Wyniki gorsze niż gra
Indywidualna postawa kadrowiczów nie była adekwatna wobec końcowego rezultatu. Biało-czerwoni nie do końca funkcjonowali jako zespół.
Kamil Wałęga jest wielkim nieobecnym naszej reprezentacji, ale mamy nadzieję, że zobaczymy go podczas mistrzostw świata w Sosnowcu. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
REPREZENTACJA POLSKI
Polscy hokeiści po trzecim turnieju Europejskiego Pucharu Narodów w Edynburgu byli mocno niepocieszeni, bo nie zdobyli punktu, przegrywając ze Słowenią 3:4, Ukrainą 2:4 oraz Wielką Brytanią 4:5. To minimalne porażki, a przy odrobinie szczęścia wyniki mogły być odwrotne (dwa niecelne strzały do pustej bramki oraz dwa słupki). Nie czas gdybać, bo liczą się fakty, a one nie są przyjazne dla Biało-czerwonych. Oczywiście, można znaleźć kilka wytłumaczeń spoza lodowiska, bo przecież w kadrze nastąpiło kilka zmian. W sumie jednak nie ma co rozdzierać szat. W tym turnieju wielu zawodników prezentowało swój poziom, ale jako zespół wypadliśmy na pewno poniżej oczekiwań. Za błędy indywidualne cena była - niestety - wysoka.
Trudne wybory
O nominacjach do kadry już mieliśmy okazję pisać. Tak się składa, że termin reprezentacyjny wybrany przez międzynarodową federację (IIHF) nie jest zbyt szczęśliwy. Rozgrywki ligowe są w pełnej krasie i nieuchronnie zbliża się decydujące rozdanie, czyli play off, a tu selekcjoner musi powołać kadrę, zaś trenerzy kręcą nosami. Pekka Tirkkonen doskonale rozumie sytuację, bo sam przecież na co dzień prowadzi GKS Tychy. Fin chciał pogodzić ogień z wodą i stąd oszczędnie gospodarował powołaniami. Z każdego czołowego klubu starał się powołać góra trzech zawodników, by przypadkiem nie zakłócać ich pracy. Oczywiście, nie do końca swoje plany zrealizował. Kontuzje oraz inne wypadki losowe sprawiły, że trzeba było dokonać pięciu zmian. Sztab reprezentacji zrobił ukłon w stronę działaczy Vlci Żylina i zwolnił z obowiązku reprezentanta Kamila Wałęgę, bowiem jego zespół toczy ważne spotkanie w lidze słowackiej oraz w pucharze. Niemniej Wałęga ma stanowić ważne ogniwo reprezentacji podczas majowych mistrzostwo świata. Pięciu powołanych zostało z listy rezerwowej, ale nie wszyscy spełnili oczekiwania. Swoją szansę, naszym zdaniem, wykorzystał Christian Mroczkowski, który swoim doświadczeniem i rozwagą wprowadzał do gry sporo spokoju, a tego niektórym jego kolegom brakowało. 21-letni obrońca GKS-u Katowice, Błażej Chodor, zaliczył debiut w reprezentacji, ale chciałoby się, by był zwycięski.
Zmiana wizerunku
Nie tylko ekipy przyjezdne, ale również hokeiści gospodarzy dziwili się, że wybrano lodowisko Murrayfield w Edynburgu na miejsce rozgrywania turnieju. Nijak ono nie przystaje do nowoczesnych obiektów i co rusz służby techniczne musiały interweniować.
- Nie ma co narzekać na obiekt, w którym graliśmy, bo wszyscy mieliśmy takie same warunki - uśmiecha się Mateusz Bryk, który okazał się najlepszym strzelcem reprezentacji. - Niemniej był archaiczny. Nie można wygrać meczu, gdy notuje się fatalną tercję, a tak właśnie było ze Słowenią, czy też robi się takie błędy jak w dwóch w następnych meczach. W gruncie rzeczy nie wypadliśmy źle, bo staraliśmy się kreować grę, szukać szans w ataku. Ze Słoweńcami gra się niezwykle trudno, bo skoncentrowani są na defensywie, czyhają na błędy i wykorzystują swoje kontry.
