest to dziewczyna mocniejsza mentalnie. Już rozmawia po polsku, fajnie się dogaduje z koleżankami, więc jej jakość gry i forma idą do góry.

W ostatnich tygodniach „Benia” solidnie się wypromowała. Jej forma i przede wszystkim skuteczność wystrzeliły jak z katapulty. Za występ z Koszalinem, w którym zdobyła 15 bramek, została szczypiornistką kolejki...

- Jest inną zawodniczką, ale dużo z nią pracowałem. Jak przyjechała do Polski, była cicha, skryta, małomówna. Miała duże rozterki, bo pochodzi z Charkowa, gdzie zaczęła się wojna. Ciężko jej było, to młoda dziewczyna, jej rodzina tam została. Po roku Anastazja bardzo się zmieniła. To teraz bardzo ważna zawodniczka dla naszej grupy. Gra po męsku, jest przygotowana, żeby występować nie tylko na rozegraniu, ale też na skrzydle. Jej niedawne powołanie do kadry to duża nobilitacja dla niej i dla klubu, bo kiedy Ruch miał reprezentantkę? Chyba dość dawno. Dla „Beni” to również nagroda za ciężką pracę, jaką wykonuje na treningach. Oczywiście, że jest to prestiż dla niej, ale - jak już wspomniałem - także dla klubu, dla miasta i dla mnie.

Za to w Zagłębiu aż roi się od reprezentantek nie tylko Polski, ale i Brazylii, Argentyny, a nawet egzotycznej dla nas Nowej Gwinei.

- Dlatego cieszymy się na fajne granie. Jak pracowałem w Czechach, to ze Spartą czy Slavią Praga wszyscy chcieli rywalizować, bo to zawsze była przyjemność i można jeszcze było zebrać doświadczenie, nauczyć się czegoś od mocnych rywali i sprawdzić się na ich tle. Jeżeli uda nam się zawalczyć z Lubinem, zagrać jak równy z równym z mistrzyniami Polski, to może to tylko wzmocnić motywację do dalszej pracy. Korzystajmy więc z tego, bo powoli budujemy w Chorzowie fajny zespół.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała


Ivo Vavra