Z dna na szczyt
W 2025 roku Szwedzi byli w rozsypce, przegrywali mecz za meczem, teraz szykują się do najważniejszej sportowej imprezy na świecie.
Czy Szwedzi tak będą się cieszyć na amerykańskim mundialu? Z nr 7 Lucas Bergvall. Fot. fifa.com
SZWECJA
Choć w czerwcu zeszłego roku Skandynawowie wygrali dwa mecze sparingowe z Węgrami w Budapeszcie 2:0 i z Algierią u siebie 4:3, to w jesiennych eliminacjach MŚ byli chłopcem do bicia. W grupie B ze Szwajcarią, Kosowem i Słowenią zdobyli ledwie dwa punkty, strzelili cztery bramki, a stracili 12. Nie mieliby szans na awans, gdyby nie Liga Narodów. Zagrali jako jeden z wygranych w Dywizji ledwie C. W meczach o MŚ ograli Ukrainę oraz Polskę i po raz trzynasty w dziejach zagrają z najlepszymi. Fakt, że do tego doszło, to przede wszystkim zasługa angielskiego trenera Graham Pottera, który przejął w październiku kompletnie rozbity zespół po Duńczyku Jonie-Dahlu Tomassonie (były napastnik Feyenoordu i Milanu). Pod jego wodzą Żółto-niebiescy rozegrali ledwie cztery mecze, z których dwa wygrali, te najważniejsze w marcowych barażach, w tym niestety z nami.
Jak to możliwe, że w parę miesięcy udało się odbudować wszystko od zera? – Byliśmy na dnie. Kiedy spotkaliśmy się przed decydującymi grami, to powiedzieliśmy sobie, że teraz jedyna droga to już ta w górę. Udało nam się zjednoczyć na te decydujące mecze w barażach. Zdolność trenera Pottera do mobilizacji w krytycznym momencie była kluczowa. Na początku zgrupowania miał dla nas niespodziankę, pokazując filmy naszych krewnych, dziewczyn, żon i dzieci, życzących nam wszystkiego najlepszego. Daje to perspektywę. Bardzo miło było zobaczyć krewnych innych zawodników, a oczywiście także własnych – mówi z uśmiechem Gustaf Lagerbielke, środkowy obrońca portugalskiej Bragi, który w meczu z Polską w Sztokholmie zdobył bramkę na 2:1 po błędzie Kamila Grabary. Dla 26-latka było to drugie trafienie w kadrze w dziewiątym spotkaniu.
Co teraz w rywalizacji kolejno z Tunezją, Holandią i Japonią? - Naszym pierwszym celem jest oczywiście przejść fazę grupową. Mamy trudną grupę z trzema świetnymi drużynami z różnych części świata. Chcemy znaleźć się w strefie pucharowej, a potem... nigdy nie wiadomo. Może i nie mamy za wiele do zaoferowania jeżeli chodzi o posiadanie piłki, ale nie o to przecieżchodzi. Biegamy dla siebie, walczymy, a w najważniejszych momentach wychodzimy z przodu z gwiazdorską jakością, mając w kadrze takich piłkarzy jak Gyokeres, Elanga, Isak – mówi w rozmowie z serwisem FIFA.com Lagerbielke.
(zich)
