Wystające... kości
Gdy to zobaczyłem, przeraziłem się - w taki sposób opisał swój uraz Jakub Bielecki, który ani myślał opuszczać boisko w Legnicy.
Teraz wszystko w naszych nogach i... rękach – mówi „Bielu” przed finiszem sezonu. Fot. Marta Badowska/PressFocus
RUCH CHORZÓW
Takiego „Biela” Niebiescy potrzebowali, bo odkąd Ruch awansował do ekstraklasy w 2023 roku, między jego słupkami nie było pewności i stabilizacji – czy teraz to się zmieni?
Parada kolejki
W ekstraklasie trenerzy korzystali aż z czterech golkiperów - Jakuba Bieleckiego, Michała Buchalika, Krzysztofa Kamińskiego i Dantego Stipicy. Po spadku zaczął Jakub Szymański, potem przyszedł Martin Turk, a zimą... wrócił „Bielu”, który przez pół roku pozostawał bez klubu. Z jego dyspozycją było jednak różnie, dlatego w bieżącym sezonie już po zamknięciu letniego okienka Ruch zakontraktował Bartłomieja Gradeckiego. Wydawało się, że to Płocczanin będzie „jedynką” do końca sezonu, ale wiosną wyraźnie obniżył loty, więc „do kloty” wrócił Bielecki – i był to powrót niemal spektakularny. Pochodzący z Bytomia golkiper wreszcie zaczął dawać coś „ekstra”, grać znacznie lepiej niż na początku sezonu, czego dowód dał w Legnicy. Niebiescy objęli prowadzenie, a po kilku minutach mogli je stracić po groźnej główce zamykającego centrę Kamila Drygasa. Zawodnik Miedzi uderzył absolutnie poprawnie, ale wybitną wręcz paradą popisał się Bielecki, odbijając piłkę na dalszy słupek. Parada weekendu? Na pewno. W końcu 25-latek trafił do jedenastki kolejki (razem ze stoperem Maksem Watsonem). Być może to interwencja sezonu? To możliwe.
Stawy na wierzchu
Znakomitą obronę „Bielu” przypłacił jednak zdrowiem, uderzając w słupek i jego okolice. Przez kilka minut był opatrywany przez sztab medyczny i dopiero po meczu okazało się, że sprawa była poważna. – Palec wyleciał cały – opisywał Jakub Bielecki w rozmowie z TVP Sport i Ruch TV. – Wszystkie stawy były na wierzchu. Nie widziałem go jeszcze w takim stanie, więc gdy to zobaczyłem, to się trochę przeraziłem. Był powyginany na wszystkie strony, ścięgna popuszczały, kości wystawały w bok. Fizjo mi go jednak nastawili jako tako, musieli zakleić i udało się dokończyć mecz, chociaż ból mi towarzyszył – co rzut, co interwencję. Najgorsze były piąstkowania... Bez prześwietlenia to się nie obejdzie – powiedział... z szerokim uśmiechem bramkarz Ruchu, który ani przez moment nie myślał jednak, aby zejść z boiska. – Nie no, gdzie? Gdy jest się w transie, to aż tak nie zwraca się na to uwagi! – przyznał.
Poważny znak zapytania
Słowa Bieleckiego fajnie brzmiały w przypływie pomeczowej adrenaliny. Zresztą zwycięstwo w Legnicy wlało jej w chorzowskie żyły całe mnóstwo; więcej niż poprzednie. Chłodne fakty są jednak takie, że obok Bieleckiego stoi teraz poważny znak zapytania, czy będzie w stanie zagrać w ostatnim meczu w Pruszkowie i w bardzo prawdopodobnych barażach. To będzie spory problem dla Ruchu, bo „Bielu” wreszcie dawał pewność między słupkami, a Gradecki miał ostatnio problemy zdrowotne i znajdował się poza kadrą. Na ławkę wrócił więc Jakub Szymański, ale o jego pozycji w hierarchii najlepiej świadczy fakt, że zimą... dostał wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Odejdzie po sezonie, gdy wygaśnie jego kontrakt.
Piotr Tubacki
17 MECZÓW zagrał w tym sezonie 1. ligi Jakub Bielecki, zachowując w czterech czyste konta. Wystąpił w pierwszych 12 kolejkach, potem złapał kontuzję, po wyleczeniu której był rezerwowym. Do gry wrócił pięć spotkań temu – na hit z Wisłą Kraków.
