Wygrani i przegrani

KOMENTARZ "SPORTU" - Michał Zichlarz

Za nami bardzo udany Spodek Super Cup. Drugą edycję imprezy organizowanej z rozmachem przez Grzegorza Górskiego i jego ekipę oglądało prawie 10 tysięcy kibiców! To duży sukces. Na trybunach byli przedstawiciele wszystkich ośmiu uczestników imprezy. Kiedy rozmawiałem z ludźmi ze Spartaka Trnava, to ci dziwili się, że przyjechała za nimi tak duża grupa fanów ich zespołu, tym bardziej że przecież w Spodku grała druga drużyna jednego z najsłynniejszych klubów za południową granicą, a nie pierwsza ekipa.

Wśród wygranych jest wspomniany Grzegorz Górski oraz GieKSa, która bezapelacyjnie wygrała, zwyciężając we wszystkich swoich czterech spotkaniach, strzelając przy tym 17 bramek, a tracąc ledwie trzy. Wszyscy oczekiwali finału GKS – Górnik, ale zabrzanie pokpili sprawę w grupie, gdzie tylko zremisowali z czwartoligowym ROW-em Rybnik i z grającym na zapleczu słowackiej ekstraklasy Spartakiem. „Górnicy” - jak przed rokiem - są na pozycji numer 3 i do wygranych z pewnością nie należą.

Nie należą też do nich piłkarze Banika Ostrava. W zeszłym roku rezerwowy zespół ostrawskiego klubu, ale z trenerem Pavelem Hapalem na trybunach, był drugi. Teraz był chłopcem do bicia dla innych. Nie mogło być inaczej, skoro drużynę tworzyli juniorzy i piłkarscy emeryci, zawodnicy, którzy już nie grają… Tak się nie postępuje i nie wysyła takiej drużyny na turniej, który ogląda tysiące widzów. Kibice klubu z Czech wywiesili w swoim sektorze duży baner z napisem „Ostravska smetanka”, ale z futbolową śmietanką nie miało to wiele wspólnego. Występ Banika należy zaliczyć niestety na duży minus…

Pozytywnie zaprezentowały się za to drużyny z niższych lig. Trzecioligowa Wisłoka Dębica weszła do fazy medalowej i z Górnikiem walczyła o trzecią lokatę. Dwa remisy wywalczył na murawie prowadzonego przez trenera Bogdana Zająca JKS Jarosław.

Nie zawiedli też oczywiście sędziowie, a szczególne słowa uznania należą się naszemu arbitrowi numer 1, Szymonowi Marciniakowi. Przecież w piątek o godzinie 20.00 sędziował mecz ligowy w Arabii Saudyjskiej, gdzie jest niesamowicie ceniony. Wydawało się, że nie ma szans, żeby następnego dnia zameldował się o 14.00 w Spodku. A jednak! Pan Szymon jakimś cudem wylądował w Katowicach, przez kilka godzin prowadził mecze, a do tego z uśmiechem rozdawał najmłodszym kolejne autografy i pozował do fotek. Wielki szacunek dla arbitra z Płocka! Oczywiście znalazł czas na rozmowę ze „Sportem” na naszym stanowisku. Rozmawiał z nim Piotr Tubacki i zachęcam do obejrzenia ciekawego wywiadu.

Podsumowując, trzeba się cieszyć, że reaktywowane granie w piłkę w jednej z największych hal w Polsce cieszy się takim zainteresowaniem. Po zeszłorocznym sukcesie organizatorzy wstępnie planowali rozegrać kolejny turniej za dwa lata, ale udało się zagrać już teraz. Po tych sukcesach wydaje się, że turniej na stałe wejdzie do futbolowego kalendarza, a jak podkreślają zawodnicy - dla nich to frajda. Przede wszystkim było to święto futbolu, co było widać podczas drugiego Spodek Super Cup. Trzeba kibicować Grzegorzowi Górskiem przy kolejnej organizacji turnieju za 12 miesięcy. Granie w Spodku ma już zresztą 30 lat tradycji i kontynuujmy to, co dobre!