Wyszarpany remis

W ligowym klasyku strzałów celnych było jak na lekarstwo, a ten decydujący o losach hitu padł... w 95 minucie!

Ostatnia akcja meczu Legia - Górnika. Gola na 1:1 zdobywa Paweł Bochniewicz (nr 4). Fot. Leszek Szymański/PAP

Trener Michal Gašparik  mocno namieszał w składzie prowadzonego przez siebie zespołu po wygranym półfinale Pucharu Polski z Zawiszą. W porównaniu z meczem w Bydgoszczy grało aż czterech nowych graczy: w obronie Michal Saček, Paweł Bochniewicz, a w pomocy - Ondrej Zmrzly. Ukrainiec Maksym Chłań to inny przypadek, bo w pucharowej grze pauzował za kartki. 

Bez celnego strzału…

Początek spotkania przy Łazienkowskiej był... niespecjalny. Dopiero w 24 minucie indywidualną efektowną akcję lewym skrzydłem przeprowadził Patryk Kun, ale Rafał Adamski główkował nad bramką. Legia miała przewagę, atakowała, ale dobrze grająca w ostatnim czasie defensywa górniczej jedenastki nie dawała się zaskoczyć. W dwóch pierwszych kwadransach nie widzieliśmy żadnego celnego strzału, natomiast aż dwie żółte kartki. Piłkarze się nie oszczędzali.

Po przerwie w siatkę, ale boczną, trafił w zamieszaniu podbramkowym Radovan Pankow. Zaraz potem była świetna indywidualna akcja Wojciecha Urbańskiego i strzał Damiana Szymańskiego. Gdyby nie interwencja Pawła Bochniewicza, to nie wiadomo, jak by się skończyło (rożny dla gospodarzy). Potem miała miejsce kolejna bardzo dobra interwencja środkowego obrońcy Górników, tym razem Rafała Janickiego. Po strzale Jurgena Elitima wygłówkował futbolówkę na kolejny korner. Legia atakowała, miała przewagę, ale dalej była nie tylko bez gola, ale i bez celnego strzału!  

Najpierw karny, potem główka

W drugiej części w ekipie z Zabrza w miejsce Sondre Lisetha w ataku zagrał dobrze spisujący się ostatnio Yvan Ikia Dimi. Niewiele jednak był w stanie zdziałać osamotniony na szpicy. W końcówce zaś pecha miał Janicki. Piłka po strzale rezerwowego Kacpra Urbańskiego trafiła w rękę obrońcy i po interwencji VAR-u prowadzący mecz Damian Kos wskazał na karnego, którego na bramkę zamienił Rafał Augustyniak. Był to pierwszy celny strzał w meczu, w 82 minucie!

Kiedy wydawało się, że wszystko jest rozstrzygnięte, sprawy w swoje ręce wziął rezerwowy Michał Rakoczy. Najpierw celnie przymierzył, a zaraz potem dośrodkował świetnie z rożnego na głowę Bochniewicza, który w piątej minucie doliczonego czasu, w ostatniej akcji, uratował cenny punkt dla Górników.

Michał Zichlarz

 OCENA MECZU ⭐ ⭐

◼ Legia Warszawa – Górnik Zabrze 1:1 (0:0)

1:0 – Augustyniak, 82 min (karny), 1:1 – Bochniewicz, 90+5 min (głową, asysta Rakoczy)

LEGIA: Hindrich 5 – Piątkowski 5, Augustyniak 6, Pankow 6 – Wszołek 5, Szymański 5 (85. Jędrzejczyk niesklas.), Elitim 5, W. Urbański 6 (67. K. Urbański 4), Kun 6 (85. Reca niesklas.) – Adamski 4, Rajović 4 (85. Krasniqi niesklas.). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Tobiasz, Nsame, Żewłakow, Kapustka, Kovačik.

GÓRNIK: Łubik 5 – Saček 5, Janicki 6, Bochniewicz 7, Janża 6 (85. Lukoszek niesklas.) – Chłań 5 (75. Massimo niesklas.), Hellebrand 5, Sadilek 5 (85. Rakoczy niesklas), Ambros 5 (63. Kubicki 3), Zmrzly 5 – Liseth 4 (46. Ikia Dimi 4). Trener Michal GAŠPARIK. Rezerwowi: Loska, Szcześniak, Olkowski, Josema, Sauer, Donio, Rupanow.

Sędziował Damian (Kos Wejherowo) – 5. Asystenci Bartosz Heinig i Dariusz Bohonos (obaj (Gdańsk). Czas gry - 98 min (47+51). Widzów 26635. Żółte kartki: Wszołek (26. faul), W. Urbański (61. faul), Szymański (67. faul), Rajović (80. niesport. zach.) – Sadilek (30. faul), Hellebrand (39. faul), Chłań (70. faul).  