Po zmianie selekcjonera nasz zespół prezentuje się inaczej i chyba z korzyścią dla własnego wizerunku.
- Każda zmiana trenera wywołuje u zawodników jeszcze większą mobilizację – wyjawia doświadczony obrońca. - Już wiele lat jestem w kadrze i teraz mogę śmiało stwierdzić, że obserwuję nie tylko u siebie, ale również u kolegów dodatkowy zastrzyk energii. Trener Tirkkonen jest niezwykle spokojnym, rzeczowym szkoleniowcem, który kreśli wyraziste plany. Preferuje styl ofensywny, a wówczas jest łatwo o jakiś błąd. Fin i jego współpracownicy mają cierpliwość i są optymistycznie nastawieni.
Kręgosłup gotowy
Tirkkonen w trzech turniejach EPN miał okazje sprawdzić aż 43 zawodników, w tym czterech bramkarzy, a w pamięci mamy Wałegę, który jest w orbicie zainteresowań, ale w tym sezonie nie grał w reprezentacji. Jesteśmy przekonani, że trzon drużyny na turnie MŚ w Sosnowcu już jest gotowy. Pozostaje wybór kilku dodatkowych zawodników i dopasowanie poszczególnych formacji. Trzej bramkarze obecni w Edynburgu są raczej pewni nominacji i mamy nadzieję że nic nie stanie na przeszkodzie, by znaleźli się w Sosnowcu. Zarówno w obronie, jak i w ataku mamy dość szeroki wybór i trenerzy będą mieli poważny orzech do zgryzienia. Kandydatów jest znacznie więcej niż miejsc w reprezentacji. Dotychczasowe mecze wskazują, że w zespole będzie siedmiu obrońców oraz trzynastu napastników. Jednym z pewniaków jest Bryk, który solidnie pracował z trzema różnymi zawodnikami w parze. Zaczynał z Olafem Bizackim, w kolejnym meczu z Oskarem Jaśkiewiczem, a kończył z młodym Erykiem Schaferem.
- Zawsze staram się rozgryźć i poznać czym kieruje się trener przy takim czy innym ustawieniu – śmieje się sympatyczny zawodnik. - Chyba nieźle się zaprezentowałem, choć brzmi to nieskromne. Oczywiście, chciałoby się przez cały czas brylować na tafli i strzelać gole. Trzeba również mieć respekt przed rywalem i cały czas być skoncentrowanym. Tego ostatniego elementu nam zabrakło w niektórych momentach podczas tego turnieju. Teraz już trzeba się skupić na tym co przed nami, a mamy do wykonania solidną pracę w klubie i tym jest zaprzątnięta moja głowa.
Patryk Wronka dopiero w trzecim meczu, po golu strzelonym Brytyjczykom uśmiechnął się od ucha do ucha. Po dwóch dniach chodził ze spuszczoną głową i miał ku temu powody. Ze Słowenią oraz Ukrainą miał przed sobą pustą bramkę i nie umieścił krążka w siatce.
- Byłem zbyt „elektryczny”, chciałem za szybko wykonać strzał – wyjawia napastnik GKS-u Katowice, rodem z Nowego Targu. - To dla mnie kolejna nauczka, choć mam już lata gry za sobą. Niewiele zabrakło, by wszystkie mecze zakończyły się naszym sukcesem. Popełniliśmy kosztowne błędy i przeciwnik tej klasy bezlitośnie je wykorzystał. Teraz przegraliśmy, zapewne wyciągniemy wnioski i jestem przekonany, że w kolejnych występach będzie zdecydowanie lepiej. Najważniejsze, by mistrzostwa świata toczyły się po naszej myśli.
W niedzielę od rana hokeiści podróżowali i po południu wylądowali w Krakowie. Wczoraj mieli dzień wolny, zaś od dzisiaj rozpoczynają przygotowania do ostatnich meczów sezonu zasadniczego, a potem już „tylko” play off.
Włodzimierz Sowiński
