Z ławeczki w Wilkowyjach
Kolejny wychowanek Sebastiana Idczaka wypłynął na głębokie wody.
Niedziela należała do 17-letniego wychowanka GKS-u! Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
GKS TYCHY
Tymoteusz Ryguła swoim golem w Siedlcach zapisał się w historii tyskiego GKS-u. Trafienie juniora, który 31 maja obchodzić będzie 18. urodziny, zapewniło bowiem Trójkolorowym przerwanie trwającej 234 dni fatalnej serii spotkań bez zwycięstwa.
Ryguła potwierdził regułę
Wychowanek akademii, mieszkaniec graniczącej z Mikołowem dzielnicy Tychów, jest kolejnym dowodem na to, że w tym regionie rodzą się piłkarskie talenty, a ich obróbką już dwunasty sezon zajmuje się szkolący młodzież Sebastian Idczak. Przez jego ręce przeszli między innymi Jakub Kiwior, Kacper Duda i Daniel Skiba, którzy jeszcze przed debiutem w pierwszym zespole odeszli do innych klubów, a także: Aleksander i Jan Biegańscy, Paweł Florek, Mateusz Grzybek, Dawid Kasprzyk, Krzysztof Machowski, Marcel Misztal, Dominik Połap, Michał Staniucha czy Nikolas Wróblewski, którzy zadebiutowali na ligowych boiskach w koszulce z trójkolorowym trójkątem na piersi. – To nie jest tylko i wyłącznie moja zasługa – skromnie rozpoczął swoją wypowiedź wychowawca grupy piłkarzy, którzy grając w GKS-ie Tychy mogliby go wywindować na dużo wyższą pozycję niż ostatnie miejsce w I lidze. – Do Tymka mogę się przyznawać od momentu, gdy na sezon 2023/24 roku dołączył do drużyny grającej w Centralnej Lidze Juniorów U-17.
Młodszy od większości
Sebastian Idczak pamięta każdy ważny moment z piłkarskiej przygody świeżo upieczonego bohatera tyskiego pierwszoligowca. - Był młodszy od większości rywali i kolegów z drużyny, ale warunkami fizycznymi na pewno im nie ustępował i wiosną 2024 temu wywalczył sobie miejsce w zespole. Zadebiutował 17 marca w wyjazdowym meczu z Pogonią, z którą wygraliśmy 1:0, a pierwszego gola strzelił 6 kwietnia w wygranym u nas 3:0 meczu z Lechią Zielona Góra. Na początku ustawialiśmy go na lewym skrzydle, a później pełnił rolę „dziesiątki”. Po tej debiutanckiej rundzie w kolejnym sezonie „Ryguł” już w roli lidera drużyny rozegrał 26 spotkań i strzelił 6 goli – opisał Idczak.
„Dziesiątka” bardzo przydatna
Na początku obecnego sezonu Tymoteusz Ryguła występował w juniorskiej drużynie GKS-u, grającej w I Lidze Wojewódzkiej A1, czyli do lat 19. Jesienią, borykając się z urazem, zaprezentował się w 8 meczach, zdobywając 3 bramki, ale to wystarczyło, żeby 4 listopada zawarł swój pierwszy profesjonalny kontrakt, a od 4 lutego wszedł do kadry I-ligowego zespołu.
– Już jesienią trenował z pierwszym zespołem – dodał Sebastian Idczak. – Zimę znowu rozpoczął z nami, ale od momentu, w którym został włączony do kadry wyjeżdżającej na zgrupowanie do Turcji, „przeprowadził się” już do szatni seniorów. Byłem spokojny o to, że nie potraktuje tego wyróżnienia jako osiągnięcia celu, bo to jest ambitny i zdyscyplinowany chłopak. Wie, czego chce, choć czasem wiek juniora daje o sobie znać. Fajne jest to, że czuje więź z GKS-em, bo choć miał oferty z innych klubów, to nie chciał nigdzie odchodzić. Jego atutem jest ciąg na bramkę i jako „dziesiątka” – chociaż poprawił grę tyłem do kierunku gry – może się zespołowi przydać. Ma też dobre warunki fizyczne, bo jest wysoki i silny, więc nawet z I-ligowymi doświadczonymi obrońcami radzi sobie w starciach, a przecież wskoczył do seniorskiej piłki prosto z juniorów, bo u nas nie ma zespołu rezerw. Graliśmy jednak sparingi z seniorami i tam przechodził etap wejścia do rywalizacji z dorosłymi. W szatni nie jest typem dowódcy. Raczej spokojnie podchodzi do wszystkiego i słucha. Widać te wartości wyniesione z rodzinnego domu w Wilkowyjach, bo mieszka właśnie w tej dzielnicy Tychów.
Zeszła i weszła
Rozmawiając z trenerem, który wprowadzał Tymoteusza Rygułę do pierwszej drużyny, nie mogliśmy nie zapytać o to, jak oceni techniczną wartość strzału, który dał GKS-owi Tychy tak długo oczekiwane zwycięstwo.
– „Ryguł” ma w swoim arsenale soczyste uderzenie, ale niekiedy wydaje się, że strzela niechlujnie. Jeżeli jednak piłka wpada do siatki, technika schodzi na dalszy plan. W Siedlcach trzeba go pochwalić za dobrą decyzję, bo nie próbował przyjmować czy przekładać, tylko uderzył. O takich bramkach mówi się „zeszła i weszła”. Mądrze się zachował – nie wiem, czy tak miał rozrysowane – bo w momencie dośrodkowania nie poszedł w tłok, tylko poczekał na odbitą piłkę i okazało się, że miał nosa. I super! Zobaczymy, jak to dalej się potoczy, ale na pewno i dla niego, i dla naszej akademii jest to ważny gol. Oby przełomowy okazał się także dla naszego klubu – zakończył Sebastian Idczak.
Jerzy Dusik
