Wykład profesora Doncicia
Wydarzeniem środowej nocy była siódma wygrana z rzędu Lakers.
Słoweniec poprowadził zespół z Los Angeles do kolejnego zwycięstwa. Fot. Los Angeles Lakers
Rakiety i Jeziorowcy zagrali ze sobą w Houston dwa razy w ciągu dwóch dni. I dwukrotnie zwyciężył zespół z Kalifornii. W środową noc gra o zwycięstwo była otwarta do ostatnich sekund. Mimo że Lakers prowadzili do przerwy 12 punktami, Rockets (prowadzeni przez Alperena Senguna – 27 pkt i Amena Thompsona – 26 pkt) zdołali wrócić do gry w trzeciej kwarcie, a nawet objąć prowadzenie 105:102 w połowie ostatniej odsłony. Wtedy jednak do głosu doszli liderzy Lakers. Kluczowym momentem był efektowny wsad LeBrona Jamesa po podaniu Luki Doncicia oraz seria punktów Ruiego Hachimury, która ostatecznie złamała opór gospodarzy.
Doncić był bohaterem meczu. Rozegrał genialne zawody, ocierając się o triple-double z dorobkiem 40 punktów, 10 asyst i 9 zbiórek. Był nie tylko motorem napędowym ofensywy, ale i głównym bohaterem pozasportowego spięcia. Już w pierwszej kwarcie, po kilku pudłach gwiazdora, jeden z kibiców Rockets zaczął go głośno prowokować i wykonywać obraźliwe gesty. Reakcja Doncicia była natychmiastowa i bolesna dla fanów gospodarzy. W czwartej kwarcie Słoweniec zdobył 10 punktów, w tym kluczową „trójkę” na niespełna minutę przed końcem, po której wymownie uciszył trybuny. – Jakiś gość wygadywał szalone rzeczy. Odpowiedziałem mu po angielsku – upewniłem się, że dobrze mnie zrozumiał – komentował z uśmiechem po meczu.
Doncić zagrał jak profesor. – W końcówce dał prawdziwy wykład. Niezależnie czy grał w izolacjach, czy przeciwko Sengunowi, za każdym razem kreował dobrą akcję dla siebie lub kolegów – chwalił swojego lidera trener Lakers, JJ Redick.
Warto też wspomnieć o tym, co zrobił LeBron James. 41-latek zdobył 30 punktów, a – co kluczowe – trafił 13 z 14 rzutów z gry! Kilka jego energetycznych wsadów podbija media społecznościowe. – Jego cierpliwość jest kluczowa. Wie, że dostanie piłkę, że będzie miał szanse w kontrataku czy rzuty z rogu... Był świetny – dodał Redick.
James zmierza do pobicia niesamowitego rekordu. Był to jego 1610. występ w sezonie zasadniczym. Brakuje mu już tylko jednego spotkania, by wyrównać absolutny rekord NBA należący do legendarnego Roberta Parisha (1611).
Dzięki tej wygranej ekipa z Miasta Aniołów (bilans 44-25) umocniła się na trzecim miejscu w Konferencji Zachodniej.
Boston – Golden State 120:99, Brooklyn – Oklahoma City 92:121, Indiana – Portland 119:127, Chicago – Toronto 109:139, Minnesota – Utah 147:111, New Orleans – Los Angeles 124:109, Dallas – Atlanta 120:135, Memphis – Denver 125:118, Houston – Los Angeles 116:124
(p)
