Z pozytywną energią

Rozmowa ze Sławomirem Szmalem, prezesem Związku Piłki Ręcznej w Polsce

Wkrótce przed Biało-czerwonymi finały mistrzostw Europy. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Jak wyglądały pana pierwsze dni po wyborze na prezesa? Od czego pan zaczął pracę w związku?

– Od zebrania zarządu, wyboru dwóch wiceprezesów. Teraz zajmuję się głównie przygotowaniami do przyszłorocznych mistrzostw świata do lat 21 mężczyzn. Bardzo mi zależy, żeby ten prestiżowy turniej w naszym kraju był zorganizowany na jak najwyższym poziomie. Poza tym zajmujemy się przygotowaniami do najbliższych, towarzyskich meczów obu reprezentacji, które będą etapami ich przygotowań do udziału we wkrótce rozpoczynających się mistrzostwach Europy kobiet (w grupie mamy Francję, Portugalię i Hiszpanię – dop. red.) oraz do styczniowych mistrzostw świata panów (naszymi grupowymi rywalami będą Niemcy, Czesi i Szwajcarzy – dop. red.). Byłem także na meczach reprezentacji młodzieżowej. Mocno zajmuje mnie codzienna praca w biurze – faktury czy układanie planów finansowych na przyszły rok. Pracy mam więc sporo, ale jestem naładowany pozytywną energią.

Rozliczenia z poprzednimi władzami zostały już dokonane?

– Jeszcze nie, wkrótce zostanie przeprowadzony audyt. Ale jest już zupełnie nowy zarząd, nowe prezydium, nowa rada trenerów, która już miała pierwsze spotkanie. Uważam, że musimy rozmawiać ze wszystkimi, ale jednocześnie trzymać się swojej koncepcji. Jak ktoś widzi wady w tym, co robimy i coś, co trzeba poprawić, to naturalnie będziemy poprawiać. Jeśli jednak stwierdzimy, że idziemy w dobrą stronę, to na niektóre uwagi nie będziemy reagować.

To daje nadzieję, że nowe „rozdanie” wreszcie coś zmieni w związku i w rodzimej piłce ręcznej.

– Jestem przekonany, że tak się właśnie stanie.

Bogdan Wenta panu pogratulował i po wyborach udał się do domu. Czy zgłosił chęć współpracy?

– Po zjeździe nie miałem z nim kontaktu. Poza tym opozycji nie traktowałem jak przeciwników. Każdy z nas trzech starających się o prezesurę – także Bogdan i Damian Drobik – przekonywaliśmy delegatów, by zagłosowali na jednego z nas, ewentualnie na nasze propozycje zarządu. Nie jestem negatywnie nastawiony do osób o odmiennym zdaniu. Na szczęście żyjemy w takim kraju, gdzie decyduje demokracja. Dlatego powinniśmy stawiać na najlepszych, wybierać najlepsze pomysły i po prostu je realizować.

Czym była spowodowana dość zaskakująca dymisja trenera kadry młodzieżowej, Rafała Bernackiego?

– Dla młodzieżowej reprezentacji Polski wspomniane wcześniej mistrzostwa świata to bardzo ważna impreza. Najważniejsza w dotychczasowej karierze tych zawodników i najważniejsza w przyszłym roku dla federacji. Rafał Bernacki jest bardzo dobrym trenerem, ale ważne jest to, byśmy patrzyli na wyniki. Uważam, że trener, który przez długi okres prowadzi daną grupę wiekową, wykorzystuje cały warsztat i potencjał, w pewnym momencie powinien już mieć wyniki. Tych jednak nie było i stąd zmiana (kadrę młodzieżową przejął Bartosz Jurecki – dop. red.). To są trudne decyzje, ale niestety czasami trzeba je podejmować.

Na jakim etapie są strategiczne dla funkcjonowania dyscypliny rozmowy z Orlenem?

– Współpraca z Ministerstwem Sportu i Turystyki oraz z Orlenem, czyli z dwoma najważniejszymi sponsorami ZPRP, jest w tej chwili bezdyskusyjnie najważniejsza. Od ich przebiegu zależeć będzie, czy będziemy mieli finanse na realizację planów, które przygotowaliśmy na przyszły rok. Jestem już po pierwszych spotkaniach z władzami Orlenu i w trakcie pisania wniosku o wsparcie finansowe. Mam nadzieję, że te rozmowy skończą się pozytywnie jeszcze w tym roku.

