Z myślą o igrzyskach
Rozmowa z Martyną Czyrniańską, przyjmującą siatkarskiej reprezentacji Polski
Martyna Czyrniańska od kilku lat jest podporą naszej kadry. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
W niedawnym sparingu z Ukrainą wygrałyście pewnie, choć miałyście kilka słabych momentów. Na przykład w pierwszym secie z 16:12 zrobiło się 16:19. Co się stało?
– Grałyśmy tego seta faktycznie bardzo długo, ale najważniejsze, że udało się go wygrać. We wspomnianym fragmencie po prostu się zdekoncentrowałyśmy. Niestety, popełniłyśmy mnóstwo prostych błędów. Troszkę brakło komunikacji i dokładnego przyjęcia. To pokazuje, że mamy jeszcze nad czym pracować. Ale do rozpoczęcia mistrzostw świata mamy jeszcze kilka treningów i sparingi z Japonią. Mam nadzieję, że przed mundialem dopracujemy wszystkie elementy.
Mimo że od początku sezonu reprezentacyjnego trener Stefano Lavarini stawia na sprawdzone zawodniczki i nie robi zbyt wielu zmian, cały czas mówi się o dopracowywaniu szczegółów. Co zatem jeszcze trzeba dopracować?
– Oj, jest wiele rzeczy, bo nie zdobywamy złota na każdym turnieju jak Włoszki czy nasza drużyna siatkarzy. Oczywiście, cieszymy się, że co pewien czas wpadnie medal, ale mamy chrapkę na więcej. Musimy każdy element dopracować do perfekcji. Zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że nie jest możliwe wyeliminowanie wszystkich błędów, bo jesteśmy ludźmi, więc te będą się pojawiać. Ale możemy grać jeszcze lepszą siatkówkę. Powinnyśmy być pewniejsze, grać z mniejszą nerwowością. Po prostu musimy wychodzić na parkiet z większą pewnością siebie, nawet jeśli po drugiej stronie będą Włoszki, które z nami zawsze będą faworytkami.
Ze swojej gry możecie być dumne. W Lidze Narodów zdobyłyście przecież trzy brązowe medale z rzędu. To oznacza, że należycie do światowej czołówki.
– W poprzednim roku pokazałyśmy, że pierwszy medal nie był przypadkiem i ten wysoki poziom teraz utrzymałyśmy. Zawsze jest jednak ochota na więcej. Chcemy chociaż srebra, żeby ten półfinał wreszcie przejść, żeby w końcu się to udało. Mam nadzieję, że wydarzy się to jak najszybciej. Będziemy ciężko pracować, by się to wydarzyło, bo samo nie przyjdzie.
Przed wami mistrzostwa świata, ale tak naprawdę imprezą docelową są igrzyska olimpijskie w Los Angeles 2028 roku. Myślicie już o tych zawodach?
– Zaczęłyśmy nowy cykl olimpijski i oczywiście, myślimy o nich. Pracujemy z myślą o starcie w Los Angeles. Stąd też tegoroczne roszady w kadrze, bo pojawiło się trochę kontuzji, a część dziewczyn chciała zadbać o zdrowie, jak na przykład Monika Fedusio czy Dominika Pierzchała. Priorytety trochę się zmieniły, bo zdrowie jest bardzo ważne. Kiedy o nie zadbać jak nie teraz, na początku cyklu olimpijskiego? Każda z dziewczyn chce się wykurować i być w pełnej gotowości na docelową imprezę, czyli igrzyska olimpijskie.
W Tajlandii 22 sierpnia rozpoczynają się mistrzostwa świata. Dla pani ten kraj jest szczęśliwy.
– To prawda. W Tajlandii byłam w ubiegłym roku i zdobyłyśmy brąz Ligi Narodów. Wtedy jednak cały turniej odbywał się tylko w Bangkoku.
Teraz zaczynacie grę na Phuket. Będzie okazja zobaczenia czegoś nowego.
– Bardzo bym chciała, ale tak naprawdę nie ma na to szans. Zwiedzanie to nie dla nas. Czasami zdarza się, że po ostatnim dniu turnieju mamy dzień wolnego lub wylot jest wieczorem i wtedy można zaszaleć, ale to zdarza się rzadko. Każda z nas raczej skupia się na meczach, by zaprezentować się jak najlepiej i nie dekoncentrować się niczym innym. Zwykle podczas pobytu widzimy lotnisko, hotel, halę i autokar. To wszystko.
W ćwierćfinale mistrzostw świata prawdopodobnie traficie na Włoszki, z którymi przegrałyście półfinał dwóch ostatnich edycji Ligi Narodów. Jak je pokonać?
– Powiem o tym, jeśli to zrobimy. Teraz nie ma co o tym gadać, bo jeszcze usłyszą i…
(mic)
