Wygrali na Barbórkę
Zabrzanie sprawili miły prezent górniczej braci i po pewnej wygranej w Gdańsku zameldowali się w ćwierćfinale Pucharu Polski.
Ousmane Sow był w Gdańsku nie do powstrzymania. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
W porównaniu do wygranego 5:1 meczu z Bruk-Betem w sobotę trener John Carver wymienił prawie… całą jedenastkę! Ostali się tylko pomocnicy: kapitan Rifet Kapić, Iwan Żelizko oraz Kacper Sezonienko. Z kolei Michal Gasparik nie eksperymentował i postawił na żelazny, podstawowy skład, podkreślając przy okazji raz jeszcze, że pucharowa rywalizacja jest dla niego ważniejsza niż liga! W Górniku wczoraj nadal brakowało kontuzjowanych środkowych pomocników, Jarosława Kubickiego i młodzieżowego reprezentanta Czech Lukasa Ambrosa.
Zabrzanie od pierwszej minuty atakowali, mieli optyczną przewagę, byli bardzo ruchliwi, ale… mogli przegrywać. Na swoje szczęście w 26 minucie znakomitej sytuacji po zagraniu Sezonienki z lewej strony nie wykorzystał nie atakowany przez nikogo Bohdan Wjunnyk, który z kilkunastu metrów spudłował.
Po niewiele dwóch kwadransach zabrzanie praktycznie rozstrzygnęli sprawę. Najpierw po świetnym dośrodkowaniu z rożnego Matusa Kmeta reprezentanta Nowej Zelandii w bramce Biało-zielonych Alexa Paulsena zaskoczył Rafał Janicki. Były obrońca Lechii nie celebrował gola. Zaraz potem lider ekstraklasy popisowo rozegrał akcję! Erik Janża wypuścił w bój aktywnego i widocznego od początku Koreańczyka Young jun-Goha, ten świetnie zagrał do Ousmane Sow’a, który pewnie umieścił futbolówkę w siatce.
W końcówce pierwszej połowy fatalny błąd popełnił rezerwowy bramkarz Górnika Tomasz Loska. Nie złapał piłki, którą do siatki wepchnął Dawid Kurminowski. To kolejny w ostatnim czasie prosty błąd bramkarza zespołu z Zabrza (wcześniej takie rażące błędy popełnił Marcel Łubik). Do przerwy kibice oglądali w tym ciekawym spotkaniu aż 10 celnych strzałów – w tym siedem w wykonaniu aktywnych Górników.
Po przerwie na boisko wszedł Tomas Bobcek. Trener gospodarzy, wprowadzając swojego najlepszego strzelca, miał nadzieję, że zmieni on grę Lechii, ale tak się nie stało. Gdańszczanie nie zdołali doprowadzić do wyrównania, a w ostatnich minutach pieczęć na awansie Górnika postawił niesamowity Sow, kończąc efektowny rajd umieszczeniem piłki w siatce. To już jego dziewiąta bramka jesienią, z których siedem zdobył w lidze.
W piątek wieczorem, także w Gdańsku, odbędzie się mecz obu zespołów, ale tym razem w lidze. Będzie znowu ciekawie, bo zabranie pokazali, że słabszy okres – trzy mecze bez wygranej – mają za sobą.
(zich)
◼ Lechia Gdańsk – Górnik Zabrze 1:3 (1:2)
0:1 – Janicki (głową), 31 min, 0:2 – Sow, 34 min, 1:2 – Kurminowski, 39 min, 1:3 – Sow, 85 min
LECHIA: Paulsen – Kłudka (85. Wojtowicz), Pllana, Olsson, Kałahur (85. Vojtko) – Sezonienko (56. Awad), Kapić, Żelizko, Cirković – Kurminowski (63. Bobczek), Wjunnyk (63. Carenko). Trener John CARVER.
GÓRNIK: Loska – Kmet (59. Szcześniak), Janicki, Pingot, Janża – Sow, Donio, Hellebrand, Goh (88. Lukoszek), Chłań – Liseth (88. Podolski). Trener Michal GASPARIK.
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów 6500. Żółte kartki: Żelizko – Chłań, Goh, Janża, Sow .
