Wzięli jak swoje
Miały być wielkie emocje, a skończyło się wielkim laniem. Warszawianie w Lublinie dokończyli dzieła i są w gronie czterech najlepszych drużyn w Europie!
Warszawianie w Lublinie "zatopili" mistrza Polski. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Przed rozpoczęciem „polskiego” ćwierćfinału na papierze więcej atutów mieli mistrzowie Polski z Lublina. Wygrali bardzo pewnie oba spotkania z PGE Projekt w PlusLidze, prezentowali też równiejszą formę. Nawet po pierwszym meczu w Warszawie - gospodarze wygrali 3:1 - szanse Lublinian były wyżej oceniane. Przede wszystkim grali przed własną publicznością, co miało ich ponieść do triumfu w „złotym” secie.
Rzeczywistość mocno się rozjechała z przedmeczowymi prognozami. Warszawianie zagrali znakomicie. By awansować do Final Four musieli wygrać dwa sety i sprawę załatwili w godzinę. Ich przewaga była ogromna. Wytrącili gospodarzom wszystkie argumenty.
Po pierwszych piłkach wydawało się jednak, że kibiców czekają wielkie emocje. Za sprawą potężnych zagrywek Wilfredo Leona Bogdanka LUK prowadziła 7:4. Przyjezdni szybko się jednak otrząsnęli i zaczęli dominować. Warszawianie świetnie czytali grę rywali, raz za razem stawiając skuteczny blok. Nie mogli go sforsować ani Mateusz Malinowski, ani Leon. Na wyższy poziom wskoczyli też Kevin Tillie i przede wszystkim Bartosz Bednorz. Ten drugi nie tylko „czyścił” wszystkie problemy w ataku, ale nie dał się złamać w przyjęciu zagrywki i jeszcze dokładał w serwisie. Po jego asie i kontrze Bartosza Gomułki PGE Projekt wygrywał 17:13. I nie wypuścił szansy z rąk.
Kolejny set przyniósł rozstrzygnięcie rywalizacji. Lublinianie nie mieli pomysłu na zatrzymanie rozpędzonych rywali. Byli dla nich tłem. Gaśli z każdą nieskończoną akcją. Z marazmu nie potrafił ich wydobyć nawet Leon. Reprezentant Polski w pojedynkę potrafi rozstrzygać spotkania, seryjnie zdobywając punkty z zagrywki. Tym razem mu nie szło. Zwykle trafiał w siatkę. A gdy już piłka przeszła na drugą stronę siatki, przyjmujący PGE Projektu wywiązywali się ze swoich obowiązków. Warszawianie drugą partię wygrali jeszcze pewniej i po raz pierwszy w historii awansowali do Final Four Ligi Mistrzów.
Od trzeciej odsłony na parkiecie oglądaliśmy rezerwowych. Lublinianie wygrali trzy kolejne partie, ale dla nich to było marne pocieszenie. Jedynym pozytywem dla Stephana Antigi, trenera Bogdanki LUK, była możliwość sprawdzenia Kewina Sasaka i Mikołaja Sawickiego.
(mic)
◼ Bogdanka LUK Lublin – PGE Projekt Warszawa 3:2 (21:25, 18:25, 25:22, 32:30, 15:12)
LUBLIN: Komenda (1), Henno (6), McCarthy (12), Malinowski (6), Leon (8), Grozdanow (3), Czyrek (libero) oraz Gyimah (5), Sawicki (6), Wachnik (4), Young (13), Hoss (libero), Prokopczuk (1), Sasak (14). Trener Stephane ANTIGA.
WARSZAWA: Firlej (2), Bednorz (11), Semeniuk (3), Gomułka (7), Tillie (8), Kochanowski (4), Wojtaszek (libero) oraz Kłos (5), Olenderek (libero), Koppers (13), Firszt (9), Weber (10), Kozłowski, Strulak (7). Trener Kamil NALEPKA.
Sędziowali: Igor Porvaznik (Słowacja) i Michaiło Medwid (Ukraina). Widzów 4190.
Przebieg meczuI: 9:10, 13:15, 15:20, 21:25.
II: 8:10, 11:15, 14:20, 18:25.
III: 10:9, 15:12, 20:16, 25:22.
IV: 10:6, 15:11, 18:20, 24:25, 30:29, 32:30.
V: 5:4, 10:8, 15:12.
Bohater – Kewin SASAK.
Pierwszy mecz 1:3. Awans PGE Projektu.
