Wykonałem już kilka telefonów
Rozmowa z Michalem Gašparikiem, trenerem Górnika Zabrze
Na podopiecznych warto spoglądać z różnych perspektyw! Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Kiedy spotkaliśmy się niemal dokładnie rok temu, przyznał pan po pierwszym treningu, że wielu zawodników... nie znał. Teraz komfort „dnia pierwszego” jest większy?
– Z tego punktu widzenia – oczywiście. Wtedy spotkałem się z zespołem pierwszy raz, w grupie było bodaj 17 nowych ludzi. Teraz mamy większą stabilizację, choć i tym razem mieliśmy zawodników młodych, dotąd wypożyczonych do innych zespołów. Chcemy ich zobaczyć w procesie treningowym, potem podejmiemy decyzję, kto z nami zostanie.
Największym nieobecnym rozpoczętych przygotowań jest oczywiście Patrik Hellebrand. Zrobiła się panu niespodziewana dziura w środku jedenastki?
– Na razie jest dziura. Musimy szukać wzmocnienia na tej pozycji, bo to był specyficzny zawodnik, nie był typową „szóstką”. Był – moim zdaniem – kluczowy dla faktu, że Górnik tak dobrze wyglądał w ostatnich dwóch latach.
Jego decyzja o przeprowadzce do Korony pana również zaskoczyła?
– Też byłem trochę zszokowany, gdy zobaczyłem kierunek i nowy klub, jaki wybrał, ale takie jest życie piłkarskie. Patrik zresztą do mnie zadzwonił i całą sytuację wyjaśnił.
Wśród spekulacji o odejściach z Górnika wciąż powtarza się nazwisko Maksyma Chłania. Będzie u pana przynajmniej w kwalifikacjach do pucharów?
– Ma w kontrakcie klauzulę odstępnego, ale wierzę, że zostaniemy już teraz w takim gronie, jakie mamy u progu przygotowań. No i że dołączą do nas nowi zawodnicy.
A na jakie pozycje jeszcze szukacie piłkarzy?
– Rozglądamy się za skrzydłowym; jest już jakaś opcja. Zobaczymy po sparingach, jak będzie wyglądać sytuacja w środku pola, ale nawet gdyby zewnętrznych wzmocnień nie było, mamy – jak powiedziałem – wracających swoich chłopaków, którzy na wypożyczeniach pokazywali dobry poziom w pierwszej lidze.
Zakończył karierę Lukas Podolski. Na „dziesiątkę” też kogoś będziecie szukać?
– Myśli pan o „nowym Lukasie” (śmiech)? Skauci i na tę pozycję mają nazwiska, ale w tej chwili mamy Lukasa Ambrosa. Chcemy, żeby zagrał tu jak najwięcej meczów, bo on – moim zdaniem - ma przed sobą wielką przyszłość.
Przed wami pięć tygodni treningów i sparingów, zgrupowanie w Austrii, sporo pracy, ale gdyby pan miał ocenić zawodników już zakontraktowanych tego lata, to powiedziałby pan, że to kandydaci do pierwszej jedenastki?
– Na pewno muszą zrozumieć sposób i filozofię gry Górnika, ale myślę, że mają odpowiednią jakość, by myśleć o podstawowym składzie. Erika Prekopa, gracza bardzo doświadczonego, wzięliśmy jako napastnika numer jeden, choć oczywiście powalczyć musi o to miejsce z Sondre Lisethem. Bruno Durdov to skrzydłowy, z dobrą lewą nogą, dzięki czemu z prawej strony łatwo schodzi do środka, ale może zagrać również i po lewej stronie albo między liniami – jak Lukas Ambros, jako „ósemka” czy „dziesiątka'”.
Czy pojawienie się w kadrze Philippa Schulze z III-ligowego SC Verl zamyka poszukiwania bramkarza?
– Tak. Myślę, że już nie potrzebujemy kolejnego zawodnika na tę pozycję. Tomek Loska przedłużył kontrakt z Górnikiem; mamy też trójkę-czwórkę młodych chłopaków, którzy będą z nami trenować.
Znacie już pierwszego pucharowego rywala. Kibicowsko mecz z Fenerbahce zapowiada się fantastycznie, ale czy sportowo nie lepiej byłoby sprawdzić się ze Sturmem Graz?
– Zawsze marzyłem, żeby jeszcze raz poprowadzić drużynę przeciwko Fenerbahce (przeciwko Turkom grał były klub trenera Gašparika, Spartak Trnawa – dop. aut.). Oczywiście rywale mają mnóstwo doświadczonych piłkarzy, mających w CV topowe kluby świata, więc być może rzeczywiście trochę łatwiej byłoby zagrać z teamem z Austrii, ale myślę, że i on „na papierze” jest mocniejszy niż Górnik. Tak czy siak, spróbujemy powalczyć z tureckim przeciwnikiem. Fajnie, że pierwsze spotkanie gramy na wyjeździe. Być może uda się zrobić taki wynik, by sprawa dwumeczu pozostała do rozstrzygnięcia w Zabrzu, bo tu oczywiście będzie wyjątkowa atmosfera.
A zakłada pan, że te wielkie gwiazdy mogą was trochę zlekceważyć?
– Jasne, że mogą. Choć z drugiej strony – tam zapewne będzie „sold out”, a przy tamtejszej publiczności chyba się nie odważą zlekceważyć kogokolwiek (śmiech).
Fenerbahce będzie też specyficznym przeciwnikiem dla Lukasa Podolskiego, który był gwiazdą Galatasarayu, prawda?
– Jestem pewien, że się z takiego losowania ucieszył! Będzie jeszcze wiele okazji do porozmawiania z nim o tym. Na razie to ja wykonałem kilka telefonów do Trnawy, by przypomnieli mi szczegóły naszej wyprawy do Stambułu: lotnisko, hotel i podobne sprawy.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