A do zapowiadanego spotkania z ministrem Sławomirem Nitrasem już doszło?

– Jeszcze nie. Dostaliśmy informację z ministerstwa, że mamy czekać na wyznaczony przez nie termin. Wtedy się spotkamy i będziemy rozmawiać.

Inni sponsorzy pojawiają się na horyzoncie?

– Podpisaliśmy pierwszą umowę z Biedronką, która będzie dostarczać wodę dla reprezentacji i Szkół Mistrzostwa Sportowego. Mam nadzieję, że to dopiero pierwszy krok w tej współpracy, bo to największa sieć handlowa w Polsce, a my mamy jeszcze duży margines, jeśli chodzi o promocję.

Za nami mecze męskiej reprezentacji z Izraelem i Rumunią w eliminacjach Euro 2026. Jak pan odebrał grę i wyniki kadry?

– Oczywiście oczekiwałbym dużo lepszej gry. Przede wszystkim w pierwszym meczu z Izraelem w Olsztynie nie była ona taka, jakiej byśmy sobie życzyli. Gdyby jednak mnie ktoś zapytał przed tym dwumeczem, czy biorę trzy punkty, to odpowiedziałbym: owszem, biorę trzy punkty, choć wolałbym, by były zdobyte odwrotnie – za zwycięstwo z Izraelem u siebie i remis z Rumunią na wyjeździe. Muszę jednak stwierdzić, że wygrana w Buzau jest bardzo cenna.

Czego pan oczekuje przed dwoma najważniejszymi turniejami obu reprezentacji?

– Najpierw chciałbym uspokoić wszystkich, bo w środowisku pojawiły się plotki o zmianie trenera kadry kobiet, Arne Senstada. Chciałem podkreślić, że nie było takiego tematu, ani rozmów o jego ewentualnym następcy. Po ubiegłorocznych mistrzostwach świata związek podjął decyzję o przedłużeniu jego umowy do zakończenia tegorocznych mistrzostw Europy, a ściślej mówiąc – do stycznia włącznie. Najpierw więc się te mistrzostwa odbędą – z naszym udziałem i trenera Senstada – a później poprosimy o szczegółowy raport i będziemy oceniać. Poza tym ze współpracy z Norwegiem zadowolone są zawodniczki, które na ten moment nie wyobrażają sobie zmiany na tym stanowisku. Podobnie jest z męską reprezentacją. Trafiła do trudnej grupy, ale bardzo nam zależy, by z niej wyszła i uplasowała się wyżej niż w poprzednich latach. I po tym turnieju również nastąpi ocena kadry i selekcjonera.

Co w najbliższej przyszłości przed prezesem? Idą święta, ale długiego świętowania raczej nie będzie...

– Na pewno nie. Przed nami kongres EHF-u, na który pojedziemy jako nowe władze ZPRP. Kongres będzie poświęcony kolejnym imprezom, których mamy być współorganizatorem. Starając się o tak duże imprezy, powinniśmy mieć jakieś wymagania. Chociażby to, by nasi sędziowie byli brani pod uwagę podczas tych imprez, by znaleźli się gronie par prowadzących mecze podczas tych turniejów. Rozmawiałem na ten temat z Joanną Brehmer i sugerowałem nowej przewodniczącej Kolegium Sędziów, żeby iść w tym kierunku.

Przejęliśmy od Rosji organizację kobiecych mistrzostw Europy w 2026 roku. Jaka będzie nasza rola w tym wydarzeniu?

– Jest pięć krajów organizatorów: Polska, Słowacja, Czechy, Rumunia i Turcja. Każdy otrzyma po dwie grupy. U nas mecze rozgrywane będą w Katowicach, z których jest całkiem blisko do naszych południowych sąsiadów. Runda zasadnicza oraz zmagania o medale również odbędą się w Katowicach, a konkretnie w Spodku.

Pana bliscy pogodzili się, że męża i ojca było mało w domu w trakcie kariery zawodniczej, a teraz prezes Szmal jest jeszcze mniej obecny?

– Na razie tak. Wyjeżdżam do pracy wczesnym rankiem, a wracam późnym wieczorem. Ale uprzedzałem małżonkę, że jak zostanę wybrany, to tak właśnie będzie.

Była symboliczna lampka wina i toast za powodzenie w nowej pracy, o czym pan wspominał zaraz po wyborach i potem przystąpił pan do roboty?

Tak, do roboty dla dobra kochanej piłki ręcznej.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała


Sławomir Szmal