Z odbezpieczonym karabinem
Rozmowa z Michałem Kubisztalem, szkoleniowcem Sośnicy Gliwice
Trener Michał Kubisztal wykorzystuje każdą chwilę, żeby przekazać wiedzę swoim podopiecznym. Fot. FB/SPR Sośnica Gliwice
Inauguracja sezonu z Galiczanką Lwów - mówiąc delikatnie - kompletnie wam nie wyszła. Co było powodem porażki 29:37, skoro towarzyszył wam - jak się wydawało - umiarkowany optymizm?
- Do Biłgoraja pojechaliśmy w dniu meczu i na parkiet wyszliśmy prosto z autokaru, co obiło się na naszej grze. Zanim się rozruszaliśmy, złapaliśmy rytm, mieliśmy już 7 w plecy. Udało się nam się dopaść rywalki na 4 trafienia, mieliśmy jedną, drugą piłkę na 3, ale nie trafiliśmy, pozwalając im wrócić do poprzedniej przewagi, uwierzyć w siebie i nas dobić.
Czy po takim spotkaniu można powiedzieć coś pozytywnego?
- Przeanalizowaliśmy je, a teraz wiemy, jak ważny jest dla nas sobotni (18.00 - przyp. red.) mecz z Kaliszem. Wyjdziemy i będziemy walczyć. To mogę obiecać, tyle nam zostało, ale czy to wystarczy do zdobycia punktów? Chcę wierzyć, że tak.
Wszystkie dziewczęta będą do pańskiej dyspozycji?
- Rozgrywająca Sandra Guziewicz poszła w środę do Elbląga.
To kolejna ucieczka z Gliwic. Będzie pan miał kim grać w sobotę? Może pan wybiegnie na parkiet?
- Stale jestem w ruchu i trenuję. Wychodzę na zajęcia i gram z dziewczynami, by przećwiczyć jedną czy drugą zagrywkę taktyczną. Na szczęście jest paru ludzi, którzy zaczynają rozumieć, co się u nas dzieje. Próbujemy to razem poukładać i trochę nam się poprawiło, ponieważ na kontach pojawiła się wypłata.
Tymczasem Szczypiorno Kalisz to przeciwnik, z którym trzeba zwyciężyć za wszelką cenę, zwłaszcza u siebie.
- Jeśli chcemy realnie myśleć o utrzymaniu, to takie mecze musimy wygrywać. W normalnych okolicznościach nawet sekundy bym się nad tym nie zastanawiał. Ale nie okłamujmy się - wciąż mamy problemy. W tym tygodniu było jednak widać, że dziewczyny złapały oddech, inaczej podchodziły do pracy, bo otrzymały pieniądze. Dla mnie to duży plus.
Minusem jest, że kurczy wam się kadra...
- No tak, jest nas coraz mniej, możliwości rotacji są ograniczone, dziewczyny to widzą. Oczywiście, możemy opowiadać różne historie i mówić jak swego trener Tałant Dujszebajew: „dopóki jest nas siedmiu, wychodzimy na parkiet i walczymy”, odnosząc się do plagi kontuzji w Industrii Kielce. Tylko że inaczej jest, gdy ma się w składzie Vlaha, Wolfa, Olejniczaka i inne gwiazdy.
Ale mimo kłopotów wyjdziecie walczyć na całego o komplet punktów?
- Powtórzę - wiemy o co walczymy, wiemy, że to jest jeden z meczów, których nie mamy prawa przegrać. Ewentualna porażka już po dwóch kolejkach ustawi nas pod ścianą z odbezpieczonym karabinem. Patrząc czysto realnie, będziemy mieli minus 9 punktów, a wtedy - już na starcie sezonu - zrobi się dla Sośnicy mega niebezpiecznie.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