 

MÓWIĄ LICZBY
LEGIA  GÓRNIK
43  posiadanie piłki  57
1  strzały celne 2
13  strzały niecelne  5
6  rzuty rożne 3
0  spalone  1
13  faule  10
4  żółte kartki  3

 

Oprawa dla Jacka Magiery

W minionej kolejce przed meczami minutą ciszy uczczono pamięć zmarłego w piątek Jacka Magiery. Wiadomo było, że przy Łazienkowskiej nie będzie inaczej. Drugi trener reprezentacji przez 9 lat z powodzeniem występował w warszawskim klubie, zdobywając z nim dwa mistrzostwa, puchar i Superpuchar. Jako trener także był mistrzem. „Panie Jacku, dziękujemy” - taką oprawę przygotowali szalikowcy. Piłkarze na murawę wyszli z kolei w koszulkach z napisem „Na zawsze w naszej pamięci”. – Piłka nożna zeszła na drugi plan. Ten mecz odbył się w cieniu tragedii. Odszedł duży autorytet i porządny człowiek, zasłużony dla Legii i całej polskiej piłki. W imieniu klubu składam wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich. Dziękuję kibicom, którzy godnie pożegnali Jacka. Prawdopodobnie patrzył z góry i może być dumny z tego, jak ludzie oddali mu przedostatni hołd – skomentował wszystko trener Marek Papszun.

Fot. PAP/Leszek Szymański

Piątka Czechów

Takiego meczu w polskiej ekstraklasie chyba jeszcze nie było! W wyjściowym składzie Zabrzan prawię połowę zawodników stanowili gracze zza południowej granicy: obrońcy Michal Saček i Ondrej Zmrzly i trójka środkowych pomocników - Patrik Hellebrand, Lukas Ambros i Lukas Sadilek. W podstawie Górników grało tylko trzech Polaków. W Legii – aż siedmiu.


GŁOS TRENERÓW

Michal GAŠPARIK: – Przez długi czas był to zamknięty mecz. Chcieliśmy rozgrywać i grać piłką, ale Legia stosowała wysoki pressing. Brakowało nam też jakości w ostatniej tercji. Potrzebujemy indywidualnych przebłysków. Walczyliśmy  jednak do końca, pokazaliśmy charakter i udało nam się wyrównać. Ten punkt jest dla nas bardzo ważny. Rozegraliśmy trzeci mecz w ciągu siedmiu dni. Ostatnio często mieszkaliśmy w hotelach, co było męczące.

Marek PAPSZUN: – Strzeliliśmy i straciliśmy bramkę po stałym fragmencie, więc bilans jest równy. Musimy uszanować ten punkt, choć okoliczności straty bramki są trudne do przyjęcia, bo to było ostatnie dotknięcie piłki w meczu. Jeszcze jest sześć kolejek, wciąż walczymy o utrzymanie, ale tabela jest tak płaska, że wygranie trzech meczów może zmienić nasze cele. Nie wygraliśmy, ale dobrze, że chociaż zremisowaliśmy. To nasze dziewiąte spotkanie bez porażki, choć mogliśmy wycisnąć z niego więcej.


_________________ 

Remis jest fair

Trzy pytania do Pawła Bochniewicza, obrońcy Górnika

1. Ostatnia akcja meczu i bramka. Jak to wyglądało z pana perspektywy?

– Mamy swoje schematy, wszystko wyszło idealnie. Atakowałem miejsce, w którym miałem być. „Raki” dorzucał, dał bardzo dobrą piłkę. Gdy leciała, to wiedziałem, że trafię głową. Finalnie nie wiedziałem, jak się skończy, ale byłem pewny, że dojdę. No i co? Bramka i remis!

2. Do tego momentu grał pan cztery razy przy Łazienkowskiej i zanotował cztery porażki. Teraz udało się zremisować, więc jest chyba powód do zadowolenia?

– Gdy wyjeżdżałem z Polski, Legia była zdecydowanie najlepszą drużyną w lidze. Po moim powrocie trochę się pozmieniało. Grało się teraz łatwiej niż poprzednio, choć tak szczerze, to mecz... był bardzo nudny. Taki do pierwszej bramki, po jakimś głupim faulu, stałym fragmencie czy przypadkowej ręce, jak miało to miejsce. Kibice na stadionie czy przed telewizorami nie byli chyba tym, co widzieli, podekscytowani.

3. Gdybyście przegrali, byłoby poczucie niedosytu?

– Było to spotkanie na remis. Tylko kwestia, w którą stronę to się przechyli. Była ręka nabita z metra, a tak to ani jedna, ani druga drużyny nie miały jakichś klarownych sytuacji, żeby zasłużyć na wygraną. Remis jest fair.   

Paweł Bochniewicz. Fot. gornikzabrze.pl 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się