Z całym szacunkiem dla pana Piszczka
TRYBUNA KIBICA – GKS Tychy
Napisałbym, że komedia pomyłek trwa, ale nikomu w gronie kibiców GKS-u Tychy nie jest przecież do śmiechu.
Nasza drużyna po fatalnej serii spotkań bez zwycięstwa znalazła się w strefie spadkowej. Wprawdzie ma tyle samo punktów, co plasująca się na 16. pozycji Stal Mielec, ale przegraliśmy na swoim boisku mecz z tym zespołem, z którym 50 lat temu walczyliśmy o mistrzostwo Polski. Możemy się oczywiście pocieszać, że po 15 kolejkach mamy lepszą różnicę bramek niż mielczanie, ale między minus 11 a minus 12 tak naprawdę nie ma różnicy.
W dodatku, wbrew temu, co mówił pełniący obowiązki prezesa klubu Max Kothny, Artur Skowronek nie dotrwał do przerwy na potrzeby reprezentacji i tydzień przed upłynięciem terminu ultimatum otrzymał wilczy bilet. Teoretycznie włodarze klubu mieli sporo czasu na szukanie zastępcy, bo gdy się stawia żądania, nawet z wielką wiarą czekając na wypełnienie warunków, to trzeba mieć też plan B. Zmarnowali jednak ten czas i po zwolnieniu trenera i jego asystenta zespół pozostał bez dowódcy.
W medialnych przeciekach pojawił sięŁukasz Piszczek jako kandydat na trenera Trójkolorowych, a w komentarzach przeczytałem, że „to by było coś”. Z całym szacunkiem dla 66-krotnego reprezentanta Polski i z uznaniem dla jego piłkarskich osiągnięć – mistrzostwa Polski, dwóch mistrzostw Niemiec, trzech Pucharów Niemiec i występu w finale Ligi Mistrzów – 40-letni szkoleniowiec nie ma na razie żadnych argumentów, żeby mógł się jawić jako ratownik-wybawca.
Nie będę złośliwy i nie przypomnę w tym miejscu, jak się skończyła misja ratownicza Tomasza Hajty, który 10 lat temu przejął drużynę na 17. miejscu w tabeli I ligi. Hajto i Piszczek to dwaj zupełnie inni ludzie. Jednak goczałkowiczanin jako trener na razie ma tylko nieudane pół roku w roli asystenta w Borussii Dortmund i pracę w trzecioligowym zespole z Goczałkowic-Zdroju, który w Pucharze Polski przegrał 0:7 z Polonią Bytom. Jak na sytuację w tyskiej drużynie i pozycję w tabeli jego szkoleniowe CV u mnie nie budzi nadziei. No, chyba że ważniejszy jest marketing niż losy zespołu…
