Z Monte Cassino pod brytyjskie kosze

Pierwszymi powojennymi mistrzami Anglii i Walii w koszykówce byli... Polacy!

Karpatczycy po zdobyciu tytułu na Wyspach Brytyjskich. Fot. „Dziennik Polski”

HISTORIA BASKETU

Po zakończeniu II wojny światowej tysiące żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, zamiast powrócić do rządzonej przez komunistów ojczyzny, trafiło na Wyspy Brytyjskie. Choć rzeczywistość PKPR (Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia) wymuszała na nich szukanie oparcia w życiu cywilnym i często ciężką pracę fizyczną, polscy weterani nie porzucili swoich przedwojennych pasji. Najbardziej spektakularnym tego przykładem stała się drużyna koszykarska Carpathians.

Drużyna pełna asów

Trzon zespołu stanowili żołnierze 3. Dywizji Strzelców Karpackich, którzy jeszcze niedawno walczyli pod Monte Cassino. Nie byli to jednak nowicjusze – w składzie Karpatczyków znaleźli się przedwojenni mistrzowie Polski i reprezentanci kraju.

Jednym z liderów drużyny był Zenon Różycki, zawodnik KPW Poznań, wielokrotny reprezentant Polski, uczestnik igrzysk olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. W 1939 roku walczył w szeregach 14. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty, a po dostaniu się do niewoli resztę wojny spędził w Oflagu VII A w Murnau. Mimo trudnych obozowych warunków nie porzucił sportowej pasji i współorganizował rozgrywki koszykarskie wśród współwięźniów. W kwietniu 1945 roku, po wyzwoleniu obozu przez Aliantów, Różycki trafił do Polskich Sił Zbrojnych.

Olimpijczykiem z Berlina był też Andrzej Pluciński, zawodnik Cracovii i krótko katowickiej Pogoni. Z kolei Jerzy Gregołajtys przed wojną w barwach Polonii Warszawa zdobywał wielokrotnie medale krajowych rozgrywek, uczestniczył też w mistrzostwach Europy w 1939 roku. Ten uczestnik wojny obronnej 1939 służył w 21 pułku piechoty „Dzieci Warszawy”. Wzięty do niewoli, przebywał w oflagu XI B w Brunszwiku, a od 1941 w oflagu II C w Woldenbergu, angażował się w jenieckie życie sportowe. Po zakończeniu II wojny światowej pozostał na emigracji, mieszkał w Wielkiej Brytanii.

Marsz po złoto pogromców US Navy

Zaraz po wojnie, w sezonie 1946/47, Karpatczycy stali się prawdziwą sensacją w Wielkiej Brytanii. W kraju, w którym koszykówka dopiero raczkowała i szukała swojej drogi do profesjonalizmu, Polacy prezentowali poziom nieosiągalny dla lokalnych drużyn.

„Koszykarze Carpathians stanowią zgrany, ufający sobie nawzajem zespół. Nikt do nikogo nie ma pretensji, nawet w momentach niepowodzenia! Koszykówkę wszyscy – bez wyjątku – uprawiają z zamiłowania” – donosił wydawany w Londynie „Dziennik Polski”.

Ich marsz po mistrzostwo Londynu był pasmem miażdżących zwycięstw: pokonali stołeczny zespół YMCA (55:31), w półfinale rozbili silną amerykańską ekipę US Navy (46:20), wreszcie w finale zdemolowali Politechnikę Londyńską wynikiem 68:26, a duet Różycki-Pawlak zdobył aż 58 punktów.

Potem w Birmingham rozegrano finał ligi. Rywalami Polaków byli Birmingham Dolobran. „Cała drużyna wyjechała na mecz do Birmingham po niedospanej nocy – pociągiem. Na miejscu żadnych taksówek, żadnych przyjęć. Tramwaj, piesze spacery, dwa bardzo skromne posiłki. A więc warunki, które normalnie usprawiedliwiają drużynę w tym, że... źle grała. Karpatczycy grali znakomicie. Lepiej niż kiedykolwiek! Do tego powrót znowu koleją tego samego dnia i znowu noc niedospana!” – pisał „Dziennik Polski”. Decydujący o złocie mecz Karpatczycy wygrali 48:25.

Paszporty dla Polaków?

Forma Polaków była tak wysoka, że w brytyjskiej prasie sportowej zaczęły pojawiać się sensacyjne propozycje. Anglicy, których własna reprezentacja zajmowała ostatnie miejsca w europejskich rankingach, poważnie rozważali zwerbowanie całego polskiego zespołu. Sugerowano, by Karpatczycy – po przyjęciu brytyjskiego obywatelstwa – wystąpili w barwach Wielkiej Brytanii na nadchodzących igrzyskach w Londynie w 1948 roku. Pisano wprost: „Polacy mogą ratować honor koszykówki brytyjskiej”.

Choć polscy publicyści (jak Witold Szeremeta) studzili ten entuzjazm, wytykając, że polscy gracze są już „wysłużeni wiekiem”, to przyznawali jednocześnie, że wojenna szkoła życia wyrobiła w nich unikalną cechę: błyskawiczną orientację i koordynację, której brytyjskim „narybkom” brakowało.

Ostatecznie nic z tych planów nie wyszło, Polacy pozostali ze swoimi paszportami. Trzeba jednak dodać, że ich realny wpływ na lokalny sport był nie do przecenienia. Poprzez udział w turniejach, mecze pokazowe z Amerykanami i szkolenie młodzieży w polonijnych ośrodkach, weterani 2. Korpusu kładli fundamenty pod dyscyplinę, która dziś na Wyspach przyciąga tysiące kibiców.

Piotr Płatek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się