Z dołu do góry, z góry na dół

Olbrzymich emocji dostarczył mecz w Starowicach Dolnych, gdzie kawał serca i zdrowia musiała zostawić ekipa Łukasza Piszczka.

Widok uradowanych goczałkowiczan nie wymaga komentarza... Fot. Facebook/Moje wielkie mecze

Kameralny stadion wypełnił się do ostatniego miejsca. Nic dziwnego - miejscowy LZS wracał do 3. ligi i na przywitanie podejmował ograny już na tym poziomie zespół z Goczałkowic. Wzrok większości obserwatorów był oczywiście zwrócony na Łukasza Piszczka. Wybitny reprezentant Polski nie ma najmniejszego zamiaru kończyć bogatej i pełnej sukcesów kariery, a jego rola w klubie jest coraz większa. Do tej pory asystował trenerowi Przemysławowi Gomółce, ale jako doradca zarządu, na którego czele stoi jego ojciec Kazimierz, doradził, że przejmie obowiązki pierwszego szkoleniowca, na co szef klubu wyraził zgodę. Piszczek i Gomółka zamienili się więc rolami, ale ten pierwszy, mimo 40 lat na karku, nadal czuje się na siłach, by dowodzić zespołem z murawy, a ten drugi kieruje drużyną z ławki. Od tego sezonu ekipa z Goczałkowic nie jest już LKS-em, tylko KS-em Panattoni, co oznacza, że klub z uzdrowiskowej miejscowości pozyskał tytularnego sponsora. W kadrze zaszło trochę zmian, ale jej trzon pozostał i to było widać podczas spotkania inaugurującego sezon.

Nim zabrzmiał pierwszy gwizdek, gospodarze odebrali upominki z okazji powrotu do 3. ligi oraz życzenia, by byli w niej dłużej niż rok. Zwykle takie oficjałki potrafią rozkojarzyć, wybić z rytmu, ale miejscowych to nie dotyczyło. Rozpoczęli ze sporym animuszem, chcąc zepchnąć przeciwników do głębokiej defensywy. W efekcie już w 10 minucie w dobrej sytuacji znalazł się Julian Trochanowski i uderzeniem po rykoszecie zaskoczył debiutującego w bramce Goczałów, Kacpra Wieczorkiewicza. Gdyby tego było mało, ostro potraktowany Krzysztof Kiklaisz nabawił się kontuzji, osłabiając siłę ofensywną przyjezdnych. Publiczność nie ustawała w dopingu, lecz w 30 minucie zamilkły, bo piłkę do siatki - po dośrodkowaniu Piszczka z rzutu rożnego - skierował Mateusz Bąk. Strata gola rozjuszyła miejscowych. Jednego z nich nieprzepisowo powstrzymał Kamil Komandera, za co zobaczył drugą żółtą kartkę. To zdarzenie zmusiło goczałkowicki sztab do korekty w taktyce na drugą połowę. Nim zawodnicy ją pojęli, gospodarze skwapliwie wykorzystali liczebną przewagę i w 55 minucie po raz drugi wyszli na prowadzenie. Nie zraziło to rywali, których konsekwentne dążenie do wyrównania przyniosło efekt w 83 minucie. Remis - za zagranie ręką - z rzutu karnego zapewnił im Kacper Będzieszak. Mecz... zaczął się od nowa i toczył pod dyktando gości. O tym, że Goczały walczą do końca potwierdziło się w... 97 minucie. Dośrodkowana z rzutu wolnego przez Piszczka piłka trafiła wprost na głowę rezerwowego Dominika Zięby, a następnie do siatki. Sędzia już nie wznawiał gry, co wywołało olbrzymią radość w goczałkowickim obozie. Były tańce, wspólne śpiewy i pamiątkowe zdjęcia. Najbardziej rozradowany był na ich Piszczek. Cichy bohater spotkania wiele w karierze przeżył, ale sobotnią przejażdżką kolejką górską z pewnością zapamięta na długo.

(mha)

◼  LZS Starowice Dolne - KS Panattoni Goczałkowice 2:3 (1:1)

1:0 - Trochanowski, 10 min, 1:1 - Bąk, 30 min, 2:1 - Sluga, 55 min, 2:2 - Będzieszak, 83 min (karny), 2:3 - Zięba, 90+8 min

STAROWICE DOLNE: Kapica - Górkiewicz (62. Campelo), Trepczyński, Paszkowski, Hrybow, Roguła (46. Kowalczyk) - Skowron (79. Dychus), Trochanowski, Wróbel, Gojko (62. Jasiński) - Sluga (70. Gruszecki). Trener Jakub REIL.

GOCZAŁKOWICE: Wieczorkiewicz - Piszczek, Będzieszak, Bąk (66. Zięba) - Flasz (46. Płonka), Gajda, Wuwer, Komandera - Fidziukiewicz (46. Rostkowski), Kiklaisz (19. Żagiel), Maroszek (66. Mendrela). Trener Łukasz PISZCZEK.

Sędziował Maciej Dudek (Żagań). Widzów 300.

Żółte kartki: Trochanowski, Kapica, Trepczyński, Campelo - Flasz, Komandera, Płonka, czerwona Komandera (41, druga żółta).